Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 sierpnia 2016

NIESZCZĘŚLIWA - A JEDNAK... SZCZĘŚLIWA...

Jako pełna chwały Matka Chrystusa, naszego Zbawcy i Boga, Dawcy życia i nieśmiertelności, Maryja została przywrócona życiu i trwa w wiekuistej nieśmiertelności ciała razem z Tym, który Ją wywiódł z grobu i wziął do nieba w sposób Jemu tylko wiadomy.
Anonimowy pisarz starożytny

Dolorosa, Murillo, 1665
Nazywano ją Natina. Jest to imię włoskie zdrobniałe od Fortunatina, co znaczy po polsku szczęśliwa. I była młodą, piękną i dobrą, otoczoną troskliwością swej rodziny - rosła na jej pociechę. Aż przyszedł dziewiętnasty rok jej życia i wicher wionął gwałtowny i zdawało się, że złamał na zawsze ten kwiat szczęścia, jakim była w rodzinie państwa Agrelli, ukochana córka Natina.

Przyczyną jej cierpień była śmierć ukochanej przyjaciółki. Z chwilowego jak sądzono omdlenia, przyszły długie, bo kilkanaście godzin trwające konwulsje, uczucia straszne, jakby ktoś dłoń żelazną kładł na gardło i w stanie tym zupełna utrata mowy. Lekarze - a wśród nich powagi naukowe, jak profesor Wincenty Belmonti - byli bezradni.

Modliła się więc gorąco - modliła się przede wszystkim - do Tej, którą nazwano: "uzdrowieniem chorych", ale jak wyznawała sama, modlitwy te przynosiły ulgę, ale cierpień zupełnie nie usuwały.

Dnia jednego dostała medalik Matki Boskiej Różańcowej w Pompei, obrazek Jej i książeczkę z nowenną do Królowej Różańca świętego, w ciężkim strapieniu. Dziwna otucha wstąpiła w cierpiącą dziewczynę, „napiszę - rzekła - prośbę do Matki Boskiej”, lecz niestety drżąca jej ręka ani literki skreślić nie mogła. Podyktowała więc ją swej młodszej siostrze, Concettini, która cierpiącej nie opuszczała nigdy i jak anioł opiekuńczy czuwała przy niej. Prośba ta brzmiała: 

"Ciężko chora udaje się z prośbą o pomoc do Najświętszej Panny Różańcowej w Pompei, prosząc, by ją wyleczyła. Jeżeli zostanie wysłuchaną, przyjdzie boso podziękować za otrzymaną łaskę". 

Prośbę tę złożono na ołtarzu cudownej Maryi, a równocześnie, chora wraz z rodziną zaczęła odmawiać nowennę do Królowej Różańca świętego.

Ale też i Niepokalana zaczęła próbować i pocieszać dziecię swoje. Próbować, bo stan chorej nie poprawiał się, ale zdawał się z dniem każdym pogarszać! Lecz z pociechą niewidzialną dla otoczenia ale widzialną dla biednej Natiny przychodziła Maryja, gdyż patrząc na nią modlącą się, odnosiło się wrażenie, że ona widzi przed sobą jakąś istotę zaziemską i mówi z Nią. Wrażenie to było tak wyraźnym, że czuwająca przy niej siostrzyczka, przywołała do chorej rodzinę, mówiąc: "Chodźcie i słuchajcie, Natina rozmawia z Najświętszą Panną!" 

I to była ta pociecha, jakiej użyczała cierpiącemu dziecięciu Pocieszycielka strapionych - doświadczając je i dźwigając zarazem. Nie jeden, ale pięć razy stawała przed Natiną - Królowa Różańca - a jakie to były rozmowy - to niech nam opowie ona sama...

Pierwsze objawienie, które dokonało się w dniu 3 marca 1884 roku tak opisuje Natina:

«Najświętsza Panna tuliła Boskie Dziecię, a w ręku trzymała tajemnic pełen różaniec. Siedziała na tronie, który otaczali aniołowie. Maryja i Boskie Jej Dziecię - byli odziani w białe, złotem tkane szaty - mieli korony na głowach, zdobne w drogie kamienie. Najświętszej Pannie towarzyszyli zakonnik i zakonnica, w dominikańskich habitach (św. Dominik i św. Katarzyna z Sieny). Piękność Maryi zachwyciła mię. Patrzyła na mnie czułym, matczynym wzrokiem, tak, że wejrzenie to obudziło we mnie ufność niezwykłą i poczęłam natychmiast błagać:

— Królowo Różańca świętego, udziel mi tę łaskę, ach! tak udziel mi jej. Udałam się już do Ciebie z prośbą, odmówiłam nowennę, ale wciąż cierpię strasznie! O Maryjo, dotąd nie wyświadczyłaś mi żadnej łaski - chcę być zdrową!

A najmiłościwsza Królowa Miłosierdzia odrzekła:

— Modliłaś się do mnie pod różnymi wezwaniami i zawsze otrzymywałaś pociechę, teraz gdy mnie wzywasz pod imieniem Królowej Różańca świętego w Pompei, które mi jest droższym nad wszystkie inne, nie mogę ci odmówić tej łaski, o jaką prosisz. Odpraw trzy nowenny, oddawaj mi cześć, a odbierzesz wszystko.

Potem zapytała mię z czułością macierzyńską:

— Dlaczego zdjęłaś ze siebie mój medalik?

Na te słowa Natina zrobiła rzeczywiście, jak widzieli otaczający, gest - jakby szukała zawieszonego na piersiach medalika, więc odrzekła z żalem:

— Wzięto mi go, ale przyrzekam Ci, że zawsze nosić go będę, a obraz Twój będzie wisiał w głowach mojego łóżka. A jeśli wyzdrowieję to pójdę do świątyni Twej, o Królowo Różańca świętego, boso, a teraz pozwól, o Matko, abym ucałowała kraj Twej szaty.

Ale tego ostatniego mego życzenia - pisze Natina - nie spełniła Maryja...»

* * *

Takim było pierwsze objawienie się Królowej Różańca świętego Natinie. Wnet miało nastąpić drugie.

«Z wiarą w duszy - opowiada ona sama, z taką wiarą, która jest pewną, że prośby jej będą przyjęte, zwróciłam się do Królowej Różańca świętego i ku Jej czci zaczęłam odprawiać nowennę.

Było to dnia 15 marca 1884 roku gdy Najświętsza Panna, objawiła się mnie ponownie. Skoro Ją ujrzałam, zawołałam kilkakrotnie: 

— Okaż mi się Matką!

A potem nabrawszy niezwykłej odwagi poczęłam błagać:

— O Maryjo, oznajmij mi dzień, w którym się skończą moje cierpienia. Nie mam już sił do dalszego opierania się bólom, ale Tobie, Wspomożycielko wiernych, nie jest nic niepodobnym - Lekarko chrześcijańska ulecz mię.

I rozradowało się oblicze Niepokalanej i uśmiech zstąpił na usta Jej! Przyrzekła dziewczęciu, że cierpienia jej skończą się, ale kazała jeszcze czekać długo, bo do października - do uroczystości Różańca. Zrobiła błogosławiący znak krzyża nad chorą i odeszła...»

Ale widocznie wiara Natiny była silną, więc kazała jej wołać - nie tylko o kres cierpieniom, ale o ich skrócenie!

Otaczający Fortunatinę, wijącą się w kurczowym ataku, widzieli, jak nagle uspokoiła się, twarz jej nabrała rumieńca; i ona, która w chwilach takich, jak wspomnieliśmy wyżej, nie mogła słowa wypowiedzieć, teraz rozmawiała, znów z istotą niewidzialną - głośno i wyraźnie.

Było to trzecie nawiedzenie Maryi w dniu 26 marca 1884 roku. Natina opowiada, że widząc zbliżającą się Królowę niebios - tak się do Niej modliła:

— Pozdrawiam Cię, o Maryjo, Królowo łaski, błogosławionaś Ty między niewiastami. Jako anioł zwiastował Ci, żeś się stała Matką Boską, tak i Ty zwiastujesz mi koniec cierpień. Nie mogę czekać aż do uroczystości Twego Różańca. Ty która wszystko możesz, skrócisz czas moich cierpień!

A błogosławiona między dziewicami rzekła z nieskończoną łaskawością:

— Uważaj dobrze. Jeszcze raz pogorszy ci się bardzo, tak bardzo, że wyzdrowienie twoje będą uważać za niemożliwe, ale ty miej silną nadzieję, że ja cię uleczę - w dniu mojego wniebowzięcia będziesz zupełnie zdrową.
— W Tobie, o Pani — rzekła Natina — zaufałam, więc nie zawiodę się na wieki. Wierzę w słowa Twoje i choćbym u łoża mojego ujrzała kapłana udzielającego mi ostatnich sakramentów nie zachwieję się w wierze mojej, bo wiem, że Matka Wszechmocnego spełni przyrzeczenie swoje.

I była jeszcze chwila, że cierpienie zdawało się wysilać w męce nad biedną ofiarą, była chwila, że zdawało się, że ofiary już innej nie ma tylko ją jedną, była chwila, że rodzina modliła się, niech to się już skończy - ale Natina powtarzała stanowczo: "Najświętsza przepowiedziała mi, że się pogorszy i wszystko się sprawdziło, tak samo musi się sprawdzić, że odzyskam zdrowie".

***

Jakby w nagrodę za taką nadzieję niezłamaną objawiła się Maryja, wiernemu dziecku - w dniu 1 kwietnia 1884 po raz czwarty. Zapowiedziała cierpiącej, że w dniu, w którym Kościół święcić będzie pamiątkę Jej boleści pod krzyżem, ustaną długie konwulsje i powróci pokój do jej rodziny. Lecz terminu zupełnego uleczenia nie zmieniała Matka Miłosierdzia, powtarzając, że w uroczystość dopiero Wniebowzięcia ustaną wszelkie cierpienia. 

I nadszedł dzień Bolesnej Maryi i na ustach tych, którym drogą była ta młoda męczennica, drgało pytanie: „Czy spełni się obietnica Matki Boskiej? W sercach odbywała się teraz walka nadziei z obawą, zwłaszcza w miarę jak zbliżała się godzina pierwsza po południu, straszna godzina męki dziewczęcia! I jest cisza, taka cisza jakby dusze zrywały się do odlotu w świat inny! A wskazówka zegara posuwa się naprzód, minuty płyną wiekami - ale płyną - zegar wskazuje drugą godzinę. A Natina płacze i śmieje się równocześnie i mówi: "Zacznijmy odmawiać nowennę na podziękowanie Królowej Różańca świętego w Pompei!...".

* * *

I po raz piąty zeszła Maryja (dnia 19 kwietnia 1884 roku) do swej czcicielki, zapowiadając, że nie potrzeba czekać do uroczystości Wniebowzięcia. I mówiła jej:

— Ponieważ znosiłaś cierpienia swoje z poddaniem się na wolę Bożą, więc z końcem kwietnia ustaną zupełnie cierpienia Twoje i od tej chwili będziesz chodzić.

A potem dała słodkie obietnice nie tylko Natinie, ale wszystkim, których ciężkie spotka nieszczęście w życiu, w tych słowach:

— Ktokolwiek z was pragnie odebrać łaskę, niech odprawi trzy nowenny (Pompejańską), a po odebraniu łaski, niech zmówi znowu trzy nowenny na podziękowanie i niech odmawia piętnaście tajemnic Różańca.

Tak to w życiu tej dziewczyny sprawdziło się słowo; nieszczęśliwa, a jednak szczęśliwa! Nieszczęśliwa według rachub ludzkich - szczęśliwa według planów Bożych i Tej bezustannej Pocieszycielki strapionych, jaką po wszystkie wieki aż do dni naszych jest Królowa Różańca świętego...

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 116-120.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz