Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 16 maja 2016

MŁODY MĘCZENNIK

El Greco, Mater dolorosa, ok. 1590 r.



Okropne działy się rzeczy podczas pierwszej rewolucji francuskiej. Ludzie zamieniali się w krwiożercze zwierzęta i zapominali o Bogu, kierując głównie nienawiść swoją ku wiernym sługom Kościoła, ku tym księżom, którzy przekonań swoich zmienić nie chcieli. Niezliczona liczba onych szlachetnych mężów musiała ponieść śmierć z ręki kata, i szczęśliwymi byli ci, którzy zdołali ujść rąk rozbestwionej tłuszczy. Ale byli to wygnańcy, tułający się od wsi do wsi, po lasach i kryjówkach, którym nie szczędzono wprawdzie przytułku i pomocy, a którzy pomimo to wpadali w ręce okrutnych wrogów.

Jednym z takich bezdomnych tułaczy był ksiądz Dryant, który po długich wędrówkach znalazł nareszcie przytułek w zamku hrabiny Balles. Tutaj wypełniał w skrytości wszystkie swoje obowiązki duszpasterza i pozyskał w krótkim czasie miłość i szacunek całej okolicy. Owdowiała hrabina kazała jeden z pokoi zamienić na kaplicę, ale tak, aby w przeciągu kilku minut można było wszystko usunąć, co kaplicę przypominało: było to koniecznym, ponieważ nikt nie był pewnym przed szpiegami, i biada tym, którzy pod swoim dachem pozwalali na odprawianie nabożeństwa lub przechowywali duchownych. Hrabinę przestrzegano już przed szpiegami.

I tak zbliżało się święto Zielonych Świątek, i dzień, w którym jedyny syn hrabiny miał przystąpić razem z kilku innymi chłopcami do pierwszej Komunii świętej. Ksiądz Dryant przygotował dzieci bardzo starannie i uroczystość ta odbyła się z niezwykłą powagą - wszyscy obecni łzy mieli w oczach i nigdy pewnie nie modlono się w tej kaplicy tak gorąco, jak tego dnia.

Ale przy końcu nabożeństwa stało się coś nadzwyczajnego, nagle bowiem otworzono gwałtownie drzwi i jeden ze służących wbiegł śmiertelnie blady do kaplicy.

    Idą, idą! wyjąkał bez tchu prawie całą gromadą z czerwonymi chorągwiami i z dobytymi szablami...
Hrabina zadrżała, nie tracąc jednak przytomności umysłu, kazała czym prędzej wynosić obrazy i uporządkować pokój, tak, aby nikt nie poznał, że się tu Msza św. odprawiała. I zaledwie wszystko ukończono, wpadła zgraja rewolucjonistów pod przewodnictwem pewnego ślusarza, którego dziki wyraz twarzy zdradzał aż nadto wyraźnie jego charakter i skłonności.

        – Wydajcie nam księdza! krzyknął groźnie, stojąc przed hrabiną z podniesioną pięścią.
        – O kim to mówicie? odrzekła hrabina na pozór spokojna.
        – Przechowujecie księdza w waszym domu! Nieprzyjaciela Francji, zdrajcę ojczyzny!
        – Mylicie się, obywatelu! Zdrajcy naszej ojczyzny nie przyjęłabym nigdy w moim domu!

Hrabina nie kłamała, bo nieszczęśliwi prześladowani byli z pewnością lepszymi patriotami, niż owi okrutnicy - którzy piękny i bogaty kraj zamieniali w pustynię.

Ślusarz zdumiony spojrzał na nią, ale nie zadowalając się tą odpowiedzią, kazał swoim towarzyszom przeszukać cały zamek.

Z dzikim okrzykiem radości rzucili się naprzód. Łamiąc kosztowne meble, niszcząc wszystko, co im w ręce wpadło, przetrząsnęli wszystkie kąty, lecz daremnie i z prawdziwą wściekłością wrócili do mieszkalnego pokoju hrabiny.

Tutaj zastali jej syna samego.

    Hej, arystokrato! krzyknął jeden z tłuszczy powiedz nam natychmiast, gdzie ksiądz, inaczej źle z tobą będzie.

I dobywszy miecza, podniósł go nad głową chłopca. Chciał go widocznie zastraszyć i zmusić do wydania duchownego. Ale chłopiec stał spokojny i niewzruszony.

    Nie mogę żądania waszego wypełnić odpowiedział.
    Czemu?
Chłopiec kłamać nie chciał, ale nie chciał też wskazać ukrycia swojego ukochanego "Ojca Dryanta". Dlatego dał wymijającą odpowiedź, która jeszcze więcej rozdrażniła srogiego złoczyńcę.

    Przeklęty psie! krzyknął teraz dowódca bandy taki młody jesteś, a już taki niegodziwy.
I schwyciwszy jasne, długie włosy chłopca, przywlókł go do siebie, towarzysz jego zaś uderzył go tak silnie, że biedny zatoczył się i upadł na ziemię.

    Gdzie ksiądz? Powiedz natychmiast, bo cię zabijemy! wołała rozjuszona tłuszcza.
    Dziecko drżało z przerażenia. Z natężeniem wszystkich sił podniosło się i stanęło naprzeciw swoim prześladowcom blade i chwiejne, lecz pozornie spokojne.
    Gdzie ksiądz?
    Nie mogę powiedzieć!
Rewolucjoniści szaleli ze złości. Wszystkie meble w pokoju zostały w mgnieniu oka połamane, a jeden z nich, zbliżywszy się do obrazu Najświętszej Maryi Panny, zamierzał go zrzucić na ziemię.

Chłopiec zbladł jeszcze więcej i przycisnął się mimo woli do ściany. Złoczyńca miał znieważyć obraz Matki Boskiej, którą ksiądz Dryant tak mu polecił kochać i wielbić! I co gorsze jeszcze, za tym obrazem znajdowały się drzwi do kryjówki księdza! Jak łatwo mogli je ci ludzie odkryć. Jedno uderzenie w mur wystarczało, aby zdradzić próżne poza nim miejsce, a w wynajdywaniu kryjówek bardzo wszyscy byli wprawni.

Chłopiec objął obraz drobnymi swymi ramionami i stanął odważnie w jego obronie.

    Precz! krzyknął ślusarz wynoś się stąd, bo cię zabiję na miejscu!
Ale chłopiec nie ustępował i jeszcze silniej obejmował ramy obrazu. Ten opór rozwścieklił rewolucjonistów do najwyższego stopnia, jeden z nich przyskoczył w szalonej złości i uderzył chłopca sztyletem w pierś.

Z cichym jękiem pochyliło się nieszczęśliwe dziecko i opuściło ręce, a strumień krwi zbroczył strojne jego ubranie.

    Młody hrabia zabity szepnął ślusarz zmieszany.
I jak gdyby widok tej krwi niewinnej wrócił im przytomność, opuścili jeden po drugim pokój, cicho, bez szelestu, i nikt już nie myślał o szukaniu księdza.

W przeciągu kilku minut nie było w zamku ani jednego napastnika.

***

Hrabina znalazła syna nieprzytomnego przed obrazem Matki Boskiej. Mały bohater, który z poświęceniem własnego życia ocalił obraz od zniewagi i swego ukochanego nauczyciela od okrutnej śmierci, leżał teraz na łóżku z zamkniętymi oczyma, w głębokim zemdleniu. Hrabina klęczała, płacząc głośno przy nim, ksiądz zaś starał się przywrócić go wszelkimi środkami do przytomności.

    Zamordowali mi mojego syna! wołała hrabina z rozpaczą. O moje biedne, nieszczęśliwe dziecko!
    Nie trać pani odwagi! pocieszał ją zacny kapłan. Nie wszystko jeszcze stracone, syn twój żyje jeszcze, może go Bóg ocali!
    Mój syn! Mój syn!
Ani hrabina, ani ksiądz nie wiedzieli, co zaszło przed obrazem Matki Boskiej, myśleli oni oboje, że rewolucjoniści zamordowali chłopca tylko dlatego, że był arystokratą.

I nareszcie po długich usiłowaniach otworzył mały męczennik oczy i z wyrazem niewysłowionej miłości spojrzał na hrabinę i na księdza.

    Matko! szepnął zbolałymi usty.
Hrabina zerwała się i przycisnęła głowę jego do serca.

    Mój Karol żyje! zawołała. O Boże, dzięki Tobie!
Ksiądz ucieszył się także z całego serca, ale jedno spojrzenie przekonało go, że chłopiec jest umierający. Głuche rzężenie dobywało się z ranionej piersi, na usta wystąpił szum krwawy.

    Boli mnie.... boli.... szeptało dziecko ja... umieram...
    Nie, Karolu, nie umrzesz; krzyknęła hrabina. Nie możesz mnie opuścić!
Ale i ona poznała, że nie ma dla niego ratunku.

    Matko szeptał chłopiec ja idę teraz... do mojego Zbawiciela... do Tego, którego przed kilku godzinami przyjąłem. Idę do Niego chętnie i cieszę się bardzo, że ocaliłem obraz i mojego kochanego Ojca Dryanta.
    Co to znaczy? zawołała hrabina.
    Rewolucjoniści chcieli znieważyć... obraz... szukali Ojca Dryanta... a ja nie pozwoliłem na to...

Teraz zrozumiała hrabina wszystko, a ksiądz, wzruszony do głębi serca, padł na kolana i głośnym wybuchnął płaczem.

    Jesteś bohaterem i męczennikiem! rzekł uroczyście.
Karolek uśmiechnął się, spojrzał raz jeszcze na matkę i zamknął oczy na wieki. Hrabina zemdlała.

***

Lata minęły od tego czasu. Rewolucja skończyła się wkrótce potem, a przywódcy jej albo ponieśli śmierć na rusztowaniu, albo musieli opuścić Francję i potomność wspomina ich dziś ze wstrętem i pogardą.

Krwią zalany kraj odzyskał wnet dawniejszą świetność i pobożność, dobre obyczaje i pilność zawitały na nowo do Francji. Kościoły zostały odbudowane, w klasztorach zamieszkali znów zakonnicy, a księża wracali na opustoszałe parafie. Dawniejsza bezbożność znikła zupełnie.

Pamięć małego bohatera męczennika nie zaginęła wcale, imię jego wymawiane było z czcią i szacunkiem, i wszystkie matki stawiały go za wzór swoim synom.
O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy: 
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 14-18.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz