Łączna liczba wyświetleń

piątek, 20 maja 2016

O MATKO BOSKA, BĄDŹ MATKĄ MOJĄ

Próżne jest pokładanie nadziei w zbawienie i uświęcenie duszy bez Maryi! 
Św. Alfons M. Liguori

Matka Boska Częstochowska - kopia
Było to w maju... Odwiedziłem znajomego zakonnika, był to starzec bardzo poważny, szczególniejszy czciciel Najświętszej Panny Maryi. Z klasztoru wyszliśmy do ogrodu i usiedli pod starą lipą. Wśród ożywionej rozmowy rzekł starzec zakonnik do mnie:

Posłuchaj, opowiem ci historię mego życia, niech będzie ona nauką i dla ciebie... Byłem młody, wesoły, pobożny, ale lekkomyślny. Z czasem złe książki, nie lepsze towarzystwa, zabrały mi wiarę i sprowadziły na złą drogę, rozstroiły, zniechęciły do życia tak, że mimo 25 lat, w kwiecie wieku, czułem się starcem, niezdolnym do żadnej pracy. Wszystko mię nudziło, drażniło, nękało. Lepsza mi śmierć, niźli takie życie - pomyślałem i postanowiłem popełnić samobójstwo. Było to w maju... 

Poszedłem do lasu, aby się obwiesić, ale przyszło mi na myśl: matkę swą hańbą okryjesz - postanowiłem tedy utopić się w nurtach bliskiego strumienia - ludzie będą myśleć, że przypadkiem w kąpieli utonąłem. Skierowałem się ku rzece. Dokoła była wiosna, świeża, jasna, kwiecista, gwarna... Wtem doleciała do mnie dźwięczna nuta pobożnej pieśni. Mimo woli spojrzałem w stronę, skąd na falach wiatru płynęły miłe, spokojne tony znanej mi dobrze pieśni: "Boga Rodzico... Maryjo przyjm mię w opiekę swoją. O Matko Boska, bądź Matką moją"... Pasterka wijąc wianek z kwiatów, szczęśliwa, z pobożnością śpiewała pieśń ową. 

Wspomnienia mię ogarnęły, lata dziecięce żywo mi się przypomniały - w maju u stóp Najświętszej Panny Maryi z matką klęcząc śpiewałem często tę samą pieśń... O jak byłem podówczas szczęśliwym!... Łzy od dawna nie wylewane obficie napłynęły mi do ócz... 

Doszedłem wreszcie do rzeki, spostrzegam kapliczkę, a w niej obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Dawniej, przypomniałem sobie, tak często szczęśliwy modliłem się do Niej... Do dziś nie umiem zdać sobie sprawy w jaki sposób to się stało, że upadłem na kolana łzami zalany i modlić się zacząłem. - Tajemnica to Bożego miłosierdzia, opieki Najświętszej Panny. W duszy zrobiło mi się jasno, wiara ożyła... wołałem gorąco: Maryjo, przyjm mnie w opiekę swoją... Zanim skończyłem modlitwę, głos dzwonu na Anioł Pański odezwał się w pobliżu. Zdawało mi się, że to głos Matki Bożej, że to Ona mię woła. Pójdę do Niej! - Za rzeką na górze był klasztor, bez wahania podążyłem do furty i poprosiłem o przyjęcie mię do zakonu. Robiono mi trudności, ale wreszcie zostałem przyjęty.

I tu w cichych klasztornych murach znalazłem szczęście u stóp Matki Bożej. Pięćdziesiąt lat już blisko służę Jej i dobrze mi i w duszy ustawicznie jasno...

Skończył opowiadanie - pochylił głowę, usta szeptały: "Zdrowaś Maryjo" - a myśl jego zapewne przeniosła się w dawne lata, może do onej kapliczki z Częstochowską Królową, gdzie ta Matka w nim wiarę na nowo zapaliła...

O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy: 
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 53-54.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz