Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 30 czerwca 2016

POŻYTEK Z POBOŻNOŚCI

Ona dzieł Boskich korona,Nad Anioły wywyższona; Choć jest Panią nieba, ziemi, Nie gardzi dary naszymi.
Fragment pieśni "Chwalcie łąki umajone..."

Matka Boża Skalska
Były to czasy I wojny światowej, rzecz działa się na francuskim froncie. W piękny majowy dzień, pewien niemiecki żołnierz wysforował się zanadto przed własne szeregi. Obładowany szczękającymi menażkami i manierkami, zbliżył się do strumyka. Niestety, nie był sam - w pobliskim zagajniku czaiła się grupka francuskich żołnierzy. Niemiec napełnił naczynia wodą, sam się napił, a następnie beztrosko mył w krystalicznej wodzie. Srodzy francuscy żołnierze mierzyli z karabinów w niefrasobliwego wroga. W ich opinii sytuacja przyfrontowa była tak napięta i niebezpieczna, że nie było czasu na branie do niewoli. Wahali się jeszcze z daniem śmiercionośnej salwy, bo przecież za pierwszym mogli zbliżać się inni wrogowie... 

I oto stała się rzecz przedziwna. Stała nieopodal rzeczki statua Matki Boskiej. Może niemiecki żołnierz przypomniał sobie, jak w lepszych czasach uczestniczył w majowych nabożeństwach, bo zerwał kilka kwitnących gałązek i ozdobił figurę. Następnie klęknął i modlił się nabożnie kilka chwil. Po tym wstał i począł oddalać się... Francuscy żołnierze przez cały ten czas trzymali go na muszce swoich automatów, ale coś nie pozwalało im pociągnąć za cyngiel. Może i oni przypomnieli sobie, jak to ongi w pięknym miesiącu maju uczestniczyli w majowych nabożeństwach? Niemiec odszedł nie podejrzewając nawet, z jak śmiertelnego niebezpieczeństwa był się wywinął! Zaś ciekawi Francuzi wyszli po chwili z kryjówki, podeszli do statuy, kontemplowali umajony posąg, może się modlili? W tej chwili rozpętało się piekło – na zagajnik, z którego dopiero co byli wyszli, posypały się granaty. Gdyby się tam jeszcze znajdowali, rozniosłoby ich na strzępy...

(źródło: A. M. Weigl, Seine Mutter, meine Mutter, Verlag St. Grignionhaus, Altötting 1969, s. 62-68.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz