Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 14 sierpnia 2016

CÓŻ TY WIESZ O TYM

Nie ma większego łaknienia, pragnienia, biedy, potrzeby, bólu i cierpienia nie te, które cierpią dusze czyśćcowe, dlatego też nie ma jałmużny milszej Bogu, ani większej zasługi przed Nim niż modlitwa za dusze czyśćcowe, ofiara Mszy świętej i jałmużna składana w ich intencji.
Paul O’Sullivan OP

W jednym z najbardziej wzorowych klasztorów w Paryżu żyła pewna zakonnica, z urodzenia Żydówka, odznaczająca się zarówno wielką cnotą, jak też wykształceniem i rozumem. Rodzice jej byli Żydami, ona zaś — nie wiem jakim sposobem — nawróciła się w dwudziestym roku życia i przyjęła Chrzest Święty. Matka jej, duszą i ciałem przywiązana była do swej wiary. Była to zresztą niewiasta niezwykle cnotliwa: dobra żona, dobra matka. Córkę swą bardzo kochała, ale gdy dowiedziała się o jej nawróceniu, wpadła w straszną złość i od tej chwili nie przestawała używać gróźb i podstępów, by córkę „apostatkę” (odstępczynię) nawrócić do wiary swych ojców. Córka zaś ze swej strony, nie przestawała się modlić z największą gorliwością i dokładała wszelkich starań, aby nawrócić swoją matkę.

Widząc zupełną bezskuteczność swych zabiegów i mając nadzieję, że ofiarą z siebie, prędzej niż wszelkimi modłami, uprosi u Pana Boga łaskę nawrócenia dla swej matki, postanowiła poświęcić się Panu Jezusowi w życiu zakonnym, czego z odwagą dokonała. Miała wówczas około dwudziestu pięciu lat. Nieszczęsna matka popadła w jeszcze większą zapalczywość, tak przeciw córce, jak też przeciw całej wierze katolickiej, co znów dla zakonnicy było bodźcem do podwajania swej gorliwości, aby pozyskać Bogu dusze, tak dla niej drogą. I tak upłynęło znów pięć lat. Widywała ona niekiedy swoją matkę, u której znów zaczęła powracać miłość macierzyńska, ale w jej duszy nie widać było — przynajmniej zewnętrznie — żadnego postępu ku nawróceniu. 

Pewnego dnia owa zakonnica odebrała list z zawiadomieniem, że jej matka umarła nagłą śmiercią. Zastano ją w łóżku nieżywą. Trudno opisać rozpacz, jaka ogarnęła zakonnicę na tę wiadomość. Na pół szalona z boleści i nie wiedząc, co robi, ani co mówi, rzuca się z listem w ręku na kolana do stóp Najświętszego Sakramentu. Gdy jednak, po pierwszym wybuchu płaczu, przyszła nieco do siebie i skupiła swe myśli, rzekła czy raczej zawołała do Pana Jezusa:

— Więc to tak, o Boże, wysłuchałeś błagania moje, i moje łzy, i wszystko, co od dwudziestu lat czyniłam?! — a wyliczając Mu niejako swoje wszystkie ofiary, kończy z niewymowną boleścią: — I pomyśleć, że teraz, mimo wszystko, moja matka, moja biedna matka, jest potępiona!

Zaledwie wymówiła owe słowa, gdy głos kierujący się do niej z ołtarza, odezwał się z surowym wyrzutem: 

— Cóż ty wiesz o tym... — Biedna zakonnica stanęła ze strachu jak wryta. — Wiedz o tym, — mówi dalej głos Zbawiciela — wiedz ku zawstydzeniu, a zarazem i ku pocieszeniu swemu, że z twojej przyczyny dałem twej matce w chwili śmierci tak wielką łaskę oświecenia i skruchy, że w swych ostatnich słowach rzekła: „Żałuję i umieram w wierze mojej córki”. — Twoja zbawiona matka znajduje się w czyśćcu. Nie ustawaj w modlitwie za nią.

Ks. Louis-Gaston de Ségur, Piekło. Czy istnieje? Czym jest? Co czynić, aby się do niego nie dostać?,
Wydawnictwo Arka 2008, s. 67-68.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz