Łączna liczba wyświetleń

sobota, 21 maja 2016

MEDALIK MATKI NAJŚWIĘTSZEJ

O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

Było to przed laty przeszło sześćdziesięciu, gdy pewien młody kupiec przybył do belgijskiego miasteczka Hal, nad rzeczką Sanną położonego. Idąc wzdłuż rzeczki, usłyszał nagle przeraźliwy krzyk, a obejrzawszy się, ujrzał na falach płynącą kołyskę, a w niej małą dziecinę. Bez namysłu wskoczył do wody, przypłynął do kołyski i płynąc, dociągnął ją do brzegu.

- Bogu dzięki - rzekł radośnie - dziecko jeszcze żyje! - To mówiąc, oddał dziecko matce, która z rozdzierającym krzykiem goniła za kołyską i w tej chwili nadbiegła. Uradowana, nie miała dosyć słów podzięki i chciała wynagrodzić wybawcę swego dziecka, ale kupiec odpowiedział: "Zatrzymajcie swoje pieniądze, ja ich nie potrzebuję. Zresztą spełniłem moją powinność i nic więcej". Ale wdzięczna matka nie ustąpiła, a zdejmując z szyi drogiego dziecka srebrny medalik Matki Boskiej, rzekła: "Najświętsza Panna dopomogła panu do uratowania mego dziecka, ponieważ pan nie chcesz przyjąć pieniędzy, to przynajmniej przyjmij ten medalik Najświętszej Panny na pamiątkę swego pięknego czynu. I pan sam, ratując mego synka, byłeś w wielkim niebezpieczeństwie, dlatego proszę, abyś pan z wdzięczności i ku czci Najświętszej Panny ten medalik nosił na szyi i codziennie odmawiał jedno «Zdrowaś Maryja»".

Młody kupiec, który widocznie nie był wielkim zwolennikiem modlitwy, wstrząsnął ramionami i nie miał wielkiej ochoty przyjmować takiego obowiązku, ale gdy zacna kobieta nie przestawała nalegać i tak serdecznie prosiła, że nie mógł się jej dalej oprzeć, przyjął medalik, zawiesił go na szyi i dał słowo, że codziennie jedno "Pozdrowienie Anielskie" odmawiać będzie.

Lata upłynęły, a kupiec, którego interes handlowy coraz się powiększał, podróżował po różnych krajach.

Tymczasem mały Delany - takie było imię owemu dziecku - wyrósł na chłopca i został przyjęty do seminarium biskupiego w Madelinie, w którym z wielką pilnością oddawał się naukom, a jeszcze więcej odznaczał się czystością obyczajów i pobożnością. Po ukończeniu studiów przedwstępnych poczuł powołanie do stanu duchownego i idąc za wewnętrznym natchnieniem Bożym, postanowił zostać kapłanem zakonnym. To natchnienie zawdzięczał Najświętszej Pannie, do której gorące miał nabożeństwo.

W opactwie Premonstratensów Grimbergen złożył śluby zakonne, a wyświęcony na kapłana, zabrał się gorliwie do pozyskania dusz Panu Bogu. Kilkakrotnie prosił przełożonych, aby mu pozwolono iść do Afryki, gdzie by miał obszerne pole do nawracania pogan, ale starania żarliwego kapłana były daremne. Lecz gdy w r. 1848 cholera straszne czyniła spustoszenia w okolicy Grimbergenu, przełożeni klasztoru byli świadkami, jak młody kapłan Delany niezmordowany był w niesieniu pomocy chorym i umierającym, narażając nieustannie życie swoje na niebezpieczeństwo śmierci, doszli do tego przekonania, że w pragnieniu tego kapłana objawia się wola Boża i wysłali go na misje do Afryki.

Pierwszym polem działania młodego misjonarza był przylądek Dobrej Nadziei, na samym południowym końcu Afryki, a obfite było żniwo jego pracy w winnicy Pańskiej. - Zdarzyło się, iż pewnego dnia doniesiono mu, że w miejskim szpitalu leży chory podróżny, który, jak mówią, podobno jest katolikiem, ale o spowiedzi ani słuchać nie chce, owszem straszne wygaduje bluźnierstwa. Ojciec Delany pospieszył do szpitala, odwiedził chorego, bardzo się zdziwił, gdy w chorym poznał rodaka z Flamandii.

Nieszczęśliwy już dogorywał, każda chwila mogła być ostatnią, a mimo to nieustannie bluźnił i przeklinał wszystko, co święte i Boże. Kapłan ani na chwilę nie tracił nadziei, ze współczuciem wypytywał nieszczęśliwego o jego stosunki i starał się pobudzić do skruchy i żalu, ale daremnie - na samo wspomnienie o spowiedzi, chory prawie w szał złości popadał. Lecz, o niezbadane drogi Opatrzności: O. Delany spostrzegł coś na piersiach chorego, przypatrzył się bliżej i poznał, że to medalik z wizerunkiem Najświętszej Panny!

- Jak to, zawołał z boleścią kapłan, medalik Bogarodzicy na piersiach zatwardziałego grzesznika? Jak to pogodzić ze sobą?

Chory sam zdawał się dziwić temu i na pytanie kapłana taką dał odpowiedź: "Przed mniej więcej trzydziestu laty wyratowałem z wody dziecko - było to pod miasteczkiem Hal w Belgii - a matka tego dziecka dała mi ten medalik, który zdjęła z szyi wyratowanego. Aby poczciwą kobietę zadowolić i jej nie zasmucić, dałem słowo, że ten medalik na sobie zawsze nosić i codziennie jedno «Zdrowaś Maryja» odmawiać będę i słowa dotrzymałem". - "A tym dzieckiem, któreś pan uratował, ja jestem!" - zawołał ze łzami O. Delany i rzucił się choremu swemu wybawcy na szyję!

W tej jednej chwili promień łaski Bożej oświecił zatwardziałe serce grzesznika. Teraz mu się wyjaśniło, co dotąd mu było tajnym, teraz nagle nabył przekonania o tym, czego się nigdy nie spodziewał, ani się nigdy nie domyślał. Opatrzność Boża nad nim czuwała i kierowała tak jego, jak i kapłana krokami. Przez cały czas grzesznego życia Pan Bóg go nie opuścił i ratunek duszy miał zawsze na oku, a tak dziwnym i niepojętym zbiegiem okoliczności ten ratunek mu zesłał. Toteż wzruszony do głębi, rozpłakał się rzewnie jak dziecko, a żal szczery za obojętne i grzeszne swe życie przeszył mu serce.

Kapłan przez chwilę w milczeniu wpatrywał się w chorego, w którym tak nagła zaszła zmiana, a wdzięcznym sercem dziękował Panu Bogu za nieprzebrane Jego miłosierdzie i niezbadane drogi Opatrzności, a potem rzekł: "Teraz rozumiem, dlaczego mię Pan Bóg bezustannie do tego odległego kraju powoływał. Tak samo, jak mię uratował od śmierci doczesnej, tak chce ciebie przeze mnie uratować od śmierci wiecznej!"

I stało się, czego nikt nie przypuszczał: wśród obfitych łez i łkania, chory odprawił przy pomocy kapłana spowiedź generalną, tj. z całego życia, a gdy ją ukończył, i kapłan, rozgrzeszając swego niegdyś wybawcę uczynił nad nim znak krzyża świętego, wówczas raz jeszcze wdzięcznymi i rozpromienionymi oczyma spojrzał umierający na swego duchowego wybawcę, i wymawiając pobożnie imiona Jezusa i Maryi, pożegnał ten świat, aby stanąć przed odwiecznym Sędzią, który mu się tak miłosiernym okazał. Ojciec Delany zaś umarł przed niewielu laty w jednym z klasztorów Belgii.

O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy: 
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 82-84.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz