Łączna liczba wyświetleń

środa, 25 maja 2016

PODEJRZANE ŚWIECE

Pokładajmy więc wielką ufność w Matce Najświętszej i złóżmy całkowicie w Jej ręce życie, śmierć i wieczność. Kto w Maryi położył ufność, kto ma do niej prawdziwe nabożeństwo, z pewnością osiagnie zbawienie i uniknie strasznego potępienia. Poznamy dopiero w godzinę śmierci, od ilu grzechów ochroniła nas Maryja, ile dobrego spełniliśmy przy Jej pomocy. Niechże będzie dla nas odtąd wzorem życie Maryi, a pójdziemy bezpiecznie drogą wiodącą do nieba.
św. Jan Maria Vianney, Proboszcz z Ars

Matka Boska Ostrobramska
Opowiadanie niniejsze zostało zaczerpnięte z dziennika, poświęconego sprawom i cudom świętego Antoniego Padewskiego.

W mieście stołecznym Wielkiego Księstwa Litewskiego, w Wilnie, znajduje się w tak zwanej Ostrej Bramie cudowny obraz Matki Bożej, otoczony od wieków czcią powszechną. Opowiadanie niniejsze dowodzi, jak Matka Najświętsza ochrania od zagłady miejsca Jej czci poświęcone, i tych, którzy w Niej swą ufność złożyli.

W miesiącu marcu, roku 1909, jakiś nieznajomy mężczyzna przyszedł wieczorem do zakrystiana, prosząc, by świece, które z sobą przyniósł, mogły być zapalone przed obrazem Matki Boskiej, przy tym wyraził życzenie, żeby się całą noc świeciły, aż do Mszy uroczystej, która się każdodziennie przed cudownym obrazem o godzinie ósmej rano odprawia. Zakrystian nie chciał w nocy świec palić, z obawy pożaru, gdyż to nawet było wzbronionym, ale nieznajomy usilnie nalegał, mówiąc, iż ma ważną sprawę, którą polecił opiece Matki Najświętszej, a zakrystianowi dał dwa ruble, by przez noc światła pilnował; prosił go również, by sam mógł świece ustawić i zapalić.

Córka zakrystiana przygotowała ojcu ciepłe ubranie i posiłek, poczym udali się obydwaj do kościoła. Nieznajomy ukląkł przed cudownym obrazem - a pomodliwszy się chwilkę, włożył w lichtarze dwie grube woskowe świece i zapalił. Wkrótce, poleciwszy się modlitwom zakrystiana, odszedł, obiecując niedługo dać znać o sobie.
Zostawszy sam, zakrystian zadzwonił na Anioł Pański, a obszedłszy jak zwykle kościół, by sprawdzić, czy się doń kto nie zakradł, pozamykał drzwi i bramy; potem zmówiwszy pacierz wieczorny, usiadł w zakrystii, znajdującej się przy ołtarzu, pilnując światła. Po jakimś czasie sen go zmorzył i twardo zasnął. Naraz budzi go głos, wołający wyraźnie: “Zagaś..., zagaś świece!”

Wstał, obszedł kościół, lecz widząc, że nie ma nikogo, usiadł spokojnie, śmiejąc się ze swej ospałości i postanawiając nadal lepiej czuwać. Ale cisza, panująca dokoła, zaczęła go znów usypiać, gdy ten sam głos powtórnie zawołał: “Zagaś natychmiast świece!”

Zaniepokojony, zaczyna poszukiwania po wszystkich zakątkach kościoła - a nie znalazłszy nikogo, wraca do zakrystii, rozmyślając, czyby nie lepiej było posłuchać i świece zgasić, a samemu przespać się spokojnie. Ale przypomniawszy sobie obietnicę, uczynioną nieznajomemu i wzięte za pilnowanie światła pieniądze, wyjął różaniec, postanawiając modlitwą sen zwyciężyć. Lecz pomimo szczerej chęci modlenia się, zaczął usypiać, gdy ten sam głos, tylko tym razem silniejszy, znów zawołał: “Zagaś co prędzej świece!”

Przerażony już obecnie zakrystian pojął, że dzieje się coś nadzwyczajnego, pogasił pospiesznie światło, czuwając zaniepokojony do rana.

Gdy o świtaniu kościół otworzył, przygotowując wszystko do Mszy uroczystej, przyszła jego córka - z której okien widać było światło, palące się w kościele - i zaczęła ojcu robić wymówki, iż nie uczynił zadość usilnej prośbie nieznajomego i nie palił świec, wedle danej obietnicy. Ten opowiedział jej wszystko, co zaszło - dodając, iż musi w tym coś być, kiedy Matka Najświętsza nie chciała świec przyjąć od tego pana.

Po Mszy świętej, gdy się kościół opróżnił, zakrystian z córką wzięli świece, chcąc je obejrzeć i dojść przyczyny, dla której miały być zgaszone. Ale ciężar niezwykły dał im poznać, że oprócz wosku, wewnątrz coś więcej znajdować się musi. - Udali się więc do proboszcza, zawiadamiając go o wszystkim. - Proboszcz, przewidując coś złego, sprowadził policję, która odjąwszy z wielką ostrożnością pokład wosku, znalazła rurkę żelazną, napełnioną dynamitem, w którym był utkwiony knot, palący się na zewnątrz świecy. Wedle zdania kompetentnych osób, długość jego była obrachowaną, żeby wybuch nastąpił w chwili, kiedy kościół będzie napełniony ludem w czasie Mszy uroczystej. Chciano za jednym zamachem zniszczyć przybytek Pański i lud wiernie Matce Boskiej służący. Ale Ta, którą Bóg przeznaczył, by starła głowę wężowi, ochroniła swe dzieci od zasadzki wroga piekielnego, posługującego się w tych czasach rękami nihilistów i socjalistów. O, bo Jej macierzyńskie serce czuwa nad swymi dziećmi, niewiedzącymi często, od jakich podstępnych machinacji obroniła ich Królowa Polski i Różańca św. Wzywajmy więc często tę Wspomożycielkę wiernych, by zechciała nas zasłonić płaszczem swej opieki przed nawałnicą zaciekłej nienawiści, miotającej serca i głowy tych wszystkich, którzy Jej znać i kochać nie chcą, bo nie umieją. - Wołajmy więc o zmiłowanie dla nich, mówiąc z głębi uciśnionego serca: “Wspomożenie wiernych, módl się za nimi!”

O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy:
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 119-121.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz