Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 17 maja 2016

SALVE REGINA NA TONĄCYM OKRĘCIE

W niebezpieczeństwach, trwogach, wątpliwościach pomyśl o Maryi, Jej wzywaj; niech imię Jej nie wychodzi z ust; z serca twego; gdy Ona otoczy cię opieką swoją, nie trwóż się. 
Św. Bernard Serm. 3 de B. V.

Matka Boża Bolesna, 
Giovanni Battista Salvi da Sassoferrato
Wczesnym rankiem 4 lipca 1899 r. wypłynął wspaniały okręt "Burgonia" z Nowego-Yorku i zbliżał się w pełnym biegu ku wybrzeżom Francji. Morze było spokojne, tylko mgła gęsta pokrywała je niby całunem.

Jeszcze wszystko w głębokim śnie spoczywało, gdy wtem straszne uderzenie wstrząsnęło całym statkiem. Ludność okrętowa niebawem dowiedziała się, że żaglowiec angielski "Cromatyshire" ciężko naładowany płynąc z Dunkierki do Filadelfii, uderzył o nasz parowiec tak fatalnie, że uszkodził go w miejscu najniebezpieczniejszym, - w pobliżu maszyn.

Otworem zrobionym uderzeniem buchnęła woda i gwałtownie poczęła zalewać statek.

Nastały chwile nigdy nie zacierającej się w umysłach grozy... 40 minut ona trwała - aż do zupełnego zatonięcia okrętu.

Blisko sześćset osób widziało z całą świadomością, otwierający się im grób w zimnych ciemnych falach oceanu.

Wśród ogólnego przerażenia, tłum garnął się do trzech Dominikanów z prowincji lyońskiej, znajdujących się na okręcie, biały ich habit zdawał się skupiać wszystkich około siebie.

W obliczu śmierci pozostali oni w całym tego słowa znaczeniu kapłanami i zakonnikami, starając się wzbudzić nadzieję lepszego żywota w ginących, czuwając nad zbawieniem ich dusz. Toteż ci z pasażerów, co ocaleli, nie znaleźli słów uwielbienia świętego dla ich spokoju, który tak odbijał od dzikiej przemocy niektórych, pragnących za cenę wszystkiego i zbrodni nawet przedostać się na jedno z trzech ratunkowych czółen.

Rozliczne wiadomości, jakie nas później doszły, podają o ostatnich chwilach życia owych trzech Dominikanów bardzo wzruszające a pełne pociechy szczegóły.

I tak korespondent dziennika "l'Uniwers" pisze pod dniem 23 lipca: Podkomisarz "Burgonji" doniósł Dominikanom z Rosary-Hill wiadomość dokładną o zgonie Braci rozbitków. Zaraz po wypadku ukazali się na pokładzie, ubrani jak zawsze, w swe piękne białe szaty, od razu więc stali się widocznymi dla wszystkich wśród zamieszania i przerażenia panującego na okręcie. Podobni aniołom zesłanym celem zabrania do nieba dusz tych, których fale morskie miały niebawem pochłonąć; tak długo dopóki okręt utrzymywał się na powierzchni wód, nie przestali udzielać rozgrzeszenia towarzyszom swego nieszczęścia i przygotowywać ich na spotkanie z Panem nad Pany.

Gdy później pani Charwet, siostra Florisoona, zapytała podkomisarza, po jego powrocie do Francji, o ostatnie chwile swego brata, ten jej odpisał:

W chwili gdy "Bourgonja" miała zatonąć, zbliża się do mnie O. Florisoone, a ja mu mówię: "Ojcze, czas się ratować". "Mój synu, odpowiada mi na to, - tyle wokoło nas niebawem zginie, nasz obowiązek każe nam z nimi pozostać".

Nigdy nie zapomnę tych słów pełnych zaparcia się siebie, tym bardziej, że wyrzekł je jeden z tych, u których w zakładzie w Armeil sześć lat się wychowywałem. Zdecydowani więc na śmierć Ojcowie postanowili umrzeć według zwyczaju swego zakonu, to jest wśród śpiewu antyfony "Salve Regina".

Już woda wdziera się na pokład, wszelka nadzieja ratunku ziemskiego bezpowrotnie stracona, dusze spokojem zakonników pokrzepione, rozgrzeszeniem ich oczyszczone, giną po chrześcijańsku. Widząc to pobożny Przeor zbliża się do swych dwóch towarzyszów - jednego zaraniem życia zakonnego niegdyś kierował a drugiemu niedawno towarzyszył do pierwszej Mszy św. - spogląda na nich z miłością i ściska ich po raz ostatni. Wszyscy trzej zwracają wzrok swój do nieba, i tej chwili, jakby z jednej piersi, daje się słyszeć śpiew "Salve Regina". Żaden z tych trzech głosów silnych, pięknych, nie zdradza trwogi; toteż melodia śpiewu już sama przez się bardzo harmonijna, staje się jeszcze piękniejsza. Około nich gromadzi się garstka podróżnych; wielu pada na kolana a krzyk niedawny przerażenia przechodzi w modlitwę do Matki Bożej. Widok to porywający! Nigdy też zakonnicy tak dobrze nie odczuwali, nigdy też wierni ich otaczający tak dokładnie nie pojmowali, głębokiego znaczenia tej wspaniałej antyfony.

"Witaj Królowo, Matko miłosierdzia, życie, słodkości i nadziejo nasza, witaj!... Jezusa błogosławiony owoc żywota Twego, po tym wygnaniu nam okaż! O łaskawa, o litościwa; o słodka Panno Maryjo".

Tymczasem okręt zdawał się jakby wyczekiwać końca tego cudownego hymnu. Przy ostatnich słowach zaczął się w tył pochylać; poczym szybko podniósłszy się prawie prostopadle, nagle w oka mgnieniu pogrążył się w wód otchłani.

W kilka sekund cisza uroczysta zapanowała a spokojne zwierciadło morza bez fal pokryło miejsce strasznego przed chwilą dramatu.

O. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi, Tom pierwszy: 
Przykłady opieki Królowej Różańca świętego (przykłady na maj), s. 18-19.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz