Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 października 2010

PUŁAPKA

Przebywanie z egoistą jest dlatego tak zgubne, ponieważ samoobrona zmusza nas do popadania w jego błędy.
Marie von Ebner-Eschenbach

Mysz spozierała ciekawie przez szczelinę w ścianie do izby wiejskiej chaty. Zauważyła gospodarza i gospodynię, którzy otwierali jakieś pudełko.

- Ciekawe, co to za jedzenie przynoszą gospodarze, może co smakowitego dla myszy? - zastanawiała się.

Z przerażeniem spostrzegła, że nie było to żadne jedzenie, lecz najprawdziwsza pułapka na myszy. Natychmiast z piskiem pobiegła ona na podwórze, aby ostrzec inne zwierzęta.

- Uwaga, uwaga! - krzyczała – W domu znajduje się pułapka na myszy, pułapka na myszy, z ogromnym śmiercionośnym zatrzaskiem!

Grzebiąca nieopodal pazurem w gnoju kura, nierada że przeszkadza się jej w wyszukiwaniu smacznych robaków, spojrzała na mysz po kurzemu wyniośle i rzekła:

- Myszo, to twój problem, nie mój, to pułapka na myszy, nie na kury. Nie zawracaj mi głowy, każdy niech dba sam o swoje interesa. 

Spanikowana mysz biegła dalej przez podwórze, aż spotkała w zagrodzie barana. Spoczywał on wygodnie na trawie i żując ją, nad czymś medytował.

- Uwaga, uwaga! W domu znajduje się pułapka na myszy, pułapka na myszy, z ogromnym śmiercionośnym zatrzaskiem! - zawołała mysz.

Baran spojrzał na nią baranio sennymi oczyma i tylko zabeczał obojętnie kilka razy, z czego mysz wyrozumiała, że pułapka na myszy to nie barani interes. Mysz pobiegła dalej do krowy, ale ta również odniosła się do jej problemu z obojętnym lekceważeniem: 

- Czy może to ja jestem w niebezpieczeństwie? - wymuczała pytanie, i odgoniła niecierpliwie biedną mysz ogonem. Podobnie bez serca postępowały inne zwierzęta.

Zrezygnowana mysz powróciła do spichlerza, trzęsąc się na samo wspomnienie owego strasznego widoku – pułapki na myszy!

W nocy wybuchła wielka panika: to pułapka na myszy zatrzasnęła się ze złowróżbnym szczękiem! Gospodyni pobiegła zobaczyć, jakaż to nieszczęśliwa mysz padła jej ofiarą. W ciemnościach spichlerza niewiasta nie zauważyła, że pułapka zatrzasnęła się na ogonie jadowitej żmii. Gad rzucił się gwałtownie i ukąsił pochylającą się nad nim w ciemności kobietę. 

- Aj, ratunku, pomocy! - krzyknęła ona wniebogłosy.

Odwieziono ją szybko do szpitala, dano odpowiedni zastrzyk, który rzekomo zażegnał niebezpieczeństwo śmierci, lekarz zaś dał gospodarzowi taką oto radę:

- Gospodarzu, już wszystko dobrze, najgorsze ma wasza żona za sobą. To czego jej teraz potrzeba na wzmocnienie, to dobra, pożywna zupa, najlepiej rosół z kury.

Po powrocie do domu gospodarz chwycił za siekierę i udał się w kierunku kurnika. Wyszukał najtłuściejszą kurę, tę która rozmawiała z myszą, i przyrządził z niej smakowity bulion dla chorej żony. Jednak stan zdrowia kobiety stale się pogarszał. Przyszła do niej w odwiedziny grupa krewnych, sąsiadek i sąsiadów. 

- Co mogę dać im na kolację? - myślał gorączkowo gospodarz. - Już wiem, pieczeń z barana będzie w sam raz! 

Gospodarz udał się w kierunku zagrody. Baran, jak zwykle pogrążony w rozmyślaniach, był niekontent, że mu je przerywano. Kiedy zrozumiał, o co chodzi, zaczął żałośnie beczeć, ale nic mu to nie pomogło. Po kurze przyszła kolej na niego. 

Z gospodynią było coraz gorzej, aż w końcu umarła. Pogrzeby wówczas kosztowały dużo. Gospodarz musiał sprzedać rzeźnikowi tę krowę, co to wtenczas machnęła ogonem i po krowiemu bezdusznie zapytała biedną, struchlałą ze strachu mysz: „A może to ja jestem w niebezpieczeństwie?“

Zwierzęta były bardzo poruszone tym, co się stało. Dużo nad tym rozmyślały. Najlepiej podsumował te myśli stary koń, który uchodził wśród zwierząt za filozofa: 

- Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, drogie zwierzęta, nie mówcie: „To nie nasza sprawa...“ Jeśli już nie chcecie pomagać z serca, to czyńcie to przynajmniej z roztropności. Tylko razem solidarni – będziemy mogli wspólnie przeciwstawić się złu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz