Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

NAWRÓCENIE ALFONSA RATISBONNE’A. MATKA BOŻA OBJAWIAJĄCA PRAWDĘ - Rzym 1842

Maryja stała się Obrończynią naszą, która przed Bogiem najskuteczniej załatwia sprawę zbawienia naszego.
Św. Bernard

Przedstawienie spotkania między Maryją
a Alfonsem Ratisbonne
To być może najbardziej dramatyczne nawrócenie od czasów św. Pawła, którego Jezus powalił na drodze do Damaszku. 20 stycznia 1842 r. bogaty bankier, Alfons Ratisbonne, Żyd, który z pogardą odnosił się do wiary katolickiej, nawrócił się w rzymskim kościele św. Andrzeja, gdzie ukazała mu się Matka Boża. Nawrócenie było tak wielką sensacją dla współczesnych, że na jego chrzest przybyły setki zupełnie obcych mu ludzi. Papież Grzegorz XVI ogłosił, że nawrócenie Ratisbonne’a było prawdziwym cudem.

Kim był Alfons Ratisbonne? Młodym, dwudziestosiedmioletnim Izraelitą z bogatej wpływowej rodziny Żydów alzackich. Był on wrogiem wszelkiej religii, szczególnie katolicyzmu. Jeszcze na kilka chwil przed ukazaniem się Matki Bożej wypowiadał bluźnierstwa. Sam mówił o sobie: „Żywiłem w sercu nienawiść do księży, świątyń, klasztorów, przede wszystkim zaś do jezuitów. Samo ich wspomnienie doprowadzało mnie do szalu”.

Jego nienawiść do Kościoła miała swoje uzasadnienie. Piętnaście lat wcześniej Kościół zabrał mu ukochanego brata, Teodora, który przeszedł na katolicyzm, co więcej - w grudniu 1830 roku przyjął święcenia kapłańskie i niebawem stał się jednym z najbliższych współpracowników ks. Desgenettes’a w kościele Matki Bożej Zwycięskiej. Nie trzeba tłumaczyć, że rodzina zerwała z Teodorem wszelkie kontakty. Alfons tracił brata...

Ale miał go jeszcze odnaleźć i nigdy go już me utracić. Miał go spotkać dzięki pewnej Żydówce, która wprowadziła chrześcijaństwo dzieje narodu izraelskiego. Spotkał Ją w katolickiej świątyni w Rzymie, a Ona objawiła mu prawdę.

To Maryja z Nazaretu. To Niepokalana Matka Chrystusa.

Narzędziem, które umożliwiło to spotkanie, stał się przypadek (może jednak nie przypadek, bo Jan Paweł II zapewnia, że „w chrześcijaństwie nie ma przypadków”), nowo nawrócony przyjaciel oraz... Cudowny Medalik.

***

Jest rok 1841. Alfons Ratisbonne wybiera się w podróż po świecie. Ma pieniądze, dysponuje wolnym czasem, chce poznać inne kraje. To jego ostatnia „kawalerska podróż” - Alfons po powrocie do rodzinnego Strasburga zamierza poślubić umiłowaną Florę.

Trasa jego wędrówek zaczyna się od Marsylii i Neapolu. Potem Ratisbonne zamierza udać się do Palermo i na Maltę, a następnie wyruszyć do Jerozolimy i Istambułu. Jednak w Neapolu zmienia nieoczekiwanie plany i udaje się do Rzymu.

To pierwszy element misternego planu, jaki od dawna rysował się w zamysłach Opatrzności Bożej (niech nie burzą się teolodzy, gdy nazwiemy ją „tkliwą miłością macierzyńską Maryi”). Jakiś wewnętrzny impuls każe podróżnikowi zboczyć ze szlaku. Być może była to łaska, ale tak ukryta i niewidoczna, że ludzie uparcie będą ją zawsze nazywać „przypadkiem”. To również nasza cecha: niemal wszystko, co dzieje się w naszym życiu uważamy za „przypadkowe”. Nie dziwi ta nasza postawa, skoro by nabyć zdolność dostrzegania działania Boga w szarości naszego życia, trzeba wspiąć się na wysokie szczyty zjednoczenia z Bogiem: stać bliżej Niego niż świata, przejąć myślenie Boga, a nie zamysły ludzi.

W każdym razie nasz bogaty Izraelita kieruje się w stronę Świętego Miasta. Nie znamy powodów tej brzemiennej w skutki decyzji. Wiemy tylko jedno: gdyby Ratisbonne udał się z Neapolu do Palermo, najprawdopodobniej nie wydarzyłby się cud, który wywrócił jego życie do góry nogami - zabrał wiele, ale w zamian obdarzył go szczęściem udzielonym mu „miarą natrzęsioną i opływającą” (por. Łk 6,38).

Do stolicy papieży Ratisbonne przybywa 6 stycznia 1842 roku. Tam odwiedza swego przyjaciela, barona Teodora de Bussières’a, dawniej protestanta, teraz świeżo nawróconego katolika. To spotkanie już go przybliżyło do Maryi na wyciągnięcie ręki. Alfons jeszcze o tym nie wie; jest tak blisko Matki Najświętszej, a wydaje mu się, że wciąż zachowuje do Niej chłodny dystans. Nie wie, że labirynt jego dróg za chwilę wprowadzi go w samo centrum Życia! Baron to przeczuwa. Zmysł wiary, szczególnie wyostrzony u neofity, pozwala mu dostrzec plany Boże względem swego młodego rozmówcy.

Tak, Bussières’a cechowała gorliwość neofity. Był przekonany, że Ratisbonne, „ten szlachetny i szczery człowiek, zostanie kiedyś katolikiem, nawet jeśli do tego będzie potrzebny anioł z nieba, aby go oświecić”. W swym zapale postanowił otworzyć serce przyjaciela na Bożą łaskę. W jaki sposób? Ponieważ był wielkim czcicielem Matki Najświętszej, maryjną drogę uznał za najpewniejszą. Wręczył mu Medalik Niepokalanego Poczęcia, objawiony Katarzynie Labouré, mówiąc: „Obiecaj mi, że będziesz nosić ten medalik, na którym jest wizerunek Najświętszej Panienki, medalik, mój drogi, Cudowny Medalik. To jeszcze nie wszystko. Co jeszcze? Oto, drogi panie, modlitwa, którą proszę sobie przepisać i odmawiać raz dziennie. Oddaj mi ją jutro, bo to mój jedyny egzemplarz.”

Było to Memorare św. Bernarda: „Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Ta ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad Pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik staję. O Matko słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen”.

Może nas to dziwić, ale Ratisbonne obiecał uczynić wszystko, o co prosił go przyjaciel. Nazajutrz, kiedy oddawał mu kartkę z napisaną na niej modlitwą i chciał się pożegnać, usłyszał z ust przyjaciela zdecydowane „nie”.

- Jak to nie? Muszę wrócić na statek.
- Nic odjedziesz. W poniedziałek jest uroczysta liturgia pontyfikalna w Bazylice. Możesz zobaczyć papieża.
- Co za znaczenie ma dla mnie papież! Wyjeżdżam.
- Zostajesz. Nie czas wyjaśniać dziś dlaczego.

I zaczął zachwalać piękno ceremonii, urok muzyki. Ratisbonne, wbrew sobie i swoim planom, pozostał w Rzymie.

W przeddzień jego nawrócenia, 19 stycznia, dwaj przyjaciele przechodzili obok Świętych Schodów. Baron zdjął kapelusz i wskazując na Schody, powiedział: "Witajcie, Scala Santa, oto człowiek, który pewnego dnia wejdzie po was na kolanach!".

Ratisbonne wybuchnął szyderczym śmiechem. Ale następnego dnia wszystko miało się zmienić. Proroctwo barona okazało się prawdziwe.

Kiedy nazajutrz Ratisbonne i Bussières weszli do kościoła Sant’Andrea delle Frate, a baron udał się do zakrystii, by załatwiać sprawy związane z mającym się odbyć nazajutrz pogrzebem swego przyjaciela, księcia de La Forronays (który, o czym warto wspomnieć, modlił się przed śmiercią o nawrócenie „Żyda, znajomego de Bussières’a”), Alfons czekał na swego towarzysza w pustym kościele. Nagle ujrzał, że świątynia wcale nie jest pusta... Zobaczył Niewiastę jaśniejącą dziwnym światłem, podobną do wizerunku z Cudownego Medalika, który miał na szyi.

Oddajmy glos samemu Ratisbonne:

«Nagle poczułem jakiś niepokój. Ujrzałem przed sobą jakby zasłonę. Kościół wydawał mi się całkiem ciemny, oprócz jednej kaplicy, jakby cale światło z kościoła właśnie tam się skupiło... Nie mogłem pojąć, w jaki sposób, upadłszy na kolana w innej części nawy i mimo przygotowań do pogrzebu, które zamykały dostęp do owej kaplicy, znalazłem się [na stojąco] w pobliżu balustrady... Wzniosłem oczy ku kaplicy rozsiewającej tyle światła i ujrzałem... stojącą w ołtarzu żywą, dużą, majestatyczną, przepiękną i miłosierną Najświętszą Maryję Pannę, podobną do wizerunku z Cudownego Medalika Niepokalanej... Kilkakrotnie próbowałem wznieść oczy ku Najświętszej Maryi Pannie, ale Jej majestat i szacunek kazały mi je opuścić, chociaż nie przeszkodziło mi to doświadczyć oczywistości widzenia. Utkwiłem oczy w Jej dłoniach i ujrzałem w nich przebaczenie i miłosierdzie... Dała mi znak ręką, abym uklęknął. Nieodparta siła popchnęła mnie ku Niej. Wydawało mi się, że mówi: „Tak dobrze”. W obecności Najświętszej Maryi Panny, chociaż nie wyrzekła ani słowa, zrozumiałem ohydę stanu, w jakim tkwiłem, brzydotę grzechu, piękno religii katolickiej: jednym słowem zrozumiałem wszystko... Nie mogłem sam sobie uświadomić wszystkich prawd, w które uwierzyłem i które poznałem. Wszystko, co mogę powiedzieć, to tyle, że w momencie Jej gestu zasłona spadła z moich oczu, nie jedna zasłona, ale całe mnóstwo zasłon, które mi zakrywały oczy, spadało szybko jedna po drugiej, niczym śnieg, błoto i lód, które wysychają pod wpływem słońca... Widziałem w głębi przepaści całą ostateczną nędzę, z której zostałem wydobyty przez nieskończone miłosierdzie... Ona nic mi nie powiedziała, a ja zrozumiałem wszystko.»

Ratisbonne nie umiał potem wyrazić słowami Jej piękna ani siły z Niej płynącej. Maryja uczyniła gest ręką, który dla Alfonsa był jednoznaczny: „Nie opieraj się dłużej”. Jeszcze przed chwilą niewierzący człowiek padł na kolana. Kolejny gest dłoni zdawał się mówić: „Tak dobrze”. Maryja przebaczała mu i przyjmowała jako swoje dziecko.

Ratisbonne rozpłakał się.

Kiedy baron Bussières wyszedł z zakrystii, ujrzał przyjaciela leżącego krzyżem na posadzce. Ratisbonne krzyknął: „Wszystko zrozumiałem!”. Ściskał w rękach Medalik i wołał: „Widziałem Ją!”. Błagał, by baron zaprowadził go do jezuitów, którzy pouczyliby go o prawdziwej wierze. „Chciał natychmiast przyjąć chrzest, bo nie mógł bez niego żyć” - opowiada baron Teodor de Bussières.

Dnia 31 stycznia 1842 roku w kościele Il Gesú Ratisbonne otrzymuje chrzest i przybiera imię Maria. Czy mogło być inaczej, skoro to Maryi zawdzięczał łaskę nawrócenia? W homilii słyszy słowa kaznodziei: „Nie miłowałeś prawdy, ale prawda cię umiłowała... Sama Maryja przyjmuje cię i chroni”.

Ceremonii chrztu, której przyglądały się tłumy, przewodniczył sam wikariusz Rzymu, kardynał Constantino Patrozi. Cztery dni później Alfons Ratisbonne zostaje przyjęty na prywatnej audiencji przez papieża Grzegorza XVI. Zdumiewająco szybko, bo już 3 czerwca 1842 r. dekret papieski uznaje cud, który doprowadził do nawrócenia Alfonsa, za prawdziwe działanie Boże „za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny”. Dekret „ogłasza ostatecznie udowodniony, prawdziwy i niezwykły cud dokonany przez Wszechmocnego i Najwyższego za wstawiennictwem Błogosławionej Maryi Panny, to jest natychmiastowe i całkowite nawrócenie Alfonsa Marii Ratisbonne’a”. Czytamy jeszcze, że „skoro godne pochwały jest rozgłaszanie i wysławianie dzieł Bożych (Tb 12,7), to dla większej chwały Bożej oraz rozwoju kultu Najświętszej Maryi Panny zezwala się i zaleca, aby relacja o tym niezwykłym cudzie była drukowana i publikowana oraz cieszyła się poważaniem”.

Dodajmy na marginesie, że katolicy francuscy mieszkający w Rzymie nie czekali na zezwolenie Kościoła. Wszędzie rozpowszechniali wieść o tym objawieniu i świętowali to wydarzenie. To przejaw „furia franscese”, o którym powie niebawem Matka Najświętsza w objawieniu w Pellevoisin.

W ciągu paru miesięcy w życiu Alfonsa zmienia się wszystko. Jest zmuszony do zerwania z rodziną i narzeczoną („Teraz wszystko się zmieniło. Dawny Alfons zniknął. Nie mogę pójść za dzisiejszym Alfonsem” - pisze do niego Flora), odnajduje za to swego brata, Teodora. „Trwaliśmy na klęczkach na tym samym klęczniku przez ponad pół godziny, nie mogąc wymówić ani słowa, szlochając ze szczęścia i wdzięczności” - opisywał to spotkanie Teodor Ratisbonne.

Wkrótce miało dojść do jeszcze innego spotkania.

Pewnego dnia do kaplicy przy Rue du Bac wszedł niepozorny pielgrzym. Podobno za pośrednictwem ks. Aladela miał spotkać się tam z zakonnicą, która dostąpiła łaski oglądania Najświętszej Maryi Panny pod tą samą postacią, jak ta, którą widział w rzymskim kościele. Matka Boża była ta sama, ale przesłania skierowane do Katarzyny i do Alfonsa były różne. Ratisbonne otrzymał orędzie wzywające niewierzących do przyjęcia wiary w Jezusa Chrystusa, Jej Boskiego Syna. Tak też rozumiał swoją misję. W 1848 roku przyjął święcenia kapłańskie. Potem wstąpił do założonego przez swego brata Zgromadzenia Arki Bożej z Syjonu, które stawiało sobie za cel nawracanie Żydów na wiarę katolicką.

Swym cudem spotkania z Maryją będzie żył 42 lata. Zakończy życie w Ziemi Świętej, w domu Matki Bożej z Syjonu w Ain Karen w 1884 roku.

„Całą swoją wolność oddaję Bogu. Całe życie mu poświęcam, by pracować w służbie Kościołowi... pod opieką Maryi” - ogłosił Ratisbonne i słowom swym pozostał wierny do końca.

Wincenty Łaszewski, Świat maryjnych objawień. Duchowy przewodnik po objawieniach Matki Bożej, Tom I, wydanie nowe, 
Wyd. FONS OMNIS, Góra Kalwaria 2007, s. 47-51.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz