Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 19 lipca 2016

CUD EUCHARYSTYCZNY W BORDEAUX, FRANCJA - Rok 1822

Chrystus sam jest codziennym chlebem, który zasiany w Dziewicy, wyrosły w ciele, ukształtowany w męce, wypieczony w piecu grobu, przechowywany w Kościele, przynoszony na ołtarze, codziennie udziela wiernym owego niebieskiego pokarmu. 
Św. Piotr Chryzolog

Po latach strasznego terroru rewolucji francuskiej Kościół odczuł wielką potrzebę zadośćuczynienia Bogu za dokonane przez ludzi tak znaczne zło i zniszczenia. Dla Kościoła we Francji nadszedł czas wielkich dzieł miłosierdzia, spełnianych przez wiele nowych zgromadzeń zakonnych.

Miasto Bordeaux miało zaszczyt ujrzeć powstanie trzech nowych zgromadzeń. Ksiądz Guillaume-Joseph Chaminade założył zgromadzenie marianistów; matka de Laourous utworzyła zgromadzenie poświęcone opiece nad ubogimi kobietami; a ksiądz Peter dc Noailles powołał do życia stowarzyszenie kobiet zwane Świętą Rodziną z Bordeaux, poświęcone pracy w służbie Kościoła. Stowarzyszenie to, zwane również Paniami z Loreto, powstało w 1820 roku, dwa lata przed cudownym wydarzeniem, gdy ksiądz Peter de Noailles służył w parafii św. Eulalii. Stowarzyszenie Świętej Rodziny z Bordeaux szybko rozkwitało, zakładając wiele domów w samym mieście jak i okolicach. Właśnie w kaplicy jednego z tych domów, przy ulicy Mazarin 22-24, Chrystus okazał cudowny znak swej obecności w Najświętszej Eucharystii.

Oddajmy głos kapłanowi obecnemu w tej wielkiej chwili przy ołtarzu. To co przeżył opisał w następującym dokumencie:

«Pragnę oświadczyć, żc jestem kapłanem mieszkającym w sąsiedztwie parafii św. Eulalii w Bordeaux. Chcę jedynie potwierdzić publicznie łaskę, której sam byłem świadkiem, związaną z wydarzeniem ustanowienia Stowarzyszenia Pań z Loreto. Jako świadek oświadczam i potwierdzam przed moim Bogiem i Zbawcą, że fakty które opisuję są prawdziwe.

Ksiądz Noailles, przełożony Instytutu Loreto, nie mógł udzielić błogosławieństwa w domu stowarzyszenia i prosił mnie, bym zastąpił go w tym celu. Trzeciego dnia tego miesiąca, w niedzielę Septuaginta, udałem się do domu sióstr o czwartej po południu. Gdy przybyłem, od razu rozpocząłem nabożeństwo wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Nie skończyłem jeszcze błogosławić Sakramentu kadzidłem, gdy spojrzałem na monstrancję. Wiedziałem, że wystawiłem w niej świętą Hostię, ale jej tam nie dostrzegłem, ujrzałem natomiast naszego Zbawiciela - jego głowę, ramiona i ręce - w okrągłej ramce monstrancji, jakby na obrazie, z tym że obraz ten był żywy.

Jego twarz, bardzo blada, była twarzą młodego mężczyzny, wieku około 30 lat, niezwykłej urody. Ciemnoczerwona szata okrywała Mu ramiona. Jego głowa przechylała się na lewą i prawą stronę. Nie mogąc uwierzyć własnym oczom sądziłem, że doświadczam jakiejś iluzji, ale cud trwał. Aby pozbyć się wątpliwości skinąłem na ministranta z kadzidłem i zapytałem czy zauważył coś niezwykłego. Odpowiedział on, że już zauważył ten cud i ciągle ma go przed oczyma. Nakazałem mu wezwać matkę przełożoną. Matka przebywała w zakrystii, głęboko przejęta tym cudownym zjawiskiem. Ja sam padłem krzyżem na podłogę i w pokorze spoglądałem na Najwyższego Pana. Z moich oczu płynęły łzy radości z powodu tak wielkiej łaski. Cud trwał niezmiennie przez całe nabożeństwo. Po modlitwach podszedłem do ołtarza; nawet nie wiem jak, gdyż wydawało mi się, że nie będę miał odwagi podejść bliżej. Wziąłem monstrancję w dłonie i udzieliłem błogosławieństwa uwielbiając cały czas Boskiego Zbawiciela widocznego w moich rękach. Udzieliłem więc Paniom z Loreto cudownego błogosławieństwa, jakże cennego dla ich nowego stowarzyszenia. Postawiłem monstrancję na ołtarzu, lecz po jej otwarciu nie znalazłem już Hostii, w której przyszedł Zbawiciel by nas błogosławić. Cały drżący i ze łzami w oczach wyszedłem z kaplicy. Na zewnątrz siostry oraz wierni obsypali mnie pytaniami, czy widziałem ten cud. Mogłem im tylko odpowiedzieć: 

„Ujrzeliście naszego Zbawcę doznając wielkiej łaski zesłanej nam, abyśmy zawsze pamiętali, że jest On wśród nas i że prosi o naszą miłość; kochajmy Go coraz bardziej i rozwijajmy w sobie cnoty dla okazania wdzięczności za otrzymane łaski”. 

Przez całą noc rozmyślałem jedynie o tym cudzie, którego byłem świadkiem. Następnego dnia, w poniedziałek, spotkałem się z księdzem Noailles w jego parafii i opowiedziałem co się stało. Wielu ludzi również przyszło, by opowiadać o tym cudzie. Choć miałem zamiar szczegółowo wszystko wyjaśniać, okazało się jednak, że ministrant oraz kilku wiernych obecnych wtedy w kaplicy już mu opowiedzieli, co sami ujrzeli na własne oczy.

Cokolwiek się wydarzyło, ja oznajmiam to, co widziałem i co niemalże dotknąłem moimi rękoma. Bez względu na konsekwencje mojego oświadczenia uważam, że byłbym niewdzięcznikiem i najbardziej winnym człowiekiem gdybym zaparł się prawdy.»

Dokument ten nosi podpis, „Delort, ksiądz” i datę 5 lutego 1822.

Matka przełożona, która klęczała w zakrystii, również napisała „Oświadczenie” potwierdzające ten cud. Na wstępie dokumentu przyznaje ona, że choć zwyczajem było opuszczać wzrok przed Najświętszym Sakramentem, to jednak czuła potrzebę, by spojrzeć na Hostię. Pisze ona:

«Zauważyłam, że Hostia zastąpiona była jaśniejącą postacią naszego Zbawiciela. Widziałam dobrze Jego głowę i Jego ramiona. Choć znajdował się w okrągłej ramce monstrancji, wydawał się poruszać od czasu do czasu i Jego twarz chciała jakby wyjść z okrągłej ramki w moim kierunku. Widziałam światło błyskające ze wszystkich stron tak szybko, że przypominało długie łodyżki wybuchające pięknym kwiatem tuż przed zniknięciem. Głęboko przejęta tym cudownym zjawiskiem czułam w sercu tak wielki żar uwielbienia, że nie byłam w stanie śpiewać hymnu ku czci Najświętszego Sakramentu. Powtarzałam sobie, że byłabym szczęśliwa widząc mego Boga ukazującego mi się, jako że zawsze bardzo pragnęłam dostąpić takiej łaski. Myślałam, że to tylko iluzja, lecz postać Zbawiciela trwała przed moimi oczyma. Tak bardzo byłam pochłonięta Jego cudowną obecnością, że nie zauważałam już ani kapłana, ani innych osób. Nie rozmawiając z nikim udałam się do domu, ale stale podchodzili do mnie ludzie opowiadając z przejęciem o tym, co widzieli. Wtedy upewniłam się, że nie była to iluzja i wielbiłam Zbawiciela za tak wielkie łaski, których udzielił naszemu ubogiemu zgromadzeniu. Zaświadczam to wszystko wobec Chrystusa, Matki Bożej i świętego Józefa. (...) Choć z reguły nic możemy oglądać Go oczyma ciała, On udzielił mi łaski ujrzenia Siebie.»

Dokument ten podpisany jest „Matka od Trójcy Świętej, Przełożona Domu Lorette, 6 lutego 1822”.

Kilkunastu naocznych świadków, w tym ministrant, także złożyli oświadczenia, że widzieli głowę i ramiona Zbawiciela, który poruszał rękoma i uśmiechał się do wiernych. Zeznali oni, że czasami Jego lewa ręka spoczywała na czerwonej szacie osłaniającej ramiona, podczas gdy prawa była wzniesiona w geście błogosławieństwa. Wizja ta trwała podczas całego nabożeństwa, przez około 20 minut.

Na podstawie zebranych dokumentów arcybiskup Bordeaux ogłosił uznanie tego cudownego wydarzenia przez Kościół. Papież Leon XII wkrótce potwierdził tę decyzję i ustanowił święto Świętej Rodziny, ku upamiętnieniu tego cudu, jak i rozpoznaniu zgromadzenia, w którego kaplicy cud ten się dokonał. Papież zarządził również, że niedziela Septuaginta będzie czczona jako święto Świętej Rodziny - niezwykły przypadek podwójnego święta, który jednak odnosił się tylko do miasta Bordeaux. W 1921 roku papież Benedykt XV zatwierdził modlitwy Mszy Świętej na to święto dla całego Kościoła. Święto to obchodzone jest w okresie Bożego Narodzenia.

W domach Zgromadzenia Świętej Rodziny obchodzi się doroczne święta ku czci tego cudu eucharystycznego. Uroczystości te obchodzone są prawie wyłącznie przez siostry, jako że bardzo niewielu katolików zna w ogóle historię cudu w Bordeaux. Monstrancja, w której wystawiony był cudowny Najświętszy Sakrament, jest przechowywana do dzisiejszego dnia w domu zgromadzenia w Bordeaux.

Założyciel Zgromadzenia Świętej Rodziny, ksiądz Peter de Noailles, jest kandydatem do wyniesienia na ołtarze.

Joan Carroll Cruz, Cuda eucharystyczne. Eucharystyczne fenomeny w życiu świętych, 
EXTER, Gdańsk 2009, s. 193-197.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz