Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 12 października 2010

MŁOT I KOWADŁO - WYTAPIACZ ZŁOTA

MŁOT I KOWADŁO

Syn kowala chciał wyjechać do miasta na dalsze nauki. Przez wszystkie te lata pilnie się uczył w wiejskiej szkółce. W wolnych chwilach najmował się nawet do pracy u plebana. A to kozy pasał, a to książki w plebańskiej bibliotece odkurzał. W zamian za to ksiądz dobrodziej uczył go łaciny i greki. Chłopak przykładał się pilnie do nauki, ale tylko z największym trudem przyswajał sobie skomplikowane prawidła tych starożytnych języków. Proboszcz stale dodawał mu otuchy, a po cichu myślał sobie tak: 

- Kto wie, jak szkoły pokończy, to może duchowne powołanie odczuje, a ja stary nie stanę na sądzie Bożym z pustymi rękami, że to niby moja parafia żadnego kapłana z siebie nie wydała. Byłoby to w tej wsi pierwsze powołanie kapłańskie od założenia świata. Wielka zasługa dla mnie przed Tronem Najwyższego... 

Prawie wszyscy chłopakowi dobrze życzyli. Podziwiali jego pracowitość. Podnosili na duchu w trudnych chwilach... Nadszedł wreszcie czas próby. Syn kowala ukończył wiejską szkółkę i udawał się na dalsze nauki do miasta. Miał się tam przyjąć do gimnazjum! We wsi była to rzecz niesłychana, wszyscy patrzyli z podziwem, dumą – boć to swojak, ale i z zazdrością. Był to moment bardzo podniosły dla mieszkańców sioła.

Nie minęło dużo czasu i ... syn kowala powrócił. Szedł ze spuszczoną głową, powłócząc nogami, węzełek z książkami na plecach. Ludzie stali z otwartymi ustami, wybałuszali w zdumieniu oczy i ... nic nie pojmowali. Ojciec rozumiał, stał zawstydzony, w głowie biły mu kowalskie młoty... 

- Nie udało się, ojcze – powiedział syn. - Nie zdałem egzaminu z łaciny. Profesor był wymagający, srogi. Powiedział, że umiem za mało, żebym spróbował za rok. Ale nie mam na to ochoty, ani siły. Dam sobie z tym spokój, lepiej zajmę się kowalstwem.

Ojciec wziął syna za rękę i zaprowadził do kuźni. Tam podał mu ciężki młot i kazał z całej siły uderzać w kowadło, aż je zmiażdży. Zdziwiony syn zastosował się do życzenia ojca. Uderzał i uderzał ciężkim młotem, na kowadle oczywiście nie pojawiały się żadne ślady. Wreszcie zabrakło mu sił...

- Synu, – powiedział ojciec - kowadło pozostaje kowadłem. Jest twarde, twardo odpowiada na uderzenia młota. Taka już jest jego natura. Rzeczą młota jest uderzać, rzeczą kowadła jest wytrzymywać te uderzenia. Twoją zaś rzeczą jest bycie nieustępliwym wobec przeciwności losu. Masz być odporny na ciosy jak to kowadło. Nie poddawaj się, walcz o pomyślne jutro, spróbuj ponownie za rok.

Kowalski syn posłuchał rady ojca. Studiował pilnie przez cały rok. Przy wydatnej pomocy księdza dobrodzieja doszlifowywał swe językowe umiejętności. W końcu odniósł sukces: za rok zdał egzamin i przyjęli go wreszcie do gimnazjum.


WYTAPIACZ ZŁOTA

Wiecie, że złoto nie zawsze od razu jest czyste. Nieraz jego zanieczyszczone bryły muszą być poddane procesowi oczyszczania w piecu. Chodzi o to, aby szlachetny roztopiony kruszec połączył się ze sobą, a oddzielił od wszystkiego, co nieczyste. Zdarzyło się, że ktoś obserwował pracę takiego wytapiacza. Złotnik ów siedział przy piecu i uważnie obserwował roztopiony metal. Kiedy po długim czasie obserwacji uznał, że złoto jest całkowicie oczyszczone, przerwał proces rafinacji. Dociekliwy obserwator zadał mu takie pytanie: 

- Jak pan rozpoznaje, że wytapiany kruszec jest już oczyszczony? 

Złotnik odpowiedział mu: 

- Wiem, że złoto jest czyste wtedy, kiedy mogę rozpoznać odbijające się w nim moje oblicze.

Bóg także chce, aby rozbłysło w nas nasze do Niego podobieństwo. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz. Obraz ten został w nas zanieczyszczony grzechami. Stwórca pragnie rozpoznać w nas siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz