Łączna liczba wyświetleń

sobota, 3 grudnia 2011

ODZYSKANE DUSZE

Nawrócenie jest sprawą chwili; uświęcenie jest dziełem całego życia. 

Św. Josemaría Escrivá de Balaguer


Niezwykłe wrażenie wywołał w Hiszpanii list otwarty, niedawno napisany przez niejakiego Henryka Matora. Ów Mator był najwybitniejszym działaczem komunistycznym w Hiszpanii i kie­rownikiem komitetu młodych komunistów hisz­pańskich. Oczywiście, jako zagorzały komunista, błotem obrzucał Kościół katolicki i w nic nie wierzył.

Co on pisze w tym liście, który kazał wydru­kować w gazetach hiszpańskich?

Pisze tak:

- Towarzysze! Głęboko i długo namyślałem się nad tym, do czego prowadzi bezbożność. Do­szedłem do przekonania, że bezbożność jest największym złem dla narodu, sieje nienawiść i wtrąca w nędzę.

Ileż energii, - pisze - ileż ofiar złożono na to, aby komunizm zapanował, a tymczasem komunizm jest nieszczęściem i dzieli naród na wrogie obozy!

Jedyną prawdą jest Jezus Chrystus, Który każe kochać wszystkich, nawet wrogów.

Towarzysze! Wejdźcie na tę samą drogę, na którą ja wszedłem po głębokim namyśle. - Henryk Mator do niedawna bezbożnik, komu­nista, wróg religii, jest takim dzisiejszym synem marnotrawnym, który powraca do dobrego Ojca, do Boga.


A oto druga historia duszy zbłąkanej: Nazywał się Franciszek Farmer, od małego należał do sekty metodystów amerykańskich.

- Urodziłem się - tak sam opowiada - w roku 1877 w Ameryce Północnej. Ojciec mój był kupcem. Wychowaniem moim zajmowała się wyłącznie matka; sama należała do metody­stów i mnie wychowała w tej wierze, z dala od Kościoła katolickiego. Była bardzo pobożna i z pewnością nawet nie podejrzewała, że jej wy­znanie religijne to nie prawdziwa Wiara Chry­stusowa, ale Chrystusa Pana gorącym sercem ko­chała. Szkoły ukończyłem pod kierunkiem me­todystów. Ojciec chciał, abym został architektem, ale po ukończeniu szkól oświadczyłem ojcu, że chcę być pastorem. I pastorem zostałem. Po­słano mnie na misje do środkowych Chin. Do roku 1912 nie miałem żadnej wątpliwości co do mej wiary. W tym roku otrzymałem urlop i jeź­dziłem po Europie: byłem w Rzymie, ale Kościół katolicki był mi zupełnie obcy, nawet nie chcia­łem widzieć ówczesnego Papieża Piusa X, choć mi to proponowano.

Urlop się skończył. Wróciłem do Chin, a że nieraz długie podróże odbywałem na misjach bez żadnego towarzystwa, czytywałem sobie w dro­dze Historię Kościoła i początków chrześcijań­stwa.

Przy czytaniu w innym świetle, niż dawniej, ukazały mi się te postacie, które oderwały się od Kościoła katolickiego. Przekonałem się, że założy­ciele kościołów narodowych, jak Marcin Luter, Kalwin, Henryk VIII, byli okrutnikami i rozpust­nikami, że łamali śluby zakonne, że mieli po kilka żon naraz. Czyż to możliwe, - myślałem - aby Bóg takich ludzi powoływał do utworzenia praw­dziwej Wiary?

Wątpliwości zaczęły mi się zakradać do du­szy: czy ja jestem w prawdziwej wierze? Zaczą­łem badać, czytać, radzić się, - i w końcu oświad­czyłem swemu przełożonemu i zrozpaczonej mat­ce, że przechodzę do Kościoła katolickiego, bo przekonałem się, iż tylko tam jest prawda.

Dnia 6 maja 1915 r. złożyłem wyznanie Wiary w ręce Biskupa katolickiego, odbyłem pierwszą spowiedź i przyjąłem pierwszą Komunię św. Nie umiem wypowiedzieć, jak wielkie szczęście i spokój spłynęły mi do duszy, odkąd stałem się człon­kiem prawdziwego Kościoła Chrystusowego!

Wkrótce zostałem przyjęty do Nowicjatu Oj­ców Jezuitów. Dziękuję Bogu za światło wiary i co dzień wołam za św. Augustynem:

— Zbył późno poznałem Cię, Panie, Piękności zawsze dawna i zawsze nowa, zbyt późno Cię po­kochałem! –

O. Farmer pracuje obecnie jako misjonarz ka­tolicki w prowincji Szanghaju w Chinach.

A może twoje sumienie mówi ci, żeś opuścił Boga, żeś opuścił przystępowanie do Sakramen­tów? A może opuściłeś Kościół Chrystusa?

Spokojnie i bez namiętności zastanów się nad swoją duszą i pomódl się o światło z nieba.

Ks. Dr Julian Młynarczyk, Walka o dusze ludzkie,
Nakładem Centrali Milicji Niepokalanej, Niepokalanów 31936, s. 86-89.
(tekst nieznacznie uwspółcześniono)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz