Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 października 2010

SIEKIERA I KRZYŻ

Choroby, pokusy, kłopoty są także krzyżami, które prowadzą do nieba. 

Św. Jan Maria Vianney

Pewien młodzieniec chciał spotkać Pana Jezusa. Odnalazł Go wreszcie po długich perypetiach: był On zajęty szczególną pracą, przygotowywał mianowicie krzyże dla tych swoich przyjaciół, którzy chcieli Go naśladować. 

- Ja też chcę być Twoim przyjacielem, wyruszyć w drogę do Twego królestwa – powiedział młody człowiek. 

- Cieszę się bardzo – odpowiedział Pan Jezus. - Znam cię i czekałem na ciebie. Jeśli chcesz iść rzeczywiście moimi śladami i dojść do celu, musisz wziąć ten oto krzyż. Przygotowałem go specjalnie dla ciebie, jest w sam raz. Bądź wytrwały, a osiągniesz cel. 

Jednak akurat ten krzyż nie podobał się młodemu człowiekowi. Były to właściwie dwa pnie złożone na krzyż, krzywe i sękate. Widać było, że Pan Jezus uciął je naprędce siekierą i nawet nie obrobił porządnie gałęzi. Wystawały one teraz ciągnąc się po ziemi. Co jednak mógł zrobić? Wiedział przecież od początku, że będzie to niełatwa droga. Zarzucił więc krzyż na ramiona i ... zaledwie postawił pierwsze kroki, oto pojawił się diabeł i zapytał z głupia frant: 

- Czy ty aby czegoś nie zapomniałeś? 

- Ja ... czy czegoś nie zapomniałem? - powtórzył młody człowiek, zdumiony pojawieniem się tego jegomościa. 

- No a ta siekiera? - zapytał. 

- To mam nieść jeszcze i siekierę na dodatek? - odpowiedział zirytowany młodzieniec. 

- No nie wiem – odrzekł diabeł udając głupiego. - Myślę jednak, że w drodze może zawsze się przydać. Poza tym szkoda ją tu zostawiać. 

Uznał on, że argumenty diabła są słuszne. Wziął siekierę i ruszył w drogę. Po jakimś czasie poczuł się zmęczony nie tyle ciężarem krzyża, ile jego nieporęcznością. Najbardziej dawały się we znaki owe nie obcięte konary, które się wlokły po ziemi i utrudniały drogę. Tak więc w chłodne noce siekiera rzeczywiście się przydawała, właśnie do obcinania tych zbędnych gałęzi, które służyły teraz za opał. W ten sposób krzyż stawał się coraz lżejszy i poręczniejszy. O tak, diabeł miał rację z tą siekierą, podróżnik był mu wdzięczny. 

Wreszcie dotarł do murów świętego miasta. Chciał oddać Jezusowi swój elegancko obrobiony krzyż, ale nie było to łatwe. Wejście znajdowało się wysoko w murze. Ukazał się Pan Jezus, zapraszając go do środka. 

- Ależ Panie, jak mogę tam wejść? Drzwi są za wysoko, nie mogę ich dosięgnąć! 

- Przystaw twój krzyż do muru i wejdź po nim. Celowo zostawiłem w nim tyle gałęzi, które teraz posłużą ci za szczeble drabiny. Poza tym wielkość krzyża jest taka, że akurat dosięgniesz wejścia. 

Młody człowiek zrozumiał, że krzyż od początku był taki, jak trzeba, i nie należało go pomniejszać. Teraz wyglądał jak ozdoba lub zabawka. Diabeł okazał się złym doradcą. Co za straszny błąd! 

Jednak Pan Jezus był wyrozumiały. Wziął pod uwagę dobrą wolę młodzieńca i dał mu następującą radę: 

- Idź z powrotem. Po drodze spotkasz zapewne kogoś, kto będzie zmęczony drogą i utrudzony dźwiganiem krzyża. Pomóż mu w niesieniu tegoż, aż dojdziecie tutaj. Dzięki temu on osiągnie cel, a ty wraz z nim, bo będziesz mógł za pomocą jego krzyża wspiąć się do góry i dostać się wreszcie do upragnionego nieba. 


(źródło: M. Menapace, El hacha y la cruz, w: Cristo Hoy 2006, rok XI, nr 614, s. 23) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz