Łączna liczba wyświetleń

sobota, 4 czerwca 2016

OSTATNIA MODLITWA – CUDOWNE UZDROWIENIE PANNY ROZALII CAMPAGNA

Za każdym razem gdy chcesz uzyskać ode mnie jakąś łaskę, odpraw na mają cześć trzy nowenny błagalne, odmawiając piętnaście tajemnic mojego różańca, a potem odpraw trzy nowenny dziękczynne.
(Maryja do Fortunatyny Agrelli)

Nadeszła godzina 23. Rosalia dała znak Angeli, aby wszyscy odmawiali nowennę do Matki Bożej Pompejańskiej. Wysłuchano prośby umierającej. Kiedy skończono odmawiać nowennę, zaczęto litanię do Matki Bożej. Doszedłszy do wezwania Uzdrowienie Chorych, Angela powtórzyła je trzy razy. W tej chwili chora drgnęła. Po skończeniu modlitwy Angela podeszła do cioci.

-Angelo, szepnęła jej umierająca, tej nocy uzyskam łaskę od Najświętszej Panny, bo gdy po trzeci raz wymówiłaś Uzdrowienie Chorych, słyszałam wyraźnie głos mówiącymi do ucha: „Tej nocy odbierzesz łaskę; tej nocy zostaniesz uwolniona od wszelkiego cierpienia i smutku!” 

Potem zawołała do siebie księdza i wyszeptała mu do ucha: 

- Idź spokojnie spać, tej nocy Matka Boża udzieli mi łaski. Nie przyprowadzaj jutro lekarzy ani nie przynoś lekarstw, bo gdy jutro przyjdziesz do mnie, wyjdę ci naprzeciw zdrowa i otworzę drzwi.

Ksiądz Pasquale głośno powtórzył te słowa. Słysząc je Oriolani powiedział cichym głosem, w którym przebijało się szyderstwo:

- Tak jest, panna Rosalia otrzyma tę łaskę, że śmierć przyniesie ulgę jej cierpieniom.

Rosalia pragnąc, aby wszyscy wraz z nią podzielali ufność w potęgę i dobroć Maryi, i żeby Ją błagali o pomoc, ścisnęła rękę Minolfiego i powiedziała:

- Renzo, uczcij Matkę Bożą i zmów w mojej intencji jedno Zdrowaś Maryjo.

Ale Minolfi zapomniał wszystkich modlitw i nie pamiętał nawet Pozdrowienia anielskiego. Odpowiedział tylko:

- Czy zgodzi się pani na to, bym został tu na noc?

Chora kiwnęła głową na zgodę.

O północy ksiądz Pasquale wysłuchał próśb Rosalii i udał się do swojego mieszkania w mieście. Oriolani poszedł na pierwsze piętro i położył się w ubraniu na kanapę, aby na wieść o konaniu Rosalii przybyć jak najprędzej. Felice Campagna miał złe samopoczucie, poszedł do sypialni i położył się również w ubraniu. Przy chorej pozostała tylko jej wierna opiekunka, Angela, jedna z przyjaciółek umierającej i Minolfi.

O trzeciej nad ranem Rosalia dostała ataku padaczki. Zgrzytanie zębami było tak silne, że usłyszał je adwokat w swoim pokoju i przerażony przybiegł do chorej. Znalazł ją w okropnych konwulsjach, zwiniętą w bezkształtny kłębek. Nogi miała poskręcane i sztywne, palce zaciśnięte, lewa ręka obumarła, a prawa spoczywała na sercu. Wskazywało to, że groził jej atak serca. Twarz chorej była wykrzywiona, a zęby tak zaciśnięte, że nie można było wlać do jej ust ani łyżeczki wody. Atak padaczki trwał ponad godzinę. Rosalia nie widziała już nic i zdawała się być pozbawiona czucia. Oczy miała szeroko otwarte i tak obrócone, że nie było widać źrenic. Angela patrząc na tak długie konwulsje, nie mogła ukryć obawy.

- O Matko Boża - wołała z bólem - teraz musisz się zmiłować nad nami. Nie mamy ani chwili spokoju! Cierpienia wzmagają się zamiast ustawać.

Słowa te rozgniewały Minolfiego.

- Po co tak krzyczysz do tych swoich świętych, którzy tu i tak nic nie pomogą! - zawołał głosem drżącym ze złości. A nawet zapomniał się i w obecności umierającej rzucił przekleństwo i zaczął bluźnić.

W tej chwili chora odzyskała przytomność i usłyszała jego bezbożne słowa.

Próbowano ułożyć Rosalię inaczej i tym samym sprawić jej ulgę. Ciało było jednak sztywne jak ciało zmarłego i wydawało z siebie trupią woń. Po pewnym czasie Rosalia ocknęła się i dała znak Angeli:

- Angelo - wyszeptała do niej z największym wysiłkiem. - Nie trać wiary! Nie zważaj na to, co mówi Minolfi... Powiedz mu, żeby odwołał to, co powiedział, bo inaczej Matka Boska nie udzieli mi łaski... Zawołaj Minolfiego!

Gdy ten zbliżył się do łóżka, powiedziała do niego smutnym głosem:

- Powiedziałeś przekleństwo... Błagaj Matkę Bożą o przebaczenie, bo inaczej nie odbiorę łaski. Odmów Zdrowaś Maryjo do Najświętszej Panny!

Młody człowiek nic nie odpowiedział, wzdrygnął tylko ramionami i potrząsając głową odszedł.

Zegarek adwokata wskazywał godzinę 4.15. Rosalia skinęła na swojego brata Felica:

- Zrób mi tę przyjemność i idź spać!
- Nie trać nadziei - odpowiedział chcąc ukryć swój smutek, który jednak zdradzała blada twarz i smutny głos.
- Jestem spokojna - powiedziała Rosalia - bo zanim ta noc się skończy, otrzymam łaskę. Ale ty idź spać.
- Dobrze, położę się na łóżku w ubraniu. Na każde zawołanie stawię się do ciebie.

To powiedziawszy wyszedł. Wtedy Rosalia poczuła wielkie pragnienie, by mogła zostać sama. Dlatego zwróciła się do siostrzenicy:

- Angelo, proszę, wyślij wszystkich do łóżek. Minolfi może się położyć na kanapie, bo jutro musi iść do biura, a ty także udaj się na spoczynek. Tyle nocy spędziłaś już bezsennie.
- Położyłam sobie materac w pobliżu twojego łóżka – odpowiedziała troskliwa opiekunka.

W pałacu Volpich panowała ciemność i milczenie nocy. Także w pokoiku Rosalii zapadła cisza. Zakryta lampka, bo chora nie mogła znieść nawet najsłabszego światła, tliła się przed obrazem Matki Bożej Pompejańskiej. Gdy Rosalia została sama zaniepokoiła ją myśl, że Matka Boża może odmówić jej łaski zdrowia wskutek bluźnierczych słów Minolfiego. Przywołała go więc ponownie i wyszeptała do niego słabym, urywanym głosem:

- Renzo, nie wymagam od ciebie nic więcej, tylko żebyś prosił Matkę Bożą o przebaczenie. Żałuj za to, co powiedziałeś, inaczej Najświętsza Panna nie udzieli mi łaski.

Ten niedowiarek zaczerwienił się ze wstydu, że bluźnierstwo wypowiedział w obecności tak pobożnej niewiasty, szepnął: „Dobrze, dobrze” i położył się z powrotem na kanapie. Teraz umierająca skierowała wzrok ku obrazowi Matki Bożej Pompejańskiej.

- Moja Matko - zaczęła się modlić - nie poczytaj mu tych słów za grzech. Błagam cię o przebaczenie dla niego.

Następnie Rosalia zaczęła odmawiać nowennę i spostrzegła ku własnemu zdziwieniu, że mogła zupełnie wyraźnie wymówić słowa „O Pani i Królowo Różańca Świętego.” W chwili, gdy zakończyła nabożeństwo modlitwą „Witaj Królowo”, zegar wybił godzinę 5.30. O tej godzinie sieroty w Pompejach wchodzą do świątyni, by w porannej modlitwie przed tronem Maryi odmówić trzy „Pozdrowienia anielskie” ku czci Pocieszycielki strapionych. O tej samej godzinie rozpoczęła się w Pompejach pierwsza msza święta w intencji uproszeniu u Królowej Nieba jak najliczniejszych łask dla wszystkich Jej czcicieli na całym świecie.

I o tej godzinie, tej pamiętnej środy 3 października 1894 r., dopełniło się w pokoiku pałacu Volpich wydarzenie, które należeć będzie do najwspanialszych cudów Maryi Pompejańskiej. Umierająca kobieta modliła się samotnie do Matki Miłosierdzia i błagała Ją w słowami nowenny, którą Najświętsza Panna sama wskazała. Przy słowach „Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż”, Rosalia odczuła wielką pociechę i dziwny spokój, a zarazem jej duszę napełniła szczególna tajemnicza szczęśliwość. Gdy doszła do ostatnich słów „o słodka Panno Maryjo”, przeniknęło ją przyjemne uczucie, które przewyższało największą ludzką radość. Było to uczucie, które poprzedza objawienia, jakby były zapowiedzią, że niebo zbliża się do człowieka, tego nędznego stworzenia żyjącego na wygnaniu w ziemskim padole.

Tego uczucia doświadczała umierająca, gdy nagle nadprzyrodzone objawienie przykuło jej na wpół zgasły wzrok.

Rosalia ujrzała po prawej stronie łóżka majestatyczną, królewską postać. Otaczały Ją promienie, a Jej szata miała blask śniegu. Była to osoba żyjąca w blasku chwały. Rosalia natychmiast poznała Tę, którą cały świat nazywa Królową Różańca Świętego. Oblicze Maryi rozjaśniał promień wiecznej piękności Bożej. Niewysłowiony spokój spoczywał na tym wzniosłym, pogodnym czole, a serdeczność Jej spojrzenia zachwycała w takim stopniu, że umierająca czuła się jakby była już w niebie.

Maryja trzymała w prawej ręce Dzieciątko Jezus, zupełnie tak, jak to widzimy na cudownym obrazie pompejańskim. Chłopiec był nadzwyczajnie piękny. Blask, który Go otaczał, przewyższał jasność, jaka otaczała Jego Matkę. Urok małego Jezusa był niepojęty i napełniał serce Rosalii niezmierną radością. Oczy Rosalii, które dotąd nie mogły znieść słabego światła lampki olejnej, podziwiały teraz piękno Dziecka Bożego w tym morzu światła. Kiedy wpatrywała się w zachwycie, Matka Miłosierdzia pochyliła się nad nią i powiedziała do umierającej następujące słowa:

- Córko, cierpiałaś przez trzy lata, teraz skończyły się wszystkie twoje cierpienia! Oto Lekarz, który cię uleczy.

Najświętsza Panna wyciągnęła rękę ku głowie umierającej. Ta ręka, przytulająca Syna Bożego, który stał się Jej Synem, spoczęła na głowie chorej i delikatnie odsunęła worek z lodem na brzeg poduszki. W ten sposób odkryła czoło Rosalii. Ale tym razem nie ona, Matka Łaski Bożej, dopełniła cudu. Maryja objawiła posłannictwo Boże, dla którego przeznaczona została świątynia w Pompejach. Chciała pokazać ludziom Jezusa, Błogosławiony Owoc Swojego żywota. Chciała dać Go tym, którzy Go wyrzucili ze swojego życia. Gdy więc Królowa Różańca nachyliła się ku umierającej, Dziecię Boże wyciągnęło prawą rączkę w taki sposób, jak to widzimy na cudownym obrazie pompejańskim, po czym dwoma palcami, wskazującym i serdecznym, dotknęło lekko skroni w miejscu, w którym było ognisko choroby.

Przez to dotknięcie ręki Stwórcy, Rosalia została uleczona całkowicie i w jednym momencie. Ustały wysięki, zniknął ból w plecach i głowie, cofnęły się zmiany skórne w poparzonym nosie i uszach, a oczy znosiły blask każdego światła. A największym cudem było to, że kości czaszki, które gniły od ponad 3,5 roku, zostały uleczone natychmiast po dotknięciu przez Dzieciątko Jezus. Ciało, które wydawało już z siebie trupią woń, odzyskało z błyskawiczną szybkością dawną siłę nerwów, sprężystość mięśni i obudziło się do nowego życia.

Gdy uszczęśliwiona Rosalia zauważyła, że jest już zupełnie zdrowa, poczuła wielką radość. Piękno widzenia Matki Bożej i Dzieciątka Jezus wzbudziły w jej sercu nieograniczoną wdzięczność. Krzyknęła w uniesieniu. Krzyk jest najszybszym i najżywszym wyrazem gwałtownego wzruszenia duchowego. Okrzyk Rosalii był okrzykiem radości, podziwu i wdzięczności. Cudownie uzdrowiona podniosła się na łóżku, wyciągnęła obie ręce, aby pochwycić dobroczynną rączkę Boskiego Lekarza i ją ucałować.

Gdy przyjaciółka Rosalii usłyszała ten okrzyk, przybiegła w półmroku przerażona. Sądząc, że to ostatni głos umierającej, wyciągnęła ręce, aby nie pozwolić Rosalii spaść z łóżka. Ta, w zachwycie widzenia usiłując chwycić rękę Jezusa, chwyciła rękę swojej przyjaciółki i serdecznie ją ściskała. Lecz gdy zaczęła się jej przyglądać, doszła do siebie i poznała smutną rzeczywistość. - Ach, jakie to gorzkie rozczarowanie! Królowa Różańca zniknęła wraz ze Dzieciątkiem, jak tylko spełnił się cud. Gdy Rosalia uświadomiła to sobie, odepchnęła gwałtownie rękę przyjaciółki. Pragnąc podzielić się swoją radością z tą, która tyle dla niej cierpiała, czuwała i modliła się, zawołała silnym głosem:

- Angelo, Angelo! Matka Boża!

Angela podniosła się cała przestraszona i krzyknęła:

- Ciociu! Ciociu!

Potem nie wiedząc dokładnie co się dzieje, wzięła obrazek Matki Bożej Pompejańskiej i podała go cioci, aby ta go ucałowała jeszcze raz przed śmiercią. Ale Rosalia, która właśnie przed chwilą oglądała piękno Tych, których przedstawiał obrazek, odsunęła rękę Angeli i zawołała:

- Angelo, precz z tym! To są tylko... karykatury! Widziałam prawdziwe piękno!

Zaspana Angela myślała, że ciocia znajduje się w konwulsjach i nie chce w tym stanie modlić się do Matki Bożej. Dlatego zaczęła smutnym głosem szeptać jej do ucha:

- Ciociu, nie mówi się na to karykatury! Pocałuj Matkę Bożą, to jest Matka Boża!
- Nie, nie!, widziałam Matkę Bożą! - powiedziała Rosalia radośnie. - Widziałam prawdziwe piękno! To, co ludzie malują, to karykatury.

Rosalia czuła w sobie nowe życie i odzyskała dawną siłę, nie chciała więc pozostać dłużej w łóżku, lecz pragnęła natychmiast pobiec do brata by go pocieszyć. Gdy chciała wyjść z łóżka, ujrzała pana Minolfiego, który stanowczo zabraniał jej wstawać. Także i jego zbudził krzyk Rosalii i sprowadził do niej z przekonaniem, że nadeszła agonia. Widząc, że siedzi na łóżku, powtarza wyraźnie słowa: „Angelo, Matka Boża”, a potem chce wstać z łóżka, sądził, że postradała zmysły.

- Zwariowała jeszcze na dobitkę! - powiedział smutnym głosem i zaczął płakać. Potem odezwał się surowym głosem do Rosalii - Panno Rosalio, proszę zostać w łóżku, inaczej dojdzie do zapalenia płuc!

Angela stała jak sparaliżowana, jakby rażona piorunem i nie mogła wydać z siebie żadnego głosu. Rosalia zawołała głośno:

- Jestem zdrowa! Ukazała mi się Matka Boża Pompejańska i uzdrowiła mnie! A mówiłam! Matka Boża Pompejańska dokonała tego cudu. Dajcie mi ubranie.

Zauważyła, że Angela drżąc ze strachu chce ją zatrzymać w łóżku. Zrzuciła z siebie kołdrę, odepchnęła ręce przyjaciółki i stanęła na nogi. Czuła się o wiele zdrowsza niż przed chorobą. A ponieważ jej suknie schowano myśląc, że ich już nie będzie potrzebowała, wzięła szal, okryła się nim i boso pobiegła pewnym krokiem do brata, aby mu oznajmić wesołą nowinę. To wszystko potoczyło się z szybkością błyskawicy.

Felice spał w ubraniu niespokojnym snem. Głośne krzyki Rosalii zbudziły także i jego. Wziął je jako znak ostatniej walki. Wstał z łóżka i szedł do siostry, lecz na progu sypialni wpadła mu ona w ramiona i zawołała w wielkiej radości:

- Felice, jestem zdrowa! Najświętsza Panna Pompejańska ukazała mi się z Dzieciątkiem Jezus i mnie uzdrowili. Jestem zupełnie zdrowa!
- Jesteś... zdrowa? - wyjąkał adwokat.
- Przecież mówię! Sam to widzisz! Jestem zdrowa!

Adwokat wiedział, co to niebezpieczeństwo i strach, ale nigdy nie doznał takiego wstrząsu, jak w tej chwili. Zdziwiony, przerażony i jakby odurzony wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w swoją siostrę. Już ją opłakiwał, a teraz widział pełną życia, zdrowia i siły przed sobą. Pomyślał, że to sen... Słowa zamierały mu na ustach. Opanował go wielki strach.

- Zdrowa! - powiedział wreszcie z wielkim trudem. Potem zapytał przyciszonym głosem, jakby z obawy przez złudzeniem: - Ale twoja głowa?
- Jest zdrowa! - odpowiedziała Rosalia z łatwością. - Głowa jest zdrowa, zupełnie zdrowa! - powtórzyła, zatrzymując na nim swój rozradowany wzrok. - Czy chcesz się przekonać?

I jakby chcąc dać bratu przekonujący dowód, uderzyła się kilka razy pięściami w głowę i czoło. Adwokat, który wiedział, że jeszcze przed godziną nie można było dotknąć ani jednego włosa na tej głowie, by nie sprawić Rosalii strasznych cierpień, poczuł na ten widok jeszcze większe przerażenie. Wielkość cudu go przygniotła.

- O Boże! - jęknął blady jak trup. - A kręgosłup?
- Jest zdrowy, zupełnie zdrowy!

Usiadł na kanapie pełen sprzecznych uczuć ale jednak szczęśliwy. Od czasu do czasu szeptał do siebie:

- Zdrowa... zdrowa! O Matko Boża! Jak to zrobiłaś! 

Także i Renzo Minolfi doznał wskutek tego niespodziewanego wydarzenia silnego wzruszenia. On, niewierzący, którego niebo wybrało na świadka cudu, mówił:

- O Matko Boża! O panno Rosalio, co za cud! Zdrowie wróciło! Miała pani rację powierzając się Matce Bożej. Teraz w to wierzę!

Nagle zamilkł i zamyślił się, zwrócił oczy ku niebu i poczuł wstyd za dotychczasową niewiarę i niedawne bluźnierstwa. Ze skruszonym sercem obiecał, że zmieni swoje życie i że chce świadczyć przed wszystkimi o cudzie. Przyrzekł publicznie, że będzie codziennie rano chodzić na mszę świętą, a jeżeli nie rano, to pójdzie na mszę wieczorem. Zapomniał tylko o tym, że msze odprawiano tylko rano.

Rosalia, której serce wypełnione było wdzięcznością dla nieba, powiedziała do brata:

- Zawołaj wszystkich, którzy mieszkają w tym domu i powiedz o cudzie!
- Tak jest, otwórzcie drzwi na balkon i to ogłoście - odpowiedział, a Angela natychmiast otworzyła drzwi balkonowe i zaczęła wołać ile sił:

- Przyjdźcie wszyscy, ciocia Rosalia została uzdrowiona. Stał się cud!

Przy tym zaczęła śmiać się na cały głos. Mieszkańcy pałacu Volpich zbiegli się, a usłyszawszy śmiech Angeli sądzili, że Rosalia umarła, a jej siostrzenica straciła rozum.

Minolfi pootwierał tymczasem okiennice i drzwi wejściowe. Zszedł po schodach przed dom i zaczął dzwonić do mieszkania dyrektora poczty.

Oresto Oriolani bardzo przeżywał cierpienia Rosalii i zasnął dopiero około godziny 5 nad ranem. Kiedy zbudziło go gwałtowne dzwonienie Minolfiego, miał najgorsze przeczucia. „Teraz pewnie Rosalia kona”, pomyślał. Wstał i poszedł do drzwi, a gwałtowne dzwonienie utwierdzało go w przekonaniu, że za chwilę usłyszy straszną wiadomość. Otworzywszy drzwi nie mógł zrozumieć, dlaczego Minolfi jest wesoły i roześmiany. Nie mógł uwierzyć własnym uszom: 

- Panna Rosalia została uzdrowiona! Ukazała się jej Matka Boża Pompejańska. Dzieciątko Jezus dotknęło jej głowy i to ją uzdrowiło. Ustąpiły wszystkie cierpienia. Panna Rosalia wstała i oczekuje nas wszystkich.

Po silnym wzruszeniu przeszył go dreszcz zimny jak lód. Wziął płaszcz i pobiegł do Rosalii. Nie bez obaw i wątpliwości wszedł do mieszkania adwokata. Ujrzawszy jednak Rosalię na balkonie w takim stanie, w jakim nigdy jej jeszcze nie widział, zaczął się trząść i nie mógł wymówić ani słowa. Niespodziewany widok przekonujący o istnieniu Boga, o Jego Wszechmocy i Miłosierdziu, w jednej chwili zmienił usposobienie duchowe Oresta. Po policzkach spłynął strumień łez, co było wymownym świadectwem jego na nowo odżyłej wiary, żalu i wdzięczności. Tak stał około 10 minut.

Aż do tego dnia pomiędzy dyrektorem poczty a jego podwładnym Minolfim panował pewien rodzaj wrogiego usposobienia. Lecz łaska Boża, która tak silnie przemówiła do jego serca, spowodowała, że podał Renzowi rękę na znak zgody.

- Czy zostanie pan moim przyjacielem? - zapytał serdecznie. - A pan moim? - Minolfi odwzajemnił uścisk. Od tej chwili obaj urzędnicy pocztowi kochali się jak bracia.

Takie jest działanie zjawisk Bożych: dają one zawsze pokój, zadowolenie, miłość. Oto zbliżył się Ten, który jest Miłością!

Bartolo Longo, Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach, 
ROSEMARIA 32013, s. 220-231.

KRÓCEJ: Ufność w Maryi nie zawodzi

Opowiem jedno z tych zdarzeń, które w potocznej mowie nazywamy przypadkiem. - Silne uderzenie żelazem w głowę!

Spotkało to Rozalię Campagna z końcem lutego 1891 roku. Choć ból był wielkim, zdawało się jednak, że poboli i przejdzie, jak to nieraz w życiu bywa. Tymczasem wszelkie środki lekarskie były bezskuteczne. Rodzina odwiozła więc chorą do Neapolu, wezwała najznakomitszych lekarzy, ale i ci byli również bezradni.

Sądzono, że może operacja pomoże coś chorej, ale operatorzy pokiwali głowami i orzekli jednogłośnie, że jest uszkodzenie czaszki, w połączeniu z psuciem się już kości. Prędzej czy później chora musi ulec ogólnemu wycieńczeniu i zapaleniu błony mózgowej - operacja tu niemożliwa, ratunku nie ma.

Lekarze opuszczają mię - pomyślała chora - prosiła więc gorąco rodzinę, by odwieziono ją do Pompei - gdzie tyle cudów rozlewa Królowa Różańca świętego. Życzenia nieszczęśliwej spełniono - a jedyną jej ulgą była ta myśl: "Jeżeli już muszę umrzeć, to dożyłam tego szczęścia, że odwiedziłam Matkę Boską, w Jej miejscu cudownym! Teraz mogę umierać spokojnie, jeśli taka będzie Wola Boża!".

Powróciła do domu - a życie jej było obrazem strasznej męczarni. Przepowiednie lekarzy poczęły się spełniać: chora dostała suchot. W cierpieniu swoim wołała często do Maryi: "O Matko Najświętsza, powiększ me cierpienia, ale dodaj mi siły!" 

Już przeszło trzy lata trwało to powolne konanie, kiedy do rąk konającej dostały się kartki pisemka różańcowego, opowiadające o cudach w Pompei. Było na tych kartkach przypomnienie, że uroczystość Królowej Różańca się zbliża, więc w świątyni Jej Pompejańskiej gotować się będą do tego dnia czciciele Maryi nowenną, trzykrotnie odprawianą. Rozalia zaczęła również tę nowennę, przenosząc się myślą do ukochanego kościoła i Matki Miłosierdzia.

A - Ona - jakby chciała ją próbować. Zaraz w pierwszym dniu pogorszyło się jej znacznie. Może chciała jej tym powiedzieć Maryja: "Przeciw nadziei, w nadzieję uwierz!" Te słowa powtarzała dzień za dniem, coraz to boleśniej, bo oto spełniać się poczęła i druga przepowiednia lekarzy: zapalenie błony mózgowej.

Nadzieję stracili wszyscy - ona jedna tylko ufała i mówiła do swego otoczenia: nie wyrzucajcie pieniędzy na lekarzy - Królowa Niebios uleczy mię z pewnością. Powiedzenie to uważano jako mowę obłąkanej.

Tymczasem ostatni dzień nowenny dobiegał końca. Kiedy w litanii odmawiano: "Uzdrowienie chorych", rzekła konająca: słyszałam głos szepcący mi: "Tej nocy uwolnioną zostaniesz od wszelkiego smutku i cierpienia".

Obłąkana - szeptano dokoła - a chora czekała tej nocy upragnionej.

I przyszła Maryja! - taka, jaka jest na obrazie w Pompei - stokroć piękniejsza tylko, w śnieżnych szatach - owiana majestatem! Niewysłowiony spokój spoczywał na wzniosłym, pogodnym Jej czole - na prawej ręce trzymała piękniejsze od siebie, dziecię - synaczka swego i mówiła słowa przedziwnej pociechy: "Córko, cierpiałaś przez trzy lata. Teraz skończyły się wszystkie cierpienia twoje. Oto przyniosłam lekarza, który cię uleczy!" A Jezus położył rękę na umęczonej głowie jej. Od tej chwili, suchotnica od trzech lat - z pękniętą czaszką - była uzdrowiona.

A za tym cudem - poszła jeszcze łaska Maryi. W rodzinie uzdrowionej - było trzech młodych ludzi, z których dusz uleciała wiara. Niezwykła nadzieja chorej stała się przedmiotem ich szyderstw. Jednemu z nich powiedziała Rozalia: "Nie bluźnij, bo Matka Boska mię nie uleczy!".

Modliła się więc gorąco i prosiła o przebaczenie dla zbłąkanego.

Chwila cudu była godziną powrotu tych trzech młodzieńców ku Chrystusowi. Uklękli i zaczęli nabożnie odmawiać: "Zdrowaś Maryjo!".

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 114-116.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz