Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 3 października 2010

CZTERY ŻONY

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. (Mt 10,28)

Luigi Schiavonetti, Dusza opuszczająca ciało, 1808
W pogańskim kraju, gdzie panowało wielożeństwo, pewien król miał cztery żony. W sposób szczególny kochał swoją czwartą małżonkę. Był w nią zapatrzony. Ubierał ją w najlepsze stroje i ozdabiał kosztownymi klejnotami. Nie żałował jej niczego. Przymykał nawet oko na fakt, że była leniwa. Starał się zapewniać jej wszystko, co najlepsze. Król kochał także swą trzecią żonę. Dodawała ona splendoru jemu i jego państwu. Monarcha jednak cały czas obawiał się, czy aby go nie rzuci i nie odejdzie z innym. Także kochał swą drugą żonę. Była jego powierniczką. Ilekroć król miał jakiś problem, ona pomagała mu go rozwiązać. Dzięki niej wydostawał się z największych nawet tarapatów. Pierwsza żona króla była mu wierną towarzyszką, zawsze lojalna i oddana. Przyczyniała się wielce zarówno do dobrobytu królestwa jak i do osobistego powodzenia pana małżonka. Ten jednak, o dziwo, wcale jej nie kochał. Choć ona kochała go z oddaniem, ten nawet na nią nie spojrzał.

Zdarzyło się pewnego dnia, że króla zmogła choroba i z głuchym jękiem zaległ na łożu boleści. Pojął, iż czasu pozostało mu niewiele. Rozmyślał nad swoim przeszłym życiem i mówił sobie tak: „Mam przy sobie teraz cztery żony, ale kiedy umrę, będę samotny.” Zapytał więc czwartą żonę: „Miła moja, kochałem cię ponad wszystko, bardziej niż moje trzy pozostałe żony. Miałaś najlepsze stroje, poświęcałem Ci prawie całą uwagę i dbałem o Ciebie bardziej niż o inne. Patrz, teraz umieram! Czy jesteś gotowa iść tam, dokąd ja idę, być moją towarzyszką?”. – „Ani mi to w głowie, małżonku mój”, odrzekła czwarta żona. Odwróciła się i odeszła. Odpowiedź jej mrozem przeszyła bijące ostatkiem sił serce króla, rozpacz pojawiła się w jego gasnącym spojrzeniu. Zapytał więc trzecią żonę: „Miła moja, kochałem cię bardzo przez całe me życie. Towarzyszyłaś mi, kiedy wyjeżdżałem do sąsiednich królestw. Twą pięknością, wiedzą, pracowitością i umiejętnością zachowania dodawałaś mnie i mojemu państwu dużo splendoru. Wszyscy cię podziwiali i zazdrościli mi. Patrz, teraz umieram! Czy jesteś gotowa iść tam, dokąd ja idę, być moją towarzyszką?” – „Nie!”, odrzekła trzecia żona. „Życie jest nazbyt piękne. Kiedy umrzesz, myślę ponownie wyjść za mąż”. Po raz drugi zamarło serce króla, wypełnione bezbrzeżnym żalem. Zwrócił się tedy do drugiej żony: „Miła moja, kochałem cię bardzo przez całe me życie. Byłaś moją powierniczką, miałaś dobrotliwe oblicze, czciłaś mnie i miałaś w wielkim poważaniu. Ilekroć miałem jakiś poważny problem do rozwiązania, powierzałem go tobie i dzięki twojej pomocy wydostawałem się z największych tarapatów. Patrz, teraz umieram! Czy jesteś gotowa iść tam, dokąd ja idę, być moją towarzyszką?”. – „Przykro mi, ale tym razem nie mogę ci pomóc”, odpowiedziała królowi druga żona. „Jedyne, co mogę dla ciebie teraz uczynić, to iść i pogrzebać cię.” Słowa te ostatecznie już pogrążyły króla w bezdennym smutku. Pozostał sam. I wtedy usłyszał głos: „Pójdę z tobą, dokądkolwiek ty pójdziesz, wszędzie będę ci towarzyszyła”. Skierował król swój gasnący wzrok tam, skąd dochodził głos, i ujrzał swą pierwszą żonę. Wychudzona ona była strasznie, widać, że cierpiała z niedożywienia. Król wzruszył się głęboko i rzekł: „Powinienem był dbać o ciebie, kiedy miałem do tego okazję. Teraz jest już za późno!”

Cztery żony symbolizują cztery rzeczywistości naszego życia. Czwarta reprezentuje nasze fizyczne ciało. Inwestujemy w nie, stawiamy je na pierwszym miejscu, chcemy, aby było atrakcyjne. Nie ważne jednak, ile czasu i wysiłku mu poświęcimy - opuści nas ono w godzinie śmierci! Trzecia żona przedstawia wartości materialne, sławę u ludzi i pozycję społeczną. To wszystko nas opuści, kiedy będziemy umierać. Inni to odziedziczą. Druga żona to symbolicznie nasza rodzina i przyjaciele. Nieważne, ile nam w życiu pomagali. Kiedy umrzemy, będą nas jedynie mogli odprowadzić do grobu! Nasza pierwsza żona – to dusza! Jakże ją zaniedbujemy w naszej pogoni za bogactwem, władzą, sławą i popularnością u ludzi, tudzież innymi egoistycznymi przyjemnościami. Niemniej jednak, w godzinie śmierci, jedynie ona pójdzie za nami, dokądkolwiek pójdziemy, wszędzie będzie nam towarzyszyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz