Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 3 października 2010

LUDZIE JAK ŻARÓWKI

Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. (Mt 5,14)

Pewien ksiądz misjonarz trudził się bardzo: chciał przekonać gnuśnych katolików do wierniejszego uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. Ci jednak nie dawali się przekonać – byli nader niestali. Kiedy słonko średnio mocno świeciło, przychodzili; kiedy jednak bardziej przygrzewało – nie. Jeszcze gorzej było z deszczem. Zaledwie chmury pojawiały się na niebie, frekwencja na Mszy malała zastraszająco. Kiedy zaś padało, nie przychodzili nawet ci, którzy mieszkali całkiem blisko i to przy brukowanych drogach. Argument z parasolem też nie pomagał, bo mówili, że parasoli nie starcza. 

Zdesperowany misjonarz zaczął szukać „zadośćuczynienia” w ulepszaniu funkcjonalności kościoła. Kupił dwa reflektory, których zadaniem miało być oświetlanie ołtarza i prezbiterium. Te jednak podobne były do ludzi – robiły, co chciały: raz jeden reflektor przestawał świecić, raz drugi. Średnio raz na tydzień trzeba było elektryka wołać, wielką drabinę do ściany przystawiać, wymieniać spaloną żarówkę. Nowa jednak wkrótce też się przepalała. Znawcy długo deliberowali, co też mogło być przyczyną tak niefortunnego obrotu spraw. Niektórzy zwalali winę na niby za cienkie kable, inni na wilgoć, jeszcze inni na niedotlenienie żarówki i nawet dziurę chcieli w reflektorze wiercić! Aż wreszcie znalazł się jeden mądry i powiedział tak: 

– Z tymi żarówkami jest podobnie jak z naszymi katolikami: marnej jakości, choć w księdze chrztów figurują jako chrześcijaninie. Te żarówki, których ksiądz dobrodziej używa, to akurat fałszywki. Mają podaną nazwę znanej firmy, ale to tylko pusta nazwa. Trzeba poszukać oryginałów... 

Misjonarz tak zrobił. Pojechał i zapłacił ok. sześć razy więcej za niby te same żarówki, ale warto było, bo te nie były podrabiane. I te nie zawiodły i aż dotąd oświetlają kościół... 




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz