Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 14 sierpnia 2016

BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY W PANU UMIERAJĄ

Niechaj więc uczeni i ludzie niewykształceni, sprawiedliwi i grzesznicy, wielcy i mali, wielbią i pozdrawiają dniem i nocą poprzez święty Różaniec, Jezusa i Maryję.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Wśród powołanych pierwszą mobilizacją znalazł się i góral z H. Piotr D. Dobrym był synem, usłużnym dla sąsiadów i prawdziwie pobożnym. Rozstając się z nim, dała mu matka na pożegnanie różaniec, przykazując by nigdy się z nim nie rozstawał a co dzień nań modlił.

Piotr i bez tej zachęty kochał modlitwę różańcową, ale słowa matki, zalanej łzami, jeszcze większą miłość i ufność ku Królowej Różańca świętego wzbudziły w jego sercu. I opieka Najświętszej Panny Maryi była nad nim, wieleż to bojów przebył i wśród jakich trudów i znojów, a jednak ani chorym, ani rannym nie był, chociaż towarzysze broni często się zmieniali, to odchodząc, skąd się nie wraca, to idąc do szpitali. Na wielu był frontach bojowych, wreszcie znalazł się w Dolomitach na froncie włoskim. Obco mu było wśród żołnierzy, bo Polaków w jego kompanii nie było, a raczej był jeden i to kapral Szol, zecer z zawodu, ale bezbożny i drwiący ustawicznie z pobożności Piotra, który jednak wszystkie docinki jego z cierpliwością iście anielską znosił.

Razu jednego wysłano ich na posterunek na stokach góry, w dwóch barakach umieszczono się, w jednym z nich wraz z Piotrem był i kapral Szol. Nocą runęła lawina i unosić poczęła barak, ujść nie mogli, a pod naciskiem budynek trzaskał, jęczał, grożąc lada chwila zgnieceniem. Nagle barak zatrzymał się, ale nacisk lawiny coraz był silniejszym i straszniejszym. Przerażony śmiertelnie Piotr szukał pomocy w modlitwie kornej u Najświętszej Panny Różańcowej, Szol drwił i bluźnił, wściekłością uniesiony, chciał nawet wydrzeć z rąk Piotra różaniec, co mu się jednak nie udało.

Wśród grozy wlokły im się godziny, wtem dochodzą ich głosy spieszące na pomoc, towarzysze z drugiego baraku zdołali ujść niebezpieczeństwu i oto niosą im ratunek.

Szol triumfuje, pomimo że nie modlił się, lecz bluźnił, ale nie na długo, budynek wali się na niego, raniąc go śmiertelnie. Z wielkim trudem przeniesiono go na miejsce opatrunkowe, ostatnie to chwile jego już były, ratunku dlań nie było. Piotr jednak miał tę radość, że kapłan jeszcze zdążył go pojednać z Bogiem, umarł przyjmując śmierć jako sprawiedliwą karę za swe nieprawości.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 81.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz