Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 9 sierpnia 2016

PRZEBŁYSK OKROPNOŚCI PIEKŁA W WIZJI ŚWIĘTEJ TERESY OD JEZUSA

I staną się potem wstrętną padliną i wiecznym pośmiewiskiem wśród zmarłych. Strąci ich bowiem na głowę — oniemiałych, i wstrząśnie nimi od posad, i zostaną do szczętu zniszczeni, i będą w udręczeniu, a pamięć o nich zaginie. Z bojaźnią przyjdą zdać sprawę z win swoich, a w twarz im rzucą oskarżenie ich własne nieprawości.
Księga Mądrości 4,19-20



«Pewnego dnia — mówi święta Teresa — gdy się modliłam, zostałam, nie wiem jakim sposobem, przeniesiona z moją duszą i ciałem do piekła. Natychmiast zrozumiałam, że Pan Bóg chciał mi pokazać miejsce, które zgotowali dla mnie szatani, i na które zasłużyłabym grzesząc, gdybym nie zmieniła sposobu życia. Trwało to tylko chwilę, ale choćbym wiele lat jeszcze miała żyć, nie potrafiłabym tego zapomnieć. 

Wejście do tej męczarni zdawało mi się podobne do pieca — bardzo niskiego, ciemnego, ciasnego. Dno stanowiła obrzydliwa kałuża, nieznośnie śmierdząca, którą wypełniały jadowite gady. Na końcu widać było mur, a w wydrążonym w nim otworze ujrzałam samą siebie. Żadne słowa nie są w stanie dać wyobrażenia o tym, co tam wycierpiałam. Tego po prostu nie da się pojąć. Czułam w mojej duszy jakiś ogień, trudny do opisania, a jednocześnie ciało moje wiło się w okropnych boleściach. 

W moim życiu znosiłam już wiele różnych cierpień, według opinii lekarzy — najcięższych, jakie są możliwe — (nerwy kurczyły mi się w sposób przeraźliwy, kiedy traciłam władzę we wszystkich członkach), lecz wszystko to było niczym w porównaniu z boleściami, jakie tam przeżywałam. A tym, co dopełniało ich miary, była pewność, że będą trwać bez końca i bez żadnej ulgi. Lecz te męczarnie ciała są jeszcze niczym w porównaniu z konaniem duszy. Była to trwoga, udręczenie i ściśnienie serca tak dotkliwe, a zarazem smutek tak rozpaczliwy i straszny, że na próżno siliłabym się to opisać. Będzie to mało, jeśli powiem, że tam w każdej chwili cierpi się trwogę śmiertelną. Nigdy nie znajdę właściwych słów, by wyobrazić ten ogień wewnętrzny i tę rozpacz. Wszelka nadzieja pociechy znika w tym straszliwym miejscu, a oddycha się wonią jakby morowego powietrza. 

Takie były moje męczarnie w tym ciasnym kąciku, wydrążonym w ścianie, gdzie mnie zamknięto. I same mury tego ciemnego lochu, na które aż strach było patrzeć, gniotły mnie swym ciężarem. Wszystko cię tam dusi. Ani promyka światła, tylko ciemność najczarniejszej nocy. A jednak — o straszna tajemnico! — choć nie migocze najmniejsze światełko, widać wszystko, co może być najwstrętniejsze dla oczu.

Nie spodobało się Panu dać mi wówczas jeszcze dokładniejszego rozpoznania piekła. Później ukazał mi jednak kary jeszcze straszliwsze, przeznaczone dla pewnych wykroczeń. Ale, że sama nie cierpiałam tych kar, więc moje przerażenie nie było tak wielkie. W pierwszym widzeniu Boski Nauczyciel pozwolił mi odczuć nie tylko wewnętrzne udręczenie, ale i zewnętrzne męczarnie. Miałam wrażenie jakby moje ciało rzeczywiście je wycierpiało. Nie wiem w jaki sposób się to stało, ale zrozumiałam, iż było to dla mnie wielką łaską i że mój Boski Zbawiciel chciał mi dać ujrzeć na własne oczy, od jakich kar Jego Miłosierdzie mnie wybawiło. Wszystko bowiem, co można słyszeć o piekle, wszystko, co opowiadają nam księgi o rozmaitych karach i męczarniach, które szatani zadają potępieńcom, wszystko to jest niczym w porównaniu z rzeczywistością. Jest między nimi taka różnica, jak między martwym wizerunkiem a osobą żyjącą. Palić się na tym świecie jest rzeczą bardzo miłą w porównaniu z tym ogniem, w którym ma się gorzeć na tamtym świecie. 

Od owego widzenia upłynęło już blisko sześć lat — mówi święta Teresa — a jeszcze, gdy to piszę, taki przestrach mnie przejmuje, że krew w żyłach się ścina. Wśród doświadczeń i boleści wystarczy mi tylko przywołać sobie to wspomnienie i zaraz wszystko, co na tym świecie można cierpieć, wydaje mi się jakby niczym. Dochodzę nawet do przekonania, że skarżymy się zupełnie bez powodu. 

Od owego dnia wszystko zdaje mi się łatwe do zniesienia, w porównaniu z jedną chwilą spędzoną na tych mękach, które wtedy wycierpiałam. Nie mogę się wprost nadziwić, że naczytawszy się tyle książek, rozprawiających o mękach piekielnych, tak niedostateczne miałam o nich wyobrażenie, że nie bałam się ich tak, jak powinnam się była bać. 

O czymże myślałam, mój Boże, i jak mogłam zażywać jakiegokolwiek spokoju, wiodąc życie, które prowadziło mnie do tak strasznej otchłani? O mój Boski Mistrzu, bądź za to na wieki błogosławiony! Tyś mi pokazał w najjaśniejszy sposób, iż nieskończenie więcej umiłowałeś mnie, aniżeli ja sama siebie umiłowałam! Ileż razy wybawiłeś mnie z tego czarnego lochu, a ileż razy wracałam znów do niego wbrew Twojej woli! 

Widzenie to wzbudziło we mnie niewymowną boleść na myśl o duszach idących na zatracenie. Napełniło mnie także najgorętszym pragnieniem pracowania nad ich zbawieniem. Czuję, że byłabym zdolna tysiąc razy poświęcić swe życie, żeby ocalić choćby jedną duszę od tych straszliwych męczarni.» 

Ks. Louis-Gaston de Ségur, Piekło. Czy istnieje? Czym jest? Co czynić, aby się do niego nie dostać?,
Wydawnictwo Arka 2008, s. 48-50.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz