Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 11 października 2010

NOS TAMERLANA

Jesteśmy tak próżni, że zależy nam nawet na opinii tych ludzi, na których nam zupełnie nie zależy.
Marie von Ebner-Eschenbach


Tamerlan
Wieść gminna niesie, że straszliwy władca Tymur Chromy, zwany też Tamerlanem, miał ponoć mały defekt – nieforemny, przeogromny nochal! Nieustraszony w boju, tutaj żalił się i skarżył ponoć jak dziecko:

- Mam tyle władzy i tyle bogactw, ale Allach karze mnie tym straszliwym nosem. Nawet nie mam odwagi zbliżyć się do zwierciadła! - narzekał. 

- Ojcze, – rzecze doń syn – nie przystoi ci tak rozpaczać. Jesteś wszak władcą połowy świata! Daj więc spokój z tym nosem i pozwól się wreszcie sportretować. Przyszłe pokolenia muszą wiedzieć, jak wyglądał jeden z największych wojowników! 

- W żadnym razie! Wszyscy ludzie, teraz i potem, będą się śmiali do rozpuku oglądając mój nos. Ani im przyjdzie na myśl mój strategiczny geniusz. Wolę być zapomnianym niż wyśmiewanym! 

- Ojcze, postaw określone warunki. Artysta już będzie wiedział, jak wykonać swoją robotę, bez uchybienia twemu królewskiemu majestatowi. 

- Zgoda, pozwolę się sportretować, ale pod warunkiem, że malarz ukryje mój defekt. Biada mu jednak, jeśli okaże się nieudacznikiem. 

Heroldzi rozjechali się po całym kraju, ogłaszając królewską ofertę. Nie ukrywali, że sprawa jest trudna i niebezpieczna: na śmiałka czekała albo wielka nagroda, albo... wielka kara. Mimo ryzyka natychmiast pojawiło się trzech odważnych. Przyprowadzono przed królewskie oblicze pierwszego: 

- Pokój wam, królu. Oto jestem. Powiedzcie mi, co mam uczynić? 

- Masz mnie dobrze sportretować. A wiesz, jak niebezpieczne jest to przedsięwzięcie? – zapytał król. 

- Wiem, o mój królu, słyszałem co nieco. Pokładam jednak wielką ufność w mojej sztuce. 

- W porządku, ale biada ci, jeśli sztuka twa cię zawiedzie. 

- Nie ma obawy, królu. Jestem wielkim mistrzem. Kiedy możemy zaczynać?... 

Pierwszy malarz sportretował króla tak, jak wyglądał – z całym realizmem tryumfalnie wystającego ptasiego nosa. Monarcha wpadł w straszny gniew: 

- Myślisz, że możesz szydzić sobie ze mnie? Żołnierzu, odprowadźcie tego zuchwalca i niech odbierze zasłużoną karę. A o całej tej sprawie nie chcę już więcej słyszeć... 

Następnego dnia jednak pojawił się przed królewskim obliczem kolejny artysta. 

- Pokój wam, królu, jestem głęboko wzruszony. Przybywam na wasz rozkaz, aby przekazać potomnym wspaniałość waszego oblicza – wyjąkał z przestrachem. 

- Lepiej byłoby dla ciebie, abyś tu nie przychodził. Ale jak sam chcesz. Zabieraj się zatem do roboty. 

- Dzięki, królu. Nie zawiedziesz się na mnie... 

Artysta namalował króla w całej okazałości. Były wierny we wszystkich szczegółach, za wyjątkiem jednego: zamiast przeogromnego nochala namalował królowi mały, zadarty nosek. 

Straszliwy ryk króla wstrząsnął posadami pałacu. 

- Oj, biada, co za idiota! Toż ty już jawnie szydzisz sobie ze mnie, nieszczęśniku! Żołnierzu, wyprowadzić stąd natychmiast tego głupca! I niech odbierze zaraz zasłużoną karę. A o całej tej sprawie nie chcę już więcej słyszeć... 

Ale cała sprawa wcale się nie zakończyła. Bo oto pojawił się trzeci artysta. Był niskiego wzrostu, miał na nosie niezwykłą w tamtych czasach rzecz - okulary, zza których wyzierały mądre oczy. Z całej jego postaci emanowała wielka pewność siebie: 

- Bądź pozdrowiony, królu – powiedział z powagą i ukłonił się dwornie. - Wybacz mi zuchwałość, ale wiem, że lubisz łowy. Zamierzam namalować cię w akcji podczas łowów... 

Król był zdumiony takim obrotem sprawy. Kimże był ten człowiek o wyglądzie wędrownego nauczyciela? By nie przedłużać kłopotliwej sytuacji, król trochę niepewnie: 

- Zabieraj się do roboty... 

Trzeci malarz zmierzył króla od stóp do głów bystrym spojrzeniem i zaczął pracować. Dzieło było gotowe nadspodziewanie szybko. Przedstawiony na nim władca był w trakcie polowania na lisa. W ręku dzierżył łuk w ten sposób, że przesłaniał on królewski nos. 

- Tak, ten portret może być przekazany potomnym. Zasłużyłeś malarzu na nagrodę. Zabieraj ją i zniknij, zapominając o wszystkim. A o całej tej sprawie nie chcę już więcej słyszeć... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz