Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 22 listopada 2010

SZATAŃSKA PĘTLICA - SZATAN W KIELISZKU - NIEPOBOŻNY TATA NARZĘDZIEM SZATANA - LUDWIK WEBER POKUTNIK

SZATAŃSKA PĘTLICA 

Przyjacielu, co czytasz te kartki! Nie właź dobrowolnie szatanowi w pętlicę! Nie narażaj się na okropny koniec! Sumienie twoje zawsze cię ostrzeże, gdzie jest grzech ciężki, a właśnie grzech ciężki jest tą pętlicą szatana! Gdy sumienie będzie ci wyrzucało, że narażasz się na grzech ciężki, lub że już dopuściłeś się grzechu ciężkiego, to nie zwlekaj ani jednego dnia, ale zaraz biegnij do spowiedzi i z żalem wszystko powiedz. 

Takie postanowienie zrobił sobie jeden chłopczyk po pierwszej spowiedzi: 

Po Komunii św. obiecał Panu Jezusowi, że nigdy nie położy się spać w grzechu ciężkim. Razu jednego popełnił grzech. Uważał go za ciężki. Przyszedł ze szkoły, nie mógł jeść, był jakiś nie swój. Ciągle brzmiało mu w uszach: 

- Masz na sumieniu grzech ciężki! Powinieneś dziś jeszcze iść do spowiedzi! 

Jak tu iść? Do kościoła daleko, już noc nadchodzi. Męczy się: iść czy dać spokój? Ale sumienie upomina się: 

- Powinieneś iść! Zrobiłeś taką obietnicę w dzień pierwszej swojej Komunii św.! Powinieneś iść! 

Jeszcze chwila wahania, ale zerwał się i pobiegł do swego księdza prefekta. Puka do drzwi. Ksiądz odmawiał brewiarz. 

Z wielkim zdziwieniem zapytuje go, co chce o tej porze. 

- Ja... ja chciałem się wyspowiadać zaraz. 
- Teraz? Dlaczego? Może jutro rano? 

- Nie, proszę księdza, ja chcę teraz zaraz wyspowiadać się, bo mam grzech, a nie chcę w grzechu iść spać. 
- Jakież kochane dziecko! - pomyślał ksiądz, złożył brewiarz i wysłuchał spowiedzi małego grzesznika. 

Chłopczyk uradowany pędem pobiegł do domu. Zjadł coś naprędce i poszedł spać. 

Rano matka dziwi się, że synek tak śpi mocno, a już późna pora. Idzie go budzić i - o zgrozo - stwierdza, że ukochany jej synek nagle w nocy umarł. Jakże musiał się radować na tamtym świecie, że nie położył się spać w grzechu, który uważał w swym delikatnym sumieniu za ciężki! 

I ty zrób tak samo: nigdy z grzechem ciężkim na sumieniu nie czekaj długo.

Ks. Dr Julian Młynarczyk, Walka o dusze ludzkie, 
Nakładem Centrali Milicji Niepokalanej, 
Niepokalanów 31936, s. 70-71.

SZATAN W KIELISZKU 

Popatrz na obrazek. Karczma. Za stołem siedzi gospodarz z pijackim nosem. Usłużny Żyd nalewa mu gorzałkę - widocznie czuje pieniądze. Szatan nie trudzi się wcale: oparł się łokciami o stół i patrzy z lubością na pijaka. Wie dobrze, że pijak nie tylko traci majątek i rozum, ale traci duszę, ponieważ pijaka nie trudno doprowadzić do zbrodni. Jest jeszcze przy stole jedna towarzyszka - śmierć. Ona często stoi tuż przy pijaku, bo pijanego często śmierć spotyka: jeden utonął w rowie, gdzie woda była małym dzieciom do kolan; przewrócił się pijak głową do rowu i utonął, choć nóg sobie nie zamoczył. Drugi w taki sam sposób utonął w gnojówce na własnym podwórzu. Jeszcze innego samochód przejechał, nie potrafił się usunąć. Tych śmierć zaskoczyła nagle, a gdy pili, stała za ich plecami. 

Szatan namawia do pijaństwa przez Żyda-pijawkę albo przez kolegów. Kto tego gospodarza wciągnął do karczmy? Pierwszy raz z pewnością sam nie poszedł, tylko w towarzystwie. Pił dlatego, że całe towarzystwo piło. A potem przyzwyczaił się, chodził sam i każdy grosz zostawiał u Żyda. 

Ów gospodarz, siedzący przy stole, oczywiście nie widzi ani szatana, ani stojącej przy nim śmierci, tylko jednego Żyda. Żyd biega co chwila do alkierza, bo i tam są goście. Jeden z nich wychodzi i, zobaczywszy samotnego gospodarza, mówi: 

- Chodźcie, Mateuszu, do naszej kompanii. Co tu sami siedzicie? 

Mateusz gospodarz poruszył się i zapytał: 

- A kto tam jest? 
- Chodźcie, to zobaczycie. Sami swoi. Wypijecie z nami. 

Mateuszowi nie trzeba dwa razy mówić. Zawsze w towarzystwie nie to, co samemu. Wszedł do alkierza. Za stołem siedziało kilku młokosów przy kieliszkach i - czy go oczy nie mylą? - ksiądz. Rzeczywiście ksiądz. Mateusz się zawahał, ale ksiądz się odezwał: 

- Nie bójcie się, gospodarzu. Ja wasz jestem, z kościoła narodowego. Napijcie się z nami. 

Mateusz nie był bardzo pijany - teraz do reszty wytrzeźwiał: 

- Co za narodowy ksiądz? - myśli. - Nie słyszałem o takim. Kto to jest? 

Ale nie odezwał się wcale. Usiadł przy stole. Nalali mu kieliszek. Teraz zaczęła się namowa, żeby Mateusz zapisał się do kościoła narodowego. Przepijali gęsto. Kto wie, jakby się skończyło, gdyby nie nagły wypadek: oto do żydowskiego alkierza wpadła jak kula jakaś kobieta, jak się okazało, żona narodowego księdza i od razu do niego: 

- Zaraz mi chodź do domu! Będzie tu pił z parobkami! 

Parobczaki na nią: 

- Jakie tu twoje prawo? My tu mamy swoje sprawy z księdzem. Wynoś się! 
- Moje prawo takie, że jestem jego żoną! 

I coś tam jeszcze trzepała, ale Mateusz nie słuchał. Podniósł się, splunął z obrzydzeniem i jeszcze nigdy w życiu tak prędko nie wyniósł się z karczmy, jak właśnie tego wieczoru. 

Do narodowego kościoła nigdy się nie zapisał. Diabeł sprytny, ale tu przegrał. 

* * * 

We wsi zanosiło się na kilka wesel. Wychodziła też za mąż Marysia wójtówna, posażna panna. Rodzice dawali jej w wianie kilkanaście mórg ziemi, ładny przyodziewek i coś sporo w gotówce. Nie dziw, że miała kilku konkurentów i biedniejszych i bogatszych. Ale wójt za majątkiem patrzył i sam wybrał męża dla córki: 

- Ten będzie w sam raz dla ciebie. Grunta mamy obok, chłopak dorodny, ojciec grunt mu odpisze i będzie ci dobrze. 

Marysi podobał się niejeden: i tego by chciała i tamtego jej żal, więc odpowiedziała ojcu: 

- Jak sami zarządzicie, tak będzie. 

Wszystko dobrze się układało, było tylko jedno „ale". Przyszły wójtowski zięć lubił wódkę i karty. Przestrzegano wójta: 

- Nie dajcie mu Marysi, bo to pijak i karciarz. Zmarnujecie dziewczynę i majątek. 

Ale diabeł nie spał: przedstawił wójtowi, jaki to duży majątek córka będzie miała, jak ją będą szanowali wszyscy. Dlatego wójt, ojciec Marysi, nikogo nie słuchał, zapatrzony w morgi sąsiada: 

- Ech, co tam gadacie! Czasem w kompanii kawalerskiej wypił, to jeszcze nie zbrodnia. Zresz tą, kto się ożeni, to się odmieni. 

Nie słuchał nikogo i córkę wydał, jak chciał. 

Marysia dobrą była dziewczyną, ale jakoś nie umiała być dobrą żoną. Mąż zaczął znów kompanii szukać, a chętnych łatwo znalazł, bo czuli, że bogaty, to będzie za wódkę płacił. Do domu często przychodził późno w noc. Jedynym towarzyszem, który go do domu odprowadzał, był przy jego boku szatan. W pijackiej wyobraźni malował mu obrazy złej żony: 

- Ona nic nie dba o ciebie! Patrz, ty stoisz pode drzwiami, a ona sobie śpi w najlepsze. Co to za żona! Czy długo tak będziesz znosił? 

Podburzony złością wchodził do domu i od razu na żonę: 

- Czego się zamykasz? Stoję i stoję… Ty taka, owaka! 

I zaczynały się wyzwiska, klątwy i bicia. Szatan cieszył się, że dusze gubi: i jego przez pijaństwo, i jej przez złorzeczenie i wyrzekanie. Takie piekło w domu powtarzało się często. Majątek topniał, jak topnieje śnieg na wiosnę. Wójt gryzł się, żałował poniewczasie, wreszcie zachorował i umarł. Nędza zajrzała do zamożnej kiedyś chaty Marysi: dzieci obdarte, pić nie było za co, przyjaciół brakło. Ale znalazł się doradca - szatan: 

- Patrz, inni mają, a ty z głodu zdychasz! Czy to jest sprawiedliwość na świecie? Jedni mają za dużo, a drudzy nic. Sam sobie zrób sprawiedliwość - bierz, gdzie popadnie! 

I mąż Marysi został złodziejem, i dzieci nauczył kraść. Tu wygrał szatan. 

* * * 

Ks. Gondek, proboszcz z Krzyżanowic, opisuje o jednym gospodarzu ze swej parafii, który pił wódkę przez parę lat. Po swym ojcu odziedziczył ładny majątek, ale pijaństwo tak go zrujnowało, że w domu zostały gołe ściany. Przepił pole, konie, bydło, wozy, jeszcze długów narobił. Przy mężu i żona się rozpiła, w domu zaczęło się istne piekło, a koniec był taki, że mąż w szale pijaństwa zadusił żonę. Jako mordercę wzięło go do więzienia, gdzie z rozpaczy powiesił się na kracie więziennej. Tu też szatan wygrał. Z pijakiem diabeł ma niewiele do roboty: wystarczy podsunąć mu kieliszek, a reszta zbrodni już sama się toczy. 

Ks. Dr Julian Młynarczyk, Walka o dusze ludzkie, 
Nakładem Centrali Milicji Niepokalanej, 
Niepokalanów 31936, s. 60-65.

NIEPOBOŻNY TATA NARZĘDZIEM SZATANA

Nie tak dawno w pociągu pośpiesznym z Warszawy do Gdańska jechał ksiądz. Do tego przedziału wszedł major Wojska Polskiego. Zawiązała się rozmowa. Po chwili zaczęli mówić o religii, a wtedy major przyznał się, że on nie wierzy. 


- Dlaczego pan nie wierzy, panie majorze? - pyta ksiądz. 
- Dlaczego ja nie wierzę? Ja nie wierzą dlatego, że mój ojciec również nie wierzył. 

I zaczął opowiadać wspomnienia dzieciństwa. Matka była wierząca, katoliczka; ojciec prawosławny. W parku przy domu stała figura Matki Boskiej - u jej stóp co dzień w majowe wieczory zbierała się służba z matką na nabożeństwo. Ojciec nigdy nie chodził. 

- Ponieważ ojciec nie chodził, - opowiada major, - postanowiłem i ja raz nie pójść, ukradkiem przed mamą. Zamknąłem się w pokoju dziecinnym i, nie zapalając światła, wyglądałem przez okno. Wtem na dole otwarły się drzwi od balkonu. Wyszedł ojciec z cygarem w ustach. Stał jakiś czas, a polem zaczął mówić sam do siebie: 
- Oj, kiedyż wy zmądrzejecie? Co Panu Bogu po waszych modłach? Pies wyje do księżyca, a oni do posągu... Dać się za nos wodzić klechom!... Ale widocznie nie dorośli do innnych myśli... 

Słuchałem chciwie, co ojciec mówił. I odtąd już nigdy się nie modliłem. 

Wróg duszy, szatan, użył tu ojca dziecka, aby dziecku duszę zatruć niewiarą. Rodzice niepobożni, tacy, co wyśmiewają praktyki religijne powinniby zrobić ze sobą obrachunek, czy czasem nie są narzędziem szatana dla swoich dzieci. Wielkie to zadanie rodziców: doprowadzić swe dzieci do Boga! 

(Ks. Dr Julian Młynarczyk, Walka o dusze ludzkie, 
Nakładem Centrali Milicji Niepokalanej, 
Niepokalanów 31936, s. 23-24)

LUDWIK WEBER POKUTNIK 

Pan Jezus umarł i za dzisiejszych wrogów Swego Kościoła, i dziś zdarzają się dziwne nawrócenia. 

W południowych Niemczech głośno dziś mówią o nawróconym komuniście Ludwiku Weberze. Liczy on 28 lat życia. Był zagorzałym komunistą, wrogiem Kościoła i bezbożnikiem. Nagle utracił wzrok. Żaden lekarz nie mógł mu pomóc. Tknięty ślepotą odzyskał wiarę w duszy, jak ów Szaweł pod Damaszkiem. Zmienił się zupełnie: stał się pobożny. Wkrótce odzyskał wzrok w jednym oku. Teraz jest pokutnikiem. Uczynił ślub, że sam zaniesie ciężki krzyż do Matki Boskiej w Alltöting, miejscowości oddalonej o 700 kilometrów. Krzyż jest duży i ciężki, niektórzy nie mogą go dźwignąć, a Weber dźwiga go godzinami mimo niepogody na świecie.

Ks. Dr Julian Młynarczyk, Walka o dusze ludzkie, 
Nakładem Centrali Milicji Niepokalanej, Niepokalanów 31936, s. 17-18.



ks. Julian Młynarczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz