Łączna liczba wyświetleń

sobota, 13 sierpnia 2016

RÓŻANIEC MAJORA

Maryja jest Świątynią i miejscem odpoczynku Trójcy Świętej, gdzie Bóg króluje w sposób wspanialszy i cudowniejszy niż gdziekolwiek indziej, nie wyłączając nawet Jego stolicy jaśniejącej wśród Cherubinów i Serafinów. Bez szczególniejszego przywileju żadne stworzenie, choćby najczystsze, nie ma wstępu do tej Świątyni.
św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

Było to w roku 1854 w przededniu bitwy nad Almą.

Johann Burgauner, Niepokalane Serce Maryi
(1849)
Wrzała jeszcze wojna krymska, Francuzi, Anglicy, Turcy i Moskale ścierali się nawzajem, teraz na chwilę tylko odpoczywano w obozie francuskim. Na tapczanie siedział zamyślony oficer, odznaki wskazywały na majora, i trzymał w ręku różaniec. Łza zabłysła mu w oczach, kto wie, co jutro będzie, pomyślał i dalej odmawiał koronkę.

Dziwna rzecz, już dawno, bo w roku 1826, otrzymał ją, jako chłopak sześcioletni od umierającej matki, a była to cała jego spuścizna po rodzicach, bo i ojca dawno już stracił. Był wtenczas jednak tak bogaty, tak mało było mu do życia potrzeba, bo wciąż w uszach brzmiały mu słowa, wyrzeczone gasnącym już głosem matki: 

"Synu, weź od matki jako ostatnią pamiątkę ten różaniec, on ci niebiosa otworzy, jeśli mu zostaniesz wiernym. Tam się spotkamy. Przyrzeknij mi tylko, że go co dzień odmawiać będziesz!"

I on przyrzekł.

Mój Boże, ile to już lat minęło!

Z młodzieńca wyrósł mąż... gdzie nie był, pod jakim niebem nie walczył! W Afryce zdobył krzyż legii honorowej, a teraz tu w Krymie, dowodzi batalionem.

Ale dlaczego właśnie dziś wieczór mu to wszystko staje na pamięci? A prawda. Dziś jeszcze nie odmówił różańca. Znalazł go wkrótce i zwyciężając sen, co mu kleił powieki, przesuwał powoli i powoli paciorki matczyne. To przecież miał być klucz dla niego do nieba. Tak, ale aby tam wejść, trzeba mieć czyste sumienie. Major zamyślił się.

Stanęła mu znowu matka przed oczyma i znowu cała młodość, niejedno wspomnienie zbudziło się w sercu. I on, co wśród gradu kul stać potrafił, jak mąż nieustraszony, zapłakał.

Dziwna rzecz, że mi dziś tak wszystko staje na myśli! - Trzeba raz z tym skończyć.

Za chwilę wstał i poszedł do sąsiedniego namiotu.

— Dobry wieczór, księże kapelanie.
— Dobry wieczór — odrzekł głos z wewnątrz. — Cóż to panie majorze tak późno, i to co widzę z różańcem?
— Dziwi to księdza — odrzekł major — ja już 28 lat co dzień go odmawiam i dziwna rzecz, wśród modlitwy dzisiejszej przyszła mi myśl, abym się wyspowiadał. Kto wie czy tego klucza niebios, - tu wskazał na różaniec - jutro nie zapotrzebuję. Lecz proszę teraz księże kapelanie! Oto tu jest paka, niech Ojciec siądzie, za pół godzinki będziemy gotowi.

* * *

Spowiedź trwała jednak dłużej, musiała być dobra, bo major powstawszy zawołał:

— Tak więc, mam już paszport na tamten świat, a i klucz do nieba ze sobą.

Zaśmiał się serdecznie, pozdrowił kapelana, wrócił do swojego namiotu i usnął zaraz znużony.

* * *

Na drugi dzień, było to 20 września, waleczne zastępy francuskie radość ze zwycięstwa trąbami ogłosiły. Dano znak do apelu, liczono długo, bo i wielu żołnierzy brakowało.

Brakło naszego majora. 

On leżał już spokojny, z przestrzeloną piersią, razem ze swoim różańcem na pobojowisku.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 78-80.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz