Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 października 2010

GĄSIENICA (bajka)

Śnie, który uczysz umierać człowieka 
I ukazujesz smak przyszłego wieka... 
Jan Kochanowski

Bazylika Różańcowa w Lourdes,
19 w., mozaika
Drogą szła gąsienica. Słońce przypiekało. Ona jednak szła i szła ku sobie tylko wiadomemu celowi. Żwawo skaczący po łące pasikonik zbliżył się do niej i zapytał:

- Dokąd idziesz, gąsienico?

Nie zwalniając nawet, gąsienica odrzekła:

- Miałam dziś przepiękny sen. Śniło mi się, że jestem na szczycie góry i spoglądam na naszą dolinę. Spodobała mi się ta wizja i postanowiłam ją zrealizować. 
- Chyba zwariowałaś – powiedział zdumiony konik polny. - W jaki sposób ty, zwykła gąsienica, chcesz dotrzeć na szczyt góry? Dla ciebie kamień to już pagórek, kałuża to jezioro, a pień drzewa to trudna do przebycia przeszkoda. 

Ale gąsienica tego nie słuchała. Szła dalej wytrwale swoją drogą. Ujrzał ją przechodzący nieopodal żuczek gnojarz. Odłożył na bok swoją kulkę gnoju i zapytał:

- Dokąd to idziesz, gąsienico, ślamazarnie wprawdzie, ale tak zdecydowanie?
- Miałam sen. Widziałam w nim siebie na szczycie góry. Rozpościerał się stamtąd przepiękny widok na dolinę. Chciałabym dotrzeć do tego miejsca.

Żuk, mimo zmęczenia pracą, zatrząsł się od śmiechu i powiedział:

- Ty, taka mała gąsienica, chcesz dotrzeć na szczyt góry? Nawet ja, mimo mojej siły – patrz z jaką łatwością toczę tę kulkę gnoju! - nie poważyłbym się na tak zuchwałe przedsięwzięcie. Chyba jesteś szalona! No i żuk śmiał się bardzo, ale ona już go nie widziała ani nie słyszała. Wytrwale posuwała się naprzód, centymetr po centymetrze. Pająk, kret, żaba, a nawet kwiat też odradzali jej dalszą drogę. Ona jednak nie zbaczała ani na lewo, ani na prawo. 
- Nigdy tego nie osiągniesz! - krzyczeli w ślad za nią wszyscy, których spotykała. 

Była już śmiertelnie zmęczona, jednak jakiś wewnętrzny impuls nakazywał jej kontynuować tę drogę. Dzień chylił się ku zachodowi. Wyczerpana, resztkami sił uwiła sobie kokon, chciała bezpiecznie przeczekać noc. 

- Wszystko będzie dobrze – powiedziała po raz ostatni, i zakończyła życie. 

Mieszkańcy doliny przyszli, aby obejrzeć to, co pozostało z biednej gąsienicy. Patrzyli na resztki tego zuchwałego stworzonka, które zamiast zrealizować swe marzenia, uwić musiało własny grób. Był on teraz widomym znakiem jej szaleństwa – biedna myślała, że sen może stać się rzeczywistością. 

Nadszedł jednak taki dzień, wstające słońce ozłacało wtedy świat w jakiś szczególny sposób, że kokon pękł, a z jego wnętrza wyszedł motyl. Rozwinął swe tęczowe skrzydła i poszybował ku górskim szczytom. Stamtąd, z wierzchołka góry, spojrzał w dół, na dolinę. No i wszystko było dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz