Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 sierpnia 2016

DUSZA CIOTKI LEONARDY

Są [w czyśćcu] ludzie, którzy świadomie popełniali niezliczone grzechy powszednie; niektóre z nich są tak poważne, że w momencie ich popełniania grzesznik z trudem rozróżnia między [już] śmiertelnymi a [jeszcze] powszednimi. Także mogli oni byli popełnić jakieś grzechy śmiertelne, za które mało żałowali i mało albo wcale nie pokutowali. Winę im odpuszczono w sakramencie pokuty, ale kara doczesna należna za ich popełnienie będzie musiała być odcierpiana.
Paul O’Sullivan OP

W roku 1629, w Dole, w regionie Franche-Compte, pewną kobietę w średnim wieku, Hugette Roy, przykuło do łoża poważnie zagrażające jej życiu zapalenie płuc. Lekarz uznał, że niezbędne jest upuszczenie jej krwi, lecz tak niezręcznie dokonał zabiegu, że przeciął tętnicę na jej lewym ramieniu, narażając ją na szybką śmierć. 

Następnego dnia z rana kobieta ujrzała w swej komnacie młodą dziewczynę w bieli, niezwykle skromną w zachowaniu, która spytała ją, czy zgodzi się, by jej służyła i pielęgnowała. Chora, zachwycona propozycją, odrzekła, że nic nie będzie w stanie wyrazić jej wdzięczności, a nieznajoma natychmiast rozpaliła ogień, podeszła do Hugetty, ułożyła ją delikatnie na łóżku, a potem otoczyła ją opieką niczym najtroskliwsza pielęgniarka. 

I oto, cóż za niespodzianka, dotyk rąk nieznajomej był tak zbawienny i przyniósł tak wielką ulgę, że chora wkrótce wyzdrowiała. Hugette zapragnęła dowiedzieć się, kim jest uprzejma nieznajoma, więc ją przywołała, żeby ją o to zapytać, ale ta wyszła, mówiąc jedynie, że powróci wieczorem. Tymczasem zdumienie i ciekawość sięgnęły zenitu, gdy wieść o nagłym powrocie do zdrowia rozeszła się wokół i wszyscy w Dole mówili tylko o tym cudownym wydarzeniu.

Kiedy wieczorem nieznajoma wróciła, powiedziała Hugette, niczego nie próbując już ukrywać:

— Musisz wiedzieć, moja droga siostrzenico, że jestem twoją ciotką, Leonardą Hollin, która zmarła siedemnaście lat temu, pozostawiając ci w spadku niewielki majątek. Dzięki Bożej szczodrobliwości zostałam zbawiona, i to Najświętsza Maryja Panna, do której żywiłam wielkie nabożeństwo, wyjednała mi to szczęście. Bez Niej byłabym zgubiona. Gdy niespodziewanie nadeszła śmierć, byłam w stanie śmiertelnego grzechu, lecz miłosierdzie Maryi Panny wyjednało dla mnie żal doskonały i uratowało przed wiecznym potępieniem. Od tego czasu przebywam w czyśćcu, lecz Pan nasz zezwolił mi zakończyć me oczyszczenie służąc ci przez czternaście dni. Pod koniec tego czasu uwolniona zostanę od swego cierpienia, jeśli ty, ze swej strony, wyświadczysz mi przysługę, odbywając dla mnie trzy pielgrzymki do sanktuariów Maryi.

Zdumiona Hugette nie wiedziała, co myśleć o tej wypowiedzi. Nie była w stanie uwierzyć w prawdziwość tego wydarzenia i lękając się jakiejś pułapki zastawionej przez złego ducha, skonsultowała się ze swym spowiednikiem, ojcem Antonim Rolandem, jezuitą, który poradził jej, by zagroziła nieznajomej egzorcyzmami. Groźba ta nie zaniepokoiła nieznajomej, odpowiedziała spokojnie, że nie lęka się modlitw Kościoła.

— Mają one moc — dodała — tylko w stosunku do demonów i potępionych, a nie dusz wybranych, takich, jaką, dzięki Bogu, ja jestem.

Ale Hugette nie była jeszcze przekonana.

— Jakim sposobem — powiedziała dziewczynie — możesz być moją ciotką Leonardą? Ona była stara i sterana, nieprzyjemna i kapryśna, gdy ty zaś jesteś młoda, delikatna i uprzejma?
— Och, moja droga siostrzenico — odpowiedziała — moje prawdziwe ciało spoczywa w grobie, gdzie pozostanie do dnia zmartwychwstania. To, które widzisz, jest w sposób cudowny uformowane z powietrza, bym mogła z tobą rozmawiać, służyć ci i wyjednać twoje wstawiennictwo. A co do mej drażliwości, siedemnaście lat strasznego cierpienia nauczyło mnie cierpliwości i pokory. Wiedz też, że w czyśćcu naznaczone jesteśmy łaską, będącą pieczęcią wybranych, która uwalnia nas od wszelkich przywar.

Nie można było nie zaufać takim wyjaśnieniom. Hugette, zarówno zdumiona, jak i wdzięczna, z radością przyjęła tę trwającą przez czternaście dni posługę. Na własne oczy i uszy mogła zobaczyć i usłyszeć zmarłą, która przybywała na pewien czas, by potem zniknąć. 

Tak szybko, jak na to pozwoliły jej siły, odbyła pobożne pielgrzymki, o które została poproszona. Po upływie czternastu dni wizyty ustały. Leonarda po raz ostatni pojawiła się, by przynieść jej wiadomość o swym wyzwoleniu z czyśćca; skąpana była wówczas w niewypowiedzianej chwale, lśniła jak gwiazda, a jej oblicze wyrażało stan doskonałej błogości. Przy tej okazji podziękowała serdecznie swojej siostrzenicy, obiecując modlić się za nią i całą jej rodzinę, i poradziła, by zawsze pamiętała, pośród cierpień tego życia, o kresie tej egzystencji, jaką jest zbawienie duszy.

François Xavier Schouppe SJ, Czyśćciec w świetle legend i żywotów świętych, 
Gdańsk 2010, s. 44-46.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz