Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 czerwca 2016

CUDOWNE UZDROWIENIE GIOVANNINY MUTI

Modlitwa różańcowa jest wielką pomocą dla człowieka naszego czasu. Sprowadza ona pokój i skupienie; wprowadza nasze życie w tajemnice Boże i sprowadza Boga do naszego życia. Myśli i uczucia uwalniają się stopniowo od ciasnoty oraz zmienności naszych problemów i zainteresowań, a coraz bardziej otwierają się na działanie Boże.
Św. Jan Paweł II

Matka Boska Ostrobramska
(…) Chyba chciały się nas pozbyć. Aby je przekonać opowiedzieliśmy o niektórych łaskach, jakie dostąpiło kilka osób płacących ofiary jednego solda.

- O, gdyby Maryja zechciała uczynić cud! - westchnęła pani domu. - Teraz jest może najlepsza okazja ku temu. Naszą ukochaną przyjaciółkę, panią Giovanninę Muti, przeniesiono dziś w bardzo złym stanie z naszego domu do willi Doria na wzgórzu Vomero. Właściciel tego domu jest tak święcie przekonany, że umrze ona w jego domu na gruźlicę, że zapewnił sobie w umowie wynajem z płatnością za trzy lata i zwrot kosztów odnowienia mieszkania po jej śmierci. Także lekarz pozbawił nas dziś wszelkiej nadziei. Opłakują ją wszyscy przyjaciele, a najbardziej my same. Jej mąż jest bliski rozpaczy. Oni mają pięcioro dzieci!

- Niech chora uda się do Matki Bożej Różańcowej – zaproponowałem - która teraz udziela licznych, nadzwyczajnych łask w związku z dziełem, które realizujemy.

- Gdyby pan wiedział, ile obietnic złożył jej mąż, ile ofiar przekazał na różne kościoły, a wszystko to na nic. Stracił już zaufanie.

- Nie mamy na myśli ani obietnic, ani ofiar. Pani Muti mogłaby uczynić tylko to, co okazało się już skuteczne w tylu przypadkach.

Pokazałem im arkusz podpisany słowami „Na kościół w Pompejach” i dodałem:

- Niech chora wpisze tu swoje imię i nazwisko deklarując małą ofiarę. Niech się postara o jeszcze kogoś i stara się wspierać to dzieło w miarę sił. Najświętsza Panna nie pozostawia ani jednego dobrego uczynku bez nagrody. Niech także obieca, że publicznie ogłosi o uzyskanej łasce.

Tak też się stało, jeszcze tego samego wieczora panie Laghezza napisały do swej chorej przyjaciółki prosząc, aby oddała się opiece cudownej Matki Bożej Pompejań-skiej, i aby przyrzekła, że będzie wspomagała dzieło budowania na Jej cześć kościoła.

Pani Giovannina Muti z domu Sabbato miała zaawansowaną gruźlicę. W grudniu 1875 roku na jednym z żeber pojawiła się opuchlizna. Znani lekarze orzekli, że to guz, który należy wyciąć. Czekano jednak kilka miesięcy z nadzieją na poprawę. Po ponownych naradach lekarzy, gdy wskutek gwałtownego bólu w kręgosłupie zaczęto się obawiać stanu zapalnego, 22 kwietnia 1876 roku przystąpiono do operacji. Cierpienia zwiększyły się tak, że trudno opisać, co ta biedna kobieta musiała przechodzić. Bardzo często miała napady wycieńczającego kaszlu. W końcu pojawiła się wysoka gorączka, dochodząca do 40 stopni. Stracono nadzieję utrzymania jej przy życiu. Ponieważ jednak nie chciano zaniedbać żadnego środka, lekarze zalecili zmianę klimatu. Zawieziono ją więc na wzgórze Vomero. Tam jednak stan pogorszył się do tego stopnia, że sama czuła jak uchodziło z niej życie. Nadchodziły coraz smutniejsze wiadomości.

W takim beznadziejnym położeniu chora odebrała list od pań Laghezza. Przeczytawszy go poczuła silne wzruszenie i natychmiast wpisała się na listę ofiarodawców. Potem przywołała swoją matkę i służbę. Kiedy wszyscy już się zapisali, ogarnęła ją tak wielka ufność, że oczekiwała uzdrawiającego cudu.

Nadszedł 8 czerwca. Minął okrągły miesiąc od dnia, gdy w Pompejach zaczęto budowę kościoła. Tego dnia Giovannina Muti ujrzała w śnie Królową Nieba siedzącą na tronie z Dzieciątkiem Jezus na ręku i trzymającą w palcach różaniec, ale bez korony nad głową. Tak właśnie przedstawiona była Maryja na starym obrazie w Pompejach. Chora jednak o tym obrazie nic nie wiedziała. We śnie widziała, jak Maryja patrzy na nią z miłością, więc zaczęła gorąco, ze łzami modlić się o zdrowie i uwolnienie od cierpień. Przy tym w milczeniu, bo z powodu płaczu nie mogła mówić, wskazywała na Dzieciątko, jakby prosiła Maryję by wstawiła się u Jezusa. W tej chwili Najświętsza Panna uśmiechnęła się i patrząc jej w oczy podała białą wstążkę, na której napisane były słowa „Dziewica Różańcowa z Pompejów udzieliła łaski chorej Giovanninie Muti!”

„O Matko! Spodziewam się tego, czy jednak się nie mylę? Czy wyzdrowieję? Czy nie umrę?” - powtarzała we śnie. Nagle wszystko zniknęło. Chora początkowo nie wierzyła sama sobie i uważała to widzenie tylko za sen. Lecz to nie był sen, bo słyszała hałasy i rozmowy dobiegające z sąsiedniego pokoju. Czy było to więc objawienie się Matki Bożej Różańcowej? Nie mogła jednak wytłumaczyć sobie tego, że Najświętsza Panna siedziała na tronie bez diademu. Dotąd widziała ją na obrazach w postawie stojącej i z królewską koroną na głowie. Cóż więc miała znaczyć ta nowa, niecodzienna postawa?

Czuła też szczególną radość, przybyło jej sił i jakby pobudzenie do nowego życia. Wzruszenie nie pozwalało jej opowiedzieć innym o widzeniu, ale dlaczego miałaby się z tym ukrywać? Czemu nie powiedzieć najbliższym i rozpalić na nowo zgasłą nadzieję? Zebrała więc wszystkie siły i zwołała domowników, po czym płacząc ze wzruszenia opowiedziała swoje widzenie. Natychmiast ustała gorączka i kaszel. Podczas gdy dzieliła się objawieniem, do pokoju wszedł Ferdinand Muti. Kiedy ujrzał swoją żonę siedzącą prosto na łóżku, jak mówi bez kaszlu, nie mógł się posiąść z radości. Pobiegł natychmiast do stajni, dosiadł konia i popędził do pań Laghezza. Jak tylko wszedł do ich domu, upadł na kolana przed Caroliną Laghezzą i zaczął mówić ze łzami w oczach o uratowaniu żony! Opowiedział o widzeniu i natychmiastowej poprawie. Prosił o wyjaśnienie tytułu „Matka Boża Pompejańska.” Obie panie były bardzo wzruszone tą nowiną, lecz nie umiały mu nic więcej powiedzieć ponad to, że przybyły do nich dwie osoby po ofiarę na kościół, który ma stanąć w Pompejach na cześć Matki Bożej Różańcowej. O obrazie z Maryją bez korony nie wspomniały ani słowem.

Było pewne, że Giovannina ujrzała Najświętszą Panienkę tak, jak ją przedstawia obraz w Pompejach. Po tym widzeniu ta niemal umierająca osoba wróciła do zupełnego zdrowia. Panie Laghezza przejęte radością, że Matka Boża wybrała je sobie na pośredniczki cudu, opowiedziały o wszystkim ojcu Altavilli. To na jego kazaniu usłyszały po raz pierwszy o dziele w Pompejach. Ojciec Altavilla bardzo się ucieszył, że Pan Bóg błogosławił dziełu w cudowny sposób, po czym powiadomił mnie i moją żonę o cudzie. 13 czerwca udaliśmy się z nim na Vomero do willi Doria. Pani Giovannina, która była już zupełnie zdrowa, opowiedziała nam o cudzie ze wszystkimi szczegółami. 30 sierpnia wróciła do Neapolu wolna od jakichkolwiek chorób. Wywołało to największe zdziwienie wśród wszystkich jej znajomych. Spisane przez nią świadectwo ojciec Altavilla odczytał w kościele św. Mikołaja w Tolentynie przed licznie zgromadzonymi wiernymi. Matka Giovanniny, pani Clementina Sabbato, złożyła w ofierze na budowę kościoła 50 franków, zaś syn chorej, Piero Muti, ufundował albę. Ku wiecznej pamiątce pierwszego objawienia Matki Bożej Różańcowej, w kościele pompejańskim umieszczono srebrną lampę i kielich, na których wygrawerowano napis „Giovannina Muti”.

Pani Giovannina żyła jeszcze długie lata. Wszyscy, którzy ją znali, wielbili Boga i składali Mu dzięki za jej uzdrowienie. Ona sama opowiada jeszcze po latach z wielkim przejęciem o łasce, jaką jej wyświadczyła cudowna Matka Boża Pompejańska.


Bartolo Longo, Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach, 
ROSEMARIA 32013, s. 139-143.



KRÓCEJ: Uzdrowienie z gruźlicy

Janina Muti zachorowała ciężko na suchoty. Daremne były wszystkie środki lekarskie, i modlitwy zdawały się daremnymi, tak w oczach gasła! A cierpiała przy tym tak strasznie, że najbliżsi jej przyzywali śmierci - jako jednego kresu jej bólu i męki. Śmierć jednak nie przychodziła, ale za to stanęła przed cierpiącą Ta, na której skinienie ból, jak burza rozszalała milknie.

Chora przymknęła oczy, nie spała jednak, gdyż wiedziała doskonale, co się dokoła niej dzieje. Nagle widzi - i oczom swoim nie wierzy, widzi Matkę Miłosierdzia z Boskim Dzieciątkiem na ręku, trzymającą w palcach różaniec. Patrzyła na biedną litościwie, toż wśród łez wołała do Niej o zdrowie. Przy czym wskazywała w milczeniu na Dziecię Jezus - jakby błagała Matkę, by się wstawiła do Syna. A Najświętsza spoglądała coraz czulej, uśmiechała się do niej. Więcej jeszcze, podała białą wstęgę - na której napisane były jakieś słowa. Były to słowa, tej właśnie pociechy - jakiej tak gorąco pragnęła.

"Dziewica Różańcowa z Pompei, udzieliła łaski uzdrowienia chorej".

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 109.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz