Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 3 października 2010

DOBRE ZŁEGO POCZĄTKI

Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. (1 Jana 3,2)

Bouguereau, Niewinność - zarówno małe dzieci jak i baranki symbolizują niewinność.
Jeśli dać wiarę pewnej anegdocie, Leonardo Da Vinci potrzebował dwadzieścia lat na namalowanie swego arcydzieła – „Ostatniej Wieczerzy”. Spowodowane to było wysokimi wymaganiami, jakie artysta stawiał „modelom” pozującym do obrazu. Natrafił na trudności już z samego początku, ponieważ nie znajdował osoby mogącej służyć jako model Chrystusa. Oblicze jej musiałoby odzwierciedlać Jego czystość, szlachetność, subtelność, także zewnętrzne piękno. W końcu znalazł jednak takiego młodzieńca i według jego wzoru namalował Jezusa. Potem bez większych kłopotów namalował jedenaście apostołów. Nastręczyły się znowuż trudności przy Judaszu – powinna to być osoba w średnim wieku, o obliczu szpetnym, odzwierciedlającym zdradliwość, chciwość tudzież inne szkaradne cechy charakteru. Jak znaleźć takiego oryginała? Niełatwe to było zadanie, więc ukończenie dzieła przeciągało się na lata całe... 

Aż wreszcie dowiedział się o istnieniu jakiegoś kryminalisty, który spełniał być może wymagane kryteria szpetoty. Artysta udał się czym prędzej do więzienia i rzeczywiście – więzień ten był wymarzonym modelem do namalowania Judasza: oblicze miał odstręczające, naznaczone śladem najgorszych zbrodni i namiętności. Podzwaniający kluczami dozorca znał sławnego malarza, więc zgodził się na czasowe „wypożyczanie” skazańca, zawsze jednak zakutego w łańcuchy i pod silną strażą dwóch krzepkich pachołków. Więzień przez długi czas obojętnie odnosił się do swej roli “modela”, był zamknięty w sobie i milczący. Dopiero kiedy obraz został ukończony i Leonardo da Vinci z dumą pokazał złoczyńcy swego Judasza, więźnia jakby piorun raził – padł na kolana i gorzko zapłakał. Zdziwiony malarz zapytał o powód. Tamten odrzekł:

- Mistrzu Da Vinci, nie wiecie, kim jestem? Nie pamiętacie mnie?
- Nie, nigdy cię przedtem nie widziałem.
- Ależ to ja jestem owym cnotliwym młodzieńcem sprzed dziewiętnastu lat, który służył wam jako model przy malowaniu Chrystusa Pana na tymże samym obrazie! Jeden i ten sam model posłużył do namalowania tych dwóch tak różnych postaci!!

Gorzko płakał skazaniec nad utraconym pięknem duszy, sponiewieranym ciałem i zmarnowanym życiem. Dziwił się artysta, że to było możliwe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz