Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 3 października 2010

TEJ NOCY W BAGDADZIE

Dopiero żyć zaczniesz, gdy umrzesz kochając.
Jan Twardowski

Pewnego upalnego dnia sułtan spoczywał na łożu w jednym z pałaców Damaszku. Wbiegł do komnaty zdyszany sługa, jeden z jego ulubionych ministrów. Głosem drżącym od strachu wykrzykiwał, że musi uciekać do Bagdadu. Błagał sułtana, aby ten pożyczył mu swego najśmiglejszego rumaka. Sułtan zdumiony zapytał:

- Ale czemuż to musisz umykać z takim pośpiechem do Bagdadu?

Przestraszony minister, łypiąc nieprzytomnie oczyma, trzęsącym się głosem odrzekł:

- Bo właśnie ujrzałem w ogrodzie twojego pałacu śmierć. Ona też mnie spostrzegła; wyszczerzyła zęby; podniosła groźnie złowrogie ramię uzbrojone w stalowoszaro połyskującą kosę i zaczęła zbliżać się w moim kierunku... Sam widzisz, panie, muszę uciekać od niej jak najdalej...

Usłyszawszy to, dobrotliwy władca pożyczył słudze swego najszybszego wierzchowca. Sługa zaś w wielkim pośpiechu opuścił Damaszek, umykając z wiatrem we włosach w kierunku Bagdadu. Sułtan udał się prędko do ogrodu, wielce rozsierdzony zuchwałością śmierci. Ta zaś bynajmniej się nie spieszyła z odejściem. Co więcej, panoszyła się w jego własnym ogrodzie. Szpicem kosy ścięła nawet białą różę. Trzymała ją teraz kościstymi palcami i wąchała z upodobaniem. 

Ujrzawszy to, rozgniewany sułtan zawołał potężnym głosem:

- Jak śmiesz grozić memu najlepszemu ministrowi?


Śmierć zdumiona, spojrzała nań pustymi oczodołami. Uśmiechnęła się śmiertelnie poważna i odpowiedziała tak:

- Ja grozić jemu? Zapewniam cię, sułtanie, że ani mi to w głowie. Uniosłam tylko ramiona w geście zdziwienia, widząc go o tej porze jeszcze tutaj, w Damaszku. Wszak jestem z nim umówiona dziś w nocy, w Bagdadzie. Nasze tam spotkanie jest ustalone od dawna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz