Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 4 października 2010

ROZKAZ

Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi - odpowiedział Piotr i Apostołowie (Dz 5,29).

Anioł Stróż, Pietro da Cortona, 1656
Pełnił służbę w jednym z małych miasteczek okupowanej Francji. Wojna miała się ku końcowi, alianci się zbliżali. Przez cały czas okupacji starał się wraz ze swoimi żołnierzami zachowywać karnie i przyzwoicie, więc ludzie zdawali się nie dostrzegać w nim wroga. Dopiero pod koniec wojny, kiedy wzmogła się aktywność partyzantów i mnożyły akty dywersji i sabotażu, obustronne relacje się pogorszyły. Nadto przyszedł rozkaz z góry, aby za każdy akt sabotażu brać zakładników spośród ludności cywilnej i rozstrzeliwać. Oficer miał nadzieję, że w tym spokojnym miejscu nigdy nie zostanie zmuszony do wykonania takiego rozkazu. Jednak stało się – w nocy ktoś otruł wszystkie konie kawalerzystów. Musiał to być któryś z mieszkańców... Oficer błądził po sennych uliczkach tego dotychczas tak spokojnego miasteczka. W głowie tłukła mu się myśl - rozkaz to rozkaz, trzeba będzie złożyć meldunek, wziąć i rozstrzelać zakładników! Czuł na sobie spojrzenia mieszkańców – trwożliwe kobiet, i złośliwe dumnych z siebie mężczyzn. Powoli wzmagał się w nim gniew, nie mógł tego puścić płazem! Wreszcie zdecydował – trzeba wykonać rozkaz przełożonych! Oficer znajdował się przed kościołem, spojrzał na wieżowy zegar – dochodziła dwunasta w południe. Zegar był podtrzymywany kamiennymi rękami kamiennego anioła, którego niewidzące oczy skierowane były ku dalekiemu niebu, jakby oczekiwał stamtąd jakiegoś rozkazu. Wskazówka zbliżała się nieubłaganie ku południu. Anioł oczekiwał rozkazu – jakiego? Żołnierza przeniknął dreszcz – zrozumiał, że ten rozkaz anioła jest inny i ważniejszy od rozkazu wojskowych przełożonych. Postanowił, że nie weźmie zakładników i nie każe ich rozstrzeliwać!... 

Zmotoryzowano ich. Przyszedł rozkaz, aby uciekali. Po kilku tygodniach zostali aresztowani przez aliantów i w bydlęcych wagonach odstawieni z powrotem w głąb Francji. Wielkie było zdumienie oficera, kiedy po przybyciu w nowe miejsce skonstatował, że znajduje się z powrotem w tym samym miasteczku! Prowadzono milczących jeńców pośród milczących tłumów dobrze znanymi im uliczkami. W twarzach mieszkańców atoli trudno było dopatrzyć się śladów nienawiści, raczej przeważała życzliwość. Przed sądem wojennym wyszło na jaw, jak zbrodniczy był rozkaz i że go świadomie nie wykonano. Oficer szybko wyszedł na wolność. Przed odjazdem do domu raz jeszcze znalazł się pod gotyckim kościołem. Ponad szelestem jesiennych liści, które przypominają nam o przemijaniu, ponad portalem kościoła wznosił się milczący w swej bezczasowości anioł. Dzierżył w dłoniach skierowany ku niebu olbrzymi zegar. Patrzył cierpliwie pustymi oczami w niebieskie przestrzenie. Czekał widocznie na jakiś rozkaz - ostatni już, nieodwołalny. Żołnierz też stał i patrzył. Cieszył się, że wtedy zrozumiał ten inny rozkaz. I że go wtedy wykonał...

(źródło: A. M. Weigl, Schutzengel-Erlebnisse in zehn Beispielen,
Verlag St. Grignionhaus, Altötting 1967, s. 138-142)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz