Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 czerwca 2016

CUDOWNE UZDROWIENIE CLORINDY LUCARELLI

Maryja jest Lekarką od wszelkich serca boleści.
Św. Jan Damasceński

Matka Boska Bolesna,
Tycjan, 1554
Dwunastoletnia dziewczynka, Clorinda Lucarelli z Neapolu, od sierpnia 1874 roku cierpiała na napady padaczki. Mimo wszelkich lekarskich terapii jej stan pogarszał się tak bardzo, że najbliżsi pogrążeni byli w wielkim smutku i niepokoju. Ciocia Clorindy, Anna Maria Lucarelli, która przyjęła do siebie tę osieroconą dziewczynkę i wychowywała jak własne dziecko, poprosiła o diagnozę najsławniejszego lekarza neapolitańskiego, profesora Antonia Cardarelliego. Potwierdził on opinie wszystkich innych lekarzy, że napady mają charakter epileptyczny, przepisał sposób leczenia, ale nie dawał wielkich nadziei. Jego słowa jeszcze bardziej zasmuciły krewnych.

1 maja 1875 roku pani Lucarelli zaprowadziła dziewczynkę do kościoła św. Mikołaja z Tolentynu, gdzie znajduje się obraz Matki Bożej z Lourdes. Kazała jej napić się wody z cudownego źródła i modlić gorąco w intencji uzdrowienia. Potem wróciła do domu ożywiona nową nadzieją i ufnością w dobroć i moc Matki Bożej. Bóg jednak chciał w swoich niezbadanych wyrokach spełnić jej prośbę w późniejszym czasie i w pewnym celu.

Stan Clorindy pogarszał się coraz bardziej. Napady powtarzały się częściej, co trzeci lub czwarty dzień, a nieraz nawet kilka razy w ciągu dnia, i miały cięższy przebieg. Wyjeżdżano poza miasto, ale i to nie wpłynęło w niczym na stan chorej. Wiejskie powietrze ani lekarstwa nie przyniosły najmniejszej ulgi, tak że chora po upływie pół roku, zniechęcona bezskutecznością starań nie chciała się dalej leczyć.

Po tylu daremnych nadziejach i trudach zatroskana ciocia chciała jeszcze wysłać Clorindę w towarzystwie siostry miłosierdzia do Lourdes, z nadzieją na cud przy cudownym źródle. Lecz miała obawy przed wysłaniem chorej w tak daleką podróż. Napady epileptyczne powtarzały się także i w nocy. Rzucały ją na ziemię, nierzadko powodując skaleczenia aż do krwi. Z ust wypływała piana, a ciałem rzucały gwałtowne wstrząsy.

W święto Matki Bożej Gromnicznej w 1876 roku, Clorinda zaraz po obiedzie umknęła czujności cioci. Zaniepokojona pani Lucarelli pobiegła jej szukać drżąc ze strachu, by chorej nie spotkało jeszcze jakieś większe nieszczęście. Znalazła ją przy studni z głową zanurzoną w wiadrze. Prawdopodobnie dziewczynka chciała się napić i nachyliwszy się dostała napadu. Groziło jej śmiertelne niebezpieczeństwo zachłyśnięcia się wodą albo wpadnięcia do studni.

Nazajutrz, 3 lutego, napady powtarzały się bezustannie, aż chora straciła przytomność i nie poznawała najbliższych osób. Pani Lucarelli była niezwykle zmartwiona. Tego samego dnia przybyła do niej moja żona i powiedziała o zamiarze zbudowania kościoła ku czci Matki Bożej Różańcowej. Opowiedziała jej też o kilku nadzwyczajnych zdarzeniach, które były widocznymi znakami błogosławieństwa Bożego; o planie założenia bractwa różańcowego i ołtarzu na cześć Matki Bożej. Mówiła też o staraniach podejmowanych dla zmiany przykrego położenia mieszkańców Doliny oraz ich edukacji. Słuchając tego pani Lucarelli nabrała ducha i odwagi; przyrzekła też w sercu, że jeżeli jej siostrzenica wyzdrowieje, to gorliwie włączy się w rozpoczęte dzieło. Jej nadzieja była o tyle większa, o ile ona i jej dwie siostrzenice wstąpiły przed paroma miesiącami do trzeciego zakonu św. Dominika. Świadomość, że należy do ulubionych dzieci Królowej Różańca, dodawała jej otuchy. Już od dawna pani Lucarelli nie czuła takiej ufności i radości; dokonała także wpisu w książeczce mojej żony i powiedziała:

- Pani hrabino, jeżeli Matka Boża, którą czczę z całego serca, udzieli mi tej łaski i uzdrowi moją siostrzenicę, to cała poświęcę się Jej służbie. Sama będę chodziła po Neapolu i zbierała datki na nowy kościół. Proszę przyjąć moją składkę, nie jeden sold na miesiąc, ale dziesięć. I ureguluję ją za cały rok z góry, jako zadatek mojego przyrzeczenia.

Najświętsza Panna uznała, że nadszedł czas objawienia swojej mocy dzieciom tej nędznej ziemi. Jak niegdyś na weselu w Kanie Galilejskiej przyspieszyła godzinę cudów Jezusa, tak i teraz spełniła pragnienie pani Lucarelli. 13 lutego, w tym dniu, w którym wystawiono w Pompejach obraz Matki Bożej Różańcowej ku publicznej czci i zawiązano bractwo różańcowe, Clorinda została całkowicie uzdrowiona. Świadectwo to pochodzi z relacji spisanej własnoręcznie przez panią Lucarelli 13 kwietnia 1876 roku. W maju tego samego roku odczytali je z ambony ojcowie: Carlo Rossi SI w Montesanto, Giuseppe Altavilla SI w Loviano i Felice z zakonu teatynów w Neapolu. Zamieściło je też czasopismo: „I Oigli a Maria” (nr IX z 15 czerwca 1876 r.). Dwóch profesorów, którzy leczyli Clorindę, Marzio Castronuovo i Salvatore Farina, poświadczyli niebezpieczny stan dziecka, bezskuteczność wszelkich terapii oraz nagłe i niespodziewane uzdrowienie. Ponieważ odzyskanie zdrowia nie nastąpiło wskutek zabiegów medycznych, a nawet sprzeciwiało się lekarskiej wiedzy, lekarze ci zmuszeni byli przyznać działanie sił nadprzyrodzonych. Cóż więcej chcieć od naukowców? - Oto ich opinie.

Poświadczam, że panna Clorinda Lucarelli od sierpnia 1874 roku cierpiała na napady epileptyczne, które powtarzały się w różnych odstępach czasu aż do dnia 3 lutego 1876 r., kiedy trwale ustały. Nadmienię, że diagnozę tę postawiłem nie sam, ale w uzgodnieniu z panem prof. Antonim de Martinem, a zatwierdził ją pan prof. Cardarelli. Przepisaliśmy chorej najskuteczniejsze leki i zaleciliśmy zmianę klimatu, odżywiania itp. Mimo to napady epileptyczne powtarzały się równie gwałtownie i często przez kolejne miesiące. Oświadczam to aby dać świadectwo prawdzie.
Marzio Castronuovo, doktor medycyny i chirurgii, Neapol, 18 marca 1876 roku

Ja niżej podpisany oświadczam, że dwunastoletnia panna Clorinda Lucarelli, córka zmarłego profesora Domenica Lucarelliego, cierpiała od kilku lat na napady epileptyczne, które bez widocznych przyczyn i mimo różnorodnych środków leczniczych atakowały ją w dzień i w nocy, co miało miejsce jeszcze przed czterema ostatnimi miesiącami. Wtedy chora nagle bez żadnych leków całkowicie wyzdrowiała i jest zupełnie zdrowa po dziś dzień. Poświadczam to moim słowem honoru i jestem gotów oświadczenie to powtórzyć pod przysięgą.
prof. Salvatore Farina, Neapol, 4 czerwca 1876 roku

Bartolo Longo, Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach, 
ROSEMARIA 32013, s. 81-85.

KRÓCEJ: Uleczenie epilepsji

Pierwszy cud - spełniła Królowa Różańca świętego w Pompei, nad dzieckiem.

Biedne to było dziecko!

Czternastoletnia, miła dziewczynka, Klorynda Lucarello, była sierotą - a do tego cierpiała kurcze epilepsji u nas powszechnie zwane słabością św. Walentego. Znamy ten straszny widok człowieka wśród targań bolesnych popadającego w omdlenie z białą pianą na ustach...

Tak cierpiało - to dziecko!

Opiekunka jej i ciotka zarazem Anna Maria Lucarelli sprowadzała do łóżeczka biednej dziewczynki najznakomitszych lekarzy - ale wszyscy zgodzili się na jedno, że tu nie masz uleczenia.

Szukała więc pomocy w Maryi - ofiarowała Kloryndę do Lourdes, lecz straszna słabość nie ustępowała. Dlaczego? Czyż Lourdes - nie jest miejscem bezustannych cudów? Tak zapewne, ale Maryja - chciała być wezwaną - jako Królowa Różańca i różańcem chciała dźwignąć z okropnej niemocy...

Tymczasem ataki konwulsyjne powtarzały się, nie już codziennie, ale kilka razy dziennie. Nie obeszło się i bez wypadków. To raz dziecię pokrwawiło się - to znowu wpadło do studni i tylko rychła pomoc otaczających wyrwała Kloryndę ze szponów śmierci.

Opiekunka jej znajdowała się w stanie nieopisanego zmartwienia i taką złamaną nieomal na duchu spotkała ją żona, znanego nam adwokata Bartłomieja Longo. Mówiła jej o zamiarach swojego męża, opowiadała o piętrzących się trudnościach w zbożnym dziele i o pomocy Matki Miłosierdzia. Słuchając tych słów, uczuła pani Lucarelli nową otuchę i zwracając się do Królowej Różańca św. którą, jako tercjarka św. Dominika, szczególnym czciła nabożeństwem, uczyniła przyrzeczenie, że jeśli jej siostrzenica wróci do zdrowia - to nie tylko składać będzie jałmużnę na budującą świątynię Maryi - ale sama zbierać będzie grosz na nowy kościół w Pompei...

I Maryja przyjęła drobną jałmużnę grosza i dobrych chęci - Klorynda została uleczoną. Było to d. 13 lutego 1876 roku, a w tym samym właśnie dniu - zaprowadzano uroczyście Bractwo Różańca świętego w Pompei.

Profesorowie uniwersytetu - doktorzy medycyny Marek Castronovo i Salvator Farina, którzy leczyli Kloryndę, zmuszeni byli przyznać, że wiedza ich lekarska była w tym wypadku bezsilną i tylko moc nadprzyrodzona uzdrowiła dziecko.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 107-108.


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz