Łączna liczba wyświetleń

piątek, 20 maja 2016

MARYJA OPIEKUNKĄ SIEROTY

Za każdym razem, kiedy niepokoję się o Opatrzność, dobry Bóg karze mnie za moje niepokoje, zsyłając mi nieoczekiwaną pomoc. 
Św. Proboszcz z Ars


Sieroty - obraz autorstwa Thomasa Kenningtona, 1885.
Bohaterka opowiadania naszego zwała się Marynia. Śmierć nieubłagana wydarła jej rodziców w pierwszych zaledwo latach życia i jakby przez sen jedynie przypominała sobie ich drogie postacie. Złote i bujne włosy - wielkie lazurowe oczy, których blasku mogłyby gwiazdy pozazdrościć, twarzyczka świeża i piękna - oto jedyne bogactwo jakie posiadała biedna sierota. Sąsiedzi niemniej biedni, jak zmarli rodzice Maryni - nie mając własnych dziatek, wzięli ją do siebie. Lecz ponieważ byli bardzo biedni, zabrakło im dnia jednego chleba, a dziecię, które przedtem było dla nich przedmiotem pociechy i rozrywki, zaczęło im ciężyć nieznośnie. Wtedy to po raz pierwszy Marynia odczuła brak rodziców i zrozumiała smutne swoje położenie. Przez dłuższy czas codziennym jej pożywieniem był mały kawałeczek chleba, a zamiast pieszczot, które byłyby osłodziły głód jej, słyszała jedynie twarde i przykre słowa. Biedne dziecię - niewinny anioł, już przedwcześnie rzuconym zostało na pastwę walki życia, jak róża między ciernie!... Jakże czarna przyszłość roztaczała się na widnokręgu sierocego jej życia!...

Właśnie nadszedł pierwszy dzień wiosny. Wszystko w naturze tchnęło wonią balsamiczną - pięknością i wdziękiem; - a w ubogiej lepiance panował głód, - płacz i nędza!... Dnia jednego, gdy wskutek głodu zabrakło już sierocie łez do opłakiwania swego losu, ośmieliła się prosić swą opiekunkę o kawałek chleba. Lecz ta w odpowiedzi na prośbę sieroty krzyknęła: "Ty nie jesteś naszym dzieckiem!... Nie mamy obowiązku żywić cię... idź i użebraj sobie chleba!...".

Pięcioletnia zaledwo sierotka uczuła się samotną na świecie... spuściła głowę - i z okiem łzą błyszczącym poszła sama jedna na żebraninę...

Lecz gdzież się udać?... Co czynić?... Nie znała drogi i sama nie wiedząc dokąd idzie, przebiegła kilka ulic. Nagle o ucho jej uderzyły melodyjne dźwięki, które rozradowały jej serduszko. Dźwięki te pochodziły z wnętrza świątyni. Sierota weszła do świątyni...

Wpośród mnóstwa świec jarzących, znajdowała się statua Dziewicy-Matki opuszczonych i sierot. Mnóstwo wiernego ludu napełniało świątynię, ścieląc swe modły i serca u stóp Niepokalanej Matki Boga. Marynia padła na kolana wraz z ludem i wzrokiem pełnym czułej miłości zdawała się błagać Przenajświętszą, aby wejrzała na jej nędzę. Z tysiąca piersi wiernego ludu wznosił się hymn wciąż powtarzany: "O Maryjo! Matko nasza - Pocieszycielko cierpiących i smutnych - wspomóż nas i doprowadź szczęśliwie do niebieskich bram". Modlitwa ta wzruszyła i zachwyciła serce dziecięcia i powtarzała sobie cichutko i ze łzami: "O Maryjo! Matko moja - wspomóż mię!".

Modlitwa i łzy dziecięcia nie pozostały bez skutku. Po ukończonym nabożeństwie, gdy już wierni zaczęli opuszczać świątynię, jakaś dostatnio ubrana pani zbliżyła się do sierotki i głaszcząc jej blond włoski spytała:

"Dziecię... dokąd idziesz?... skąd jesteś?...".

"O pani! - odrzekła sierotka - sama nie wiem gdzie idę... jestem głodna... szukam kogoś, kto by mi dał choć kawałeczek chleba".

"Ależ czy nie masz rodziców?... Jak się nazywasz..." pytała dalej dama.

"Nazywam się Marynia... rodzice moi już dawno nie żyją... Czy pani ma chleb?... Jeszczem dziś nic nie jadła!...".

"Pójdź ze mną dziecię - rzekła dama - a rozkażę cię nakarmić i przyodziać".

Pobożna dama postanowiła pozostawić dziecię u siebie i wychować je - gdyż straciła właśnie córeczkę jedyną i ukochaną - rzekła tedy do Maryni.

"Dziecię!... odtąd będziesz miała we mnie matkę; jeśli chcesz pozostać u mnie, zabezpieczę twą przyszłość!".

"O pani! - odpowiedziało dziecię, rzucając się w jej objęcia!... to Matka Boska przywiodła mię do ciebie i natchnęła twe serce macierzyńskim uczuciem dla mnie! - Dziewica Niepokalana i Matka opuszczonych sierot, zesłała mi swoją pomoc.

***

I od dnia tego szczęśliwego w życiu sieroty, upłynęło lat dziesięć.

Hrabina X., która zajmowała się gorliwie wszelkimi dziełami miłosierdzia, spieszyła wszędzie i zawsze w towarzystwie swej przybranej córki, Maryni, która wyrosła na piękną panienkę - i odebrała wysokie wykształcenie. Marynia codziennie nawiedzała kaplicę Przenajświętszej Dziewicy w owym kościele, gdzie spotkała swą przybraną matkę, i u stóp Jej wylewała gorące łzy wdzięczności dla swej Niebieskiej Opiekunki, która nigdy uciekających się do Niej nie opuszcza.


O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy: 
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 64-66.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz