Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 października 2010

NAJWIĘKSZY CUD

Maryja pomaga sprawiedliwym, ponieważ zachowuje w nich łaskę Boga, pomaga także grzesznikom, ponieważ wyprasza dla nich boskie miłosierdzie. 
Św. Jan Bosko

Kiedy w Syrakuzach na Sycylii ukazała się płacząca Matka Boska i zaczęły się cudowne uzdrowienia, tamtejsi komuniści czuli się jak diabeł wrzucony do wiadra z wodą święconą.

- Tego nie można tolerować, to urąga zdrowemu rozsądkowi, to policzek wymierzony oświeconej ludzkości! – prychał w wielkiej złości najzatwardzialszy z nich, miejscowy przewodniczący partii. – Jedyny cud tutaj to fakt, że Partia nie okazała się wystarczająco czujna i nie zdemaskowała jeszcze tego wierutnego szachrajstwa! Wyruszcie zatem w drogę, towarzysze, węszcie wszędzie, przesłuchujcie, rozmawiajcie z klechami, lekarzami, z rzekomo uzdrowionymi. Wykonajcie tę robotę jednak bez zarzutu, aby nie oskarżono nas w przyszłości o manipulacje. Czekam na wyniki waszych dochodzeń. Musimy obalić ten mit, wyzwolić ludzkość od wielowiekowego szaleństwa. I pamiętajcie, Partia na was liczy!... 

Takimi to mniej więcej słowy przemawiał czerwony kacyk. Baczył przy tym pilnie na swego przyjaciela, który od dłuższego już czasu jakby tracił rezon, nieprawomyślnie wątpił... Po Italii rozeszła się prędko wieść o zawiązaniu się jakiegoś czerwonego komitetu, który miałby mieć na celu zdyskredytowanie objawień maryjnych. Czas płynął i płynął, towarzysze biegali, węszyli, sprawdzali – wszystko na nic. Nie natrafili na ani jeden przypadek oszustwa. Towarzysz sekretarz był załamany. Ale najgorszy był dzień, kiedy biskupi Sycylii jednomyślnie orzekli o autentyczności objawień... 

Nagle lotem sokolim rozniosła się wieść, która zatrwożyła towarzyszy – ich przewodniczący i zleceniodawca wystąpił z partii i pragnie powrócić na łono Kościoła katolickiego! Odwiedził go ponoć wcześniej ów przyjaciel z wątpliwościami i zagadnął tak: - Wiesz, co dla mnie w tym wszystkim jest najbardziej przerażającym „cudem”? Że są ludzie tacy jak ty, którzy zamykają się w swoim fanatyzmie nawet wtedy, kiedy Bóg w sposób cudowny daje znaki swego istnienia... Po czym dodał ciszej: - I wiesz, przyjacielu, właściwie to rozumiem, czemu On wybrał jako znak... łzy Madonny...

(źródło: A. M. Weigl, Seine Mutter, meine Mutter, 
Verlag St. Grignionhaus, Altötting 1969, s. 154-157.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz