Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 2 sierpnia 2016

MŁODY ZAKONNIK ŚWIĘTEGO ANTONINA

Aby wiedzieć, że piekło istnieje, nie potrzeba powracających potępieńców. Słowo samego Boga jest wystarczającą nauką; to sam Bóg ukazuje człowiekowi i światu prawdę o przeznaczeniu ostatecznym.
François Xavier Schouppe SJ

Darodes, Upadek szatana,
ilustracja do Raju utraconego, ok. 1868 r.
Uczony arcybiskup Florencji, św. Antonin, opowiada w swych pismach o nie mniej straszliwym wydarzeniu, które około połowy piętnastego wieku przeraziło całe północne Włochy. 

Pewien młodzieniec z dobrego domu, który, niestety, w szesnastym czy siedemnastym roku życia zataił na spowiedzi grzech śmiertelny, a mimo to przystępował do Komunii Świętej w takim stanie, odkładając wyznanie swoich świętokradztw z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, dla nędznych ludzkich względów dalej tymczasem uczęszczał do spowiedzi i Komunii Świętej. Dręczony wyrzutami sumienia, starał sieje zagłuszyć zadawaniem sobie ciężkich pokut, tak dalece, iż uważano go za świętego. Gdy to nie pomagało, wstąpił do klasztoru. „Tam przynajmniej — mówił sobie — wyznam wszystko i szczerze odpokutuję za grzechy”. 

Tymczasem, na jego nieszczęście, przełożeni, którzy go znali z dobrej sławy, przyjęli go u siebie z takim uszanowaniem, jak nieomal świętego. Wstyd więc znowu wziął górę. Wyznanie swoich grzechów odłożył na później, podwoił pokutne umartwienia, i tak rok, dwa i trzy spędził w owym opłakanym stanie, nie mogąc się zdobyć na to, aby wyjawić straszliwe i hańbiące brzemię, które go przygniatało. 

W końcu drogę do tego zdawała mu się torować śmiertelna choroba. „Tym razem — mówił sobie — już wszystko wyznam i nim umrę, odprawię spowiedź z całego życia”. Ale miłość własna i tym razem okazała się silniejsza od żalu, i dlatego wyznanie grzechów przybrał w tak mądre słówka, iż spowiednik ani się domyślał o co mu chodziło. Łudził się tą nadzieją, że może jeszcze nazajutrz wszystko zdoła naprawić. Tymczasem jednak opanowała go gorączka, stracił przytomność i umarł nieszczęsny.

W klasztorze, w którym nikt nie zdawał sobie sprawy z całej prawdy, mówiono sobie: „Jeżeli ten nie jest w niebie, to chyba żaden z nas tam nie pójdzie” — i w przekonaniu, że to święty, przykładano do jego zwłok krzyżyki, różańce i medaliki. Ciało jego, z wielką czcią, przeniesiono do klasztornego kościoła i umieszczono je w prezbiterium, aż do następnego ranka, podczas którego miały się odbyć uroczyste egzekwie. Lecz cóż się dzieje?

Na krótko przed godziną rozpoczęcia nabożeństwa, jeden z braciszków idąc dzwonić, w pobliżu ołtarza spostrzegł nagle stojącego przed sobą nieboszczyka, opasanego łańcuchami, jakby czerwonym ogniem rozpalonymi. Cała jego postać zdawała się iskrzyć od ognia. Wystraszony braciszek padł na kolana z oczyma utkwionymi w przerażającym zjawisku. Wówczas potępieniec przemówił do niego: „Nie módlcie się za mnie, bom wtrącony do piekła na całą wieczność” — i opowiedział mu całą opłakaną historią swego fałszywego wstydu i swych świętokradztw. A potem zniknął, nasycając kościół nieznośną wonią, która rozeszła się po całym klasztorze, jakby na poświadczenie prawdziwości tego, co braciszek widział i słyszał. 

Przełożeni, dowiedziawszy się o tym, co zaszło, kazali wyrzucić trupa, nie znajdując go godnym kościelnego pogrzebu. 

Bp Louis-Gaston de Ségur, Piekło. Czy istnieje? Czym jest? Co czynić, aby się do niego nie dostać?,
Wydawnictwo Arka 2008, s. 21-22.


KRÓCEJ:

Św. Antoninus (1389-1459), arcybiskup Florencji, zostawił nam opis strasznych wydarzeń które wstrząsnęły północnymi Włochami w połowie XV wieku. 

Młody chłopak szlachetnego rodu miał to nieszczęście, że ukrył ciężki grzech przed spowiednikiem i w takim stanie przyjmował Komunię Świętą. Całymi miesiącami odkładał decyzję wyznania swych ciężkich przewinień. Nękany wyrzutami sumienia podejmował ciężkie pokuty, zamiast po prostu oczyścić swą duszę w Sakramencie Przebaczenia. Wreszcie zapukał do bramy klasztornej myśląc, że w tym miejscu odpokutuje za grzechy. Niestety, przełożeni zakonni przyjęli go jako świątobliwego kandydata, a jego własna duma nie pozwoliła mu na wyznanie prawdy. 

Przez całe lata odkładał on spowiedź, aż złożyła go choroba i powiedział on sobie: „Teraz nareszcie wyznam wszystko na spowiedzi generalnej i tak przygotuję się na śmierć”. Niestety, na spowiedzi zaczął tak gmatwać swe wyznania, że biedny kapłan nie mógł go w ogóle zrozumieć i postanowił przyjść do chorego ponownie następnego dnia. Tejże nocy, atak choroby zabrał nieszczęsnego zakonnika z tego świata.

Rodzina zakonna nieświadoma tragedii jego duszy, uważała zmarłego za przykład pobożności i złożyła ciało w kaplicy przygotowując godny pogrzeb. 

Następnego ranka, brat przygotowujący obrzędy ujrzał nagle płonącą postać zmarłego związaną ciężkimi łańcuchami. Padł przerażony na kolana i usłyszał głos: „Nie módlcie się za mnie; jestem potępiony na wieki”. Po czym opowiedział historię swych grzechów świętokradztwa i pychy. Postać znikła, ale cały klasztor wypełniony był potwornym smrodem, jakby na dowód tej strasznej prawdy. 

Przełożeni zadecydowali usunąć ciało zmarłego jako niegodne pogrzebu kościelnego.

François Xavier Schouppe SJ, Piekło. Dogmat o piekle na przykładach faktów z życia świętych 
i historii Kościoła, EXTER, Gdańsk 2003, s. 48-49.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz