Łączna liczba wyświetleń

środa, 13 lipca 2016

KSIĘDZA ANTONIEGO VARONE ZA PRZYCZYNĄ MATKI BOSKIEJ POMPEJAŃSKIEJ CUDOWNE UZDROWIENIE

Maryja inauguruje uczestnictwo Kościoła w ofierze Odkupiciela. Ona jest Niepokalaną, która bezwarunkowo przyjmuje dar Boży, i w ten sposób jest włączona w dzieło zbawienia. Maryja z Nazaretu, ikona rodzącego się Kościoła, jest wzorem wskazującym, jak każdy z nas powinien przyjmować dar, jaki Jezus czyni z siebie samego w Eucharystii.
Benedykt XVI

Velazquez, Niepokalana
W połowie kwietnia 1876 r., ksiądz Antonio Varone z Neapolu, który liczył sobie 56 lat, zachorował na dur brzuszny połączony z krwawą biegunką. Nogi do kolan, twarz, język i ręce były pokryte zmianami skórnymi. Doktor Vincenzo Marsilia i inni przyjaciele chorego czynili wszystko, aby przynieść kapłanowi ulgę w cierpieniach. Ale 23 kwietnia lekarze rozłożyli bezradnie ręce. Profesorowie Raphael Valieri i Clemente del Gaudio orzekli, że wiedza medyczna nie jest zdolna go uratować, a przed pewną śmiercią ocalić go może tylko cud. 

Kapłan ten był powszechnie znany i szanowany, parafianie nieustannie dopytywali się o jego stan. Pewien zaprzyjaźniony z chorym kapłan, ojciec Federico Caprioli, usłyszał o łaskach, których dostąpili w Neapolu ofiarodawcy na potrzeby kościoła w Pompejach. Poprosił on moją żonę, aby jeszcze tego samego dnia - a była to niedziela - udała się do chorego i nakłoniła do złożenia zobowiązania ku czci Matki Bożej Pompejańskiej. Moja żona spełniła to życzenie. W mieszkaniu chorego zastała kilka nieznanych jej osób. Byli to między ininnymi Vincenzo Barone, Errico Sorrentino, Vincenzo Marzano oraz kapłani Vincenzo Varriale, Raphael Guglielmi i Pasquale Barone. Trwali oni w smutku oczekując śmierci przyjaciela. Moja żona zbliżyła się do łóżka, w którym leżał chory. Miał opuchniętą twarz i sine usta, z trudnością łapał oddech i wszystko wskazywało, że to jego ostatnie chwile. Strach, a nawet przerażenie opanowały ją na ten straszny widok. Lecz nie tracąc odwagi spytała: 

- Ojcze, Królowa Różańca czyni cuda dla swojego kościoła w Pompejach. Czy obieca ojciec wspierać słowem i piórem to dzieło? 

Na te słowa umierający zaczął płakać i wyszeptał słabym głosem: 

- Wykonam wszystko, do czego mnie zobowiążecie. - Złożył ręce, a inni obecni zaczęli odmawiać Pozdrowienie anielskie ku czci Matki Bożej Pompejańskiej. Wszyscy płakali. Moja żona dodała mu jeszcze odwagi, mówiąc: 

- Niech ojciec zaufa Matce Bożej, Ona udzieli ojcu swojej łaski. 

Już wieczorem tej niedzieli stan chorego uległ poprawie, a gorączka zaczęła spadać. Wkrótce całe ciało zaczęło pokrywać się nowym naskórkiem i odrosły paznokcie. Gdy już całkiem doszedł do zdrowia, miał sen, w którym widział jakąś panią mówiącą o kościele powstającym w Pompejach. Myślał, że wystarczy okazać wdzięczność przez odprawienie mszy dziękczynnej w kościele w Tolentino, w którym czczono Maryję w Lourdes. Sądził, że Lourdes i Pompeje to jedno i to samo, więc nie myślał o pielgrzymce do Doliny. Lecz Królowa Nieba pragnęła odbierać cześć w tym szczególnym, wybranym przez Boga miejscu. Oto co dalej nastąpiło. 

Na wieść o cudzie postanowiliśmy odwiedzić uzdrowionego. Udaliśmy się do niego 12 czerwca, aby go poprosić o pisemne świadectwo i odebrać oczekiwane składki. Z wielkim zdziwieniem dowiedzieliśmy się, że kapłan znów leży w wysokiej gorączce i odczuwa wielkie cierpienie. Nikt nie umiał wytłumaczyć przyczyn nowej choroby. Zapytaliśmy go o wypełnienie zobowiązań związanych z kościołem w Dolinie Pompejańskiej. Gdy powiedział, że nic nie uczynił, przypomnieliśmy mu o danym przyrzeczeniu i upomnieliśmy, by go dotrzymał jeżeli chce znowu odzyskać zdrowie. Kapłan zaczął się tłumaczyć, ponownie obiecał, że ogłosi cud publicznie, a po odzyskaniu zdrowia przyjedzie do Pompejów dać świadectwo przed biskupem i wszystkimi ludźmi. 

Jeszcze tej samej nocy spodziewano się nawrotu duru, ale gorączka zupełnie ustała, Następnego poranka chory wstał i odprawił mszę świętą. W uroczystość Matki Bożej Różańcowej ksiądz Antonio Varone przybył do Pompejów, gdzie odprawił mszę i ze łzami w oczach opowiedział o swoim cudownym uzdrowieniu. 

bł. Bartolo Longo, Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach, 
ROSEMARIA 32013, s. 111-113.


KRÓCEJ: Upomnienie

W tym samym prawie czasie kiedy Bartłomiej Longo zbierał jałmużnę na kościół Matki Bożej Różańcowej w Pompei, w Neapolu dogorywał - również młody, bo 25 lat liczący kapłan, Antoni Varone. Tyfus plamisty skracał dni pełnego nadziei kapłana. Już opuścili go lekarze, decydując śmierć niechybną - a wieść o zbliżającej się śmierci smutkiem napełniła miasto. Garstka kapłanów i przyjaciół czuwała u łoża umierającego kapłana, kiedy jak Anioł pocieszyciel, bo Anioł Maryi, weszła pani Longo.

Przestrach opanował ją na widok kapłana ze strasznie opuchniętą twarzą, z sinymi wargami, z ostatnim już nieomal oddechem. Przecież nie straciła odwagi i rzekła do konającego księdza:

"Królowa Różańca czyni cuda dla Swego kościoła w Pompei, czy przyrzekasz - mój Ojcze - działać słowem i piórem dla Niej?".

Kapłan rozpłakał się i wyrzekł cichym, ledwie dosłyszanym głosem:

"Wykonam wszystko, cokolwiek w imieniu moim przyrzekniesz".

I - tegoż wieczora ustąpiła gorączka...

Za dni kilka - przed ołtarzem Matki Boskiej, w kościele św. Mikołaja w Neapolu, odprawiał ks. Antoni dziękczynną Mszę świętą.

Ale do Pompei się nie spieszył i o Królowej Różańca zapomniał - uspokajając się, że to przecież wszystko jedno!...

Aż - Maryja upomniała się o to... boleśnie, ale upomniała się...

Oto nagle - ksiądz Varone - dostaje gorączki, wije się z bólu i wtedy przypomina sobie obietnice, złożone Matce Boskiej Różańcowej. Przeprasza i ponawia takowe i ból ustępuje natychmiast.

W uroczystość różańcową spieszy do Pompei i tam wśród łez rzewnych głosi miłosierdzie Maryi...

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 110-111.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz