Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

ŚLAD WYPALONEJ RĘKI

Czyściec nie jest trzecim, wiecznym stanem, ale raczej „przedsionkiem” nieba, intensywnym stanem przygotowywania się na pełne spotkanie z Bogiem, na doskonałą wspólnotę ze wszystkimi zbawionymi.
ks. Zdzisław J. Kijas

Cristóbal Rojas, Czyściec
Dnia 4 listopada 1859 roku w klasztorze Tercjarek Franciszkańskich w Fulginie umarła na skutek apopleksji jedna z sióstr, imieniem Teresa Małgorzata Gesta, która przez długie lata była mistrzynią nowicjuszek i jednocześnie miała pod swoim zarządem ubogą izbę szatną klasztoru. Pochodziła ona z miasta Bastia na wyspie Korsyce, gdzie urodziła się w roku 1797, a wstąpiła do klasztoru w lutym 1826 roku. Nie trzeba dodawać, że na śmierć była dobrze przygotowana.

W dwanaście lat potem, dnia 17 listopada, jedna z sióstr imieniem Anna Felicja, która dawniej dopomagała tamtej w urzędzie, a po jej śmierci sama sprawowała ten obowiązek, miała właśnie wchodzić do izby szatnej, gdy wtem doszły do jej uszu jakieś westchnienia, które, jak się zdawało, wychodziły z wnętrza celki.

Trochę wystraszona, otworzyła spiesznie drzwi, ale nie zobaczyła nikogo. Niebawem jednak znowu odezwały się westchnienia, i to tak wyraźne, iż mimo tego, że wcale nie była bojaźliwa, opanowała ją trwoga. „Jezus Maria! — zawołała — co to jest?”

Ledwo wypowiedziała te słowa, gdy usłyszała głos żałosny, połączony z bolesnymi westchnieniami: „O Boże, jak ja cierpię!” Siostra z wielkim zdumieniem rozpoznała od razu głos biednej siostry Teresy.

Ochłonąwszy trochę ze strachu pyta ją: 

— A za cóż to?
— Z powodu niezachowania ubóstwa — odpowiada siostra Teresa.
— Jak to, ty, któraś żyła w takim ubóstwie?
— Toteż nie za siebie cierpię — odrzekła nieboszczka — lecz za te siostry, którym za wiele dogadzałam pod tym względem. I ty miej się na baczności!

W tej chwili celka zapełniła się gęstym dymem i ukazał się cień siostry Teresy, przemykający wzdłuż ściany ku drzwiom. Tu zawołała silnym głosem: „Oto dowód zmiłowania Bożego!” To rzekłszy, uderza w górną część drzwi i zostawiwszy na drzewie pobielonym wapnem najdoskonalej odciśnięty czarny ślad swej prawej ręki, znika. 

Biedna siostra Anna Felicja, która z przerażenia ledwo nie umarła, zaczęła krzyczeć i wołać o pomoc. Nadbiegła jedna z towarzyszek, potem druga, wnet zbiegł się cały klasztor. Siostry natychmiast zajęły się jej ratowaniem, jednakże wszystkie uderzone były swądem jakby spalonego drewna. Szukają tedy, przeglądają wszystko, żeby znaleźć przyczynę, a spostrzegłszy na drzwiach straszliwy odcisk, poznają od razu kształt ręki siostry Teresy, która była niezwykle drobna i szczupła. Przerażone tym widokiem, uciekają z celi, biegną do chóru, biorą się do modlitwy, i zapominając o potrzebach swego ciała, całą noc spędzają na płaczu, na modlitwie i zadawaniu sobie różnych umartwień za duszę biednej nieboszczki. Nazajutrz zaś wszystkie przystępują do Komunii Świętej. 

Wiadomość o tym, co zaszło, szybko rozeszła się poza murami klasztoru. Ojcowie Kapucyni, księża świeccy życzliwi klasztorowi i wszystkie zakonne zgromadzenia w mieście, połączyły swe modły z modlitwami Franciszkanek. Ten objaw miłości bliźniego miał w sobie coś nadprzyrodzonego i niezwykłego.

Tymczasem siostra Anna Felicja, znękana i osłabiona tym, co przeżyła, odbiera wyraźne polecenie, aby udała się na spoczynek. Spełniła rozkaz, ale stanowczo postanowiła usunąć nazajutrz, w jakikolwiek sposób, ów zwęglony ślad ręki, który przeraził całe miasto. Ale siostra Teresa Małgorzata ukazuje się jej po raz drugi i rzecze do niej zdecydowanie: 

— Wiem, co zamyślasz uczynić, chcesz uprzątnąć znak, który zostawiłam. Wiedz, że nie potrafisz tego zrobić, ponieważ cud ten przez Boga samego jest nakazany ku pouczeniu wszystkich i ku ich poprawie. Sprawiedliwym i straszliwym Jego wyrokiem byłam skazana na znoszenie przez czterdzieści lat okropnego ognia czyśćcowego z powodu pobłażliwości, jaką częstokroć okazywałam wobec niektórych sióstr. Dziękuję tobie i twoim towarzyszkom za tyle modlitw, które Pan Bóg w dobroci swojej raczył policzyć wyłącznie na korzyść mojej biednej duszy: a dzięki odmawianiu przez was siedmiu psalmów pokutnych doznałam szczególnej ulgi.

Potem dodała z uśmiechem: 

— O błogosławione ubóstwo, które tak wielką radość zapewnia wszystkim, którzy je prawdziwie zachowują!

I zniknęła.

Następnego dnia, 19 listopada, siostra Anna Felicja, położywszy się i zasnąwszy o zwykłej godzinie, usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu. Zbudziła się i wielkie przerażenie przykuło ją jakby do łóżka, nie pozwalając jej wymówić ani słowa. Znów bowiem i tym razem poznała głos siostry Teresy Małgorzaty. I w chwili tej ujrzała u nóg swego łóżka ognistą kulę, świecącą tak mocno, iż w celi zrobiło się jasno, jak w dzień. I usłyszała siostrę Teresę mówiącą głosem radosnym:

— Umarłam w piątek, w dzień Męki Pańskiej, i oto w piątek idę także do wiecznej chwały... Mężnie noście krzyż... z odwagą znoście cierpienia!

W końcu zawoławszy z miłością: „Zostań z Bogiem!... zostań z Bogiem!... zostań z Bogiem!” — przemieniła się w lekki biały, jasny obłoczek, który wzniósł się ku niebu i znikł.

Natychmiast biskup z Fulginu razem z urzędem miejskim zarządził śledztwo kanoniczne w tej sprawie. Dnia 23 listopada otworzono w obecności licznych świadków grobowiec siostry Teresy Małgorzaty i przekonano się, że zwęglony odcisk na drzwiach jak najdokładniej zgadzał się z ręką nieboszczki. Wynikiem tego śledztwa było też urzędowe oświadczenie, uznające pewność i autentyczność tego wszystkiego, co opowiedzieliśmy. 

Drzwi z wypalonym śladem ręki przechowywane są w klasztorze z największym po szanowaniem. Matka Przełożona klasztoru, która była świadkiem wypadku, sama raczyła mi je pokazać. I powtarzam to jeszcze raz, że zarówno moi towarzysze jak i ja sam na własne oczy oglądaliśmy i dotykaliśmy to drzewo, które w tak przerażający sposób zaświadcza, że dusze, czy to czasowo, czy też na wieki skazane na męki na tamtym świecie, dręczone są tym ogniem. Ilekroć dla powodów wiadomych samemu Bogu ukazują się na tym świecie, wszystko, czego się dotkną, nosi na sobie ślad ognia.

Ks. Louis-Gaston de Ségur, Piekło. Czy istnieje? Czym jest? Co czynić, aby się do niego nie dostać?,
Wydawnictwo Arka 2008, s. 43-45.


KRÓCEJ: „Oto znak miłosierdzia Bożego”

W kwietniu 1870 roku odwiedziłem Foligno koło Asyżu, gdzie dotknąłem jednego ze wstrząsających śladów ognia, pozostawionych przez dusze odbywające karę oczyszczenia. 

W dniu 4 listopada 1859 roku, w klasztorze sióstr tercjarek franciszkańskich w Foligno, zmarła na wylew siostra Teresa Gesta, służąca przez szereg lat jako mistrzyni nowicjatu i kierowniczka biednego przyklasztornego warsztatu krawieckiego. Urodziła się ona w Corsa, w Bastia, w 1797 roku, i wstąpiła do klasztoru w lutym 1826 roku. Oczywiście siostra Teresa była dobrze przygotowana na śmierć.

Dwa dni później, siostra Anna Felicja zastępująca zmarłą, zbliżała się do pokoju krawieckiego, gdy nagle usłyszała jęki dobiegające z jego wnętrza. Zaniepokojona podbiegła i otworzyła drzwi, lecz pokój był pusty. Niemniej, dały się słyszeć ponowne jęki. Siostrę Annę Felicję ogarnął strach i zaczęła wołać:

— Jezus, Maryja, cóż to jest?

Wtedy usłyszała bolesne westchnienie:

- Oh! Dio che peno tanto. (Boże mój, jak bardzo cierpię!).

Był to bez wątpienia głos zmarłej siostry Teresy Gesty. Nagle cały pokój napełnił się dymem, a przy drzwiach ukazała się zjawa zmarłej zakonnicy. Zjawa krzyknęła nagle:

— Oto znak miłosierdzia Bożego! — i przyłożyła rękę do drzwi, pozostawiając wypalony ślad dłoni.

Siostra Anna Felicja zaczęła krzyczeć, wzywając na pomoc inne siostry. Wkrótce pokój wypełnił się zakonnicami, które ze zdumieniem odczuły swąd palonego drzewa i ujrzały ślad małej dłoni zmarłej siostry Teresy. Cały klasztor rozpoczął modlitwy i ofiary w intencji zmarłej. Wieść o tym wydarzeniu rozniosła się do innych domów zakonnych, które przyłączyły się do tej intencji. 

Niecałe dwa tygodnie później, siostra Anna Felicja usłyszała w swej celi zakonnej głos wzywający ją po imieniu. Był to głos zmarłej siostry Teresy. W tej samej chwili, cela zakonna oświetlona została niby blaskiem słońca i dał się słyszeć radosny głos:

— Zmarłam w piątek, dzień Męki Pańskiej, i oto w piątek odchodzę do chwały. Dźwigajcie swój krzyż z męstwem i z odwagą znoście cierpienia; umiłujcie ubóstwo! Do zobaczenia u Boga!

Po czym jasność uniosła się ku górze i znikła.

Biskup z Foligno natychmiast wszczął badawczy proces kanoniczny. W dniu 23 listopada, wobec wielkiej rzeszy świadków, otwarto grób siostry Teresy Gesty i sprawdzono, że wypalony ślad dłoni na drzwiach z klasztoru odpowiadał idealnie dłoni zmarłej. Fakty te, jako niezaprzeczalne, zapisano w oficjalnych dokumentach. Drzwi z wypalonym znakiem ręki zakonnicy do dziś zachowane są z czcią w klasztorze w Foligno.

François Xavier Schouppe SJ, Piekło. Dogmat o piekle na przykładach faktów z życia świętych 
i historii Kościoła, EXTER, Gdańsk 2003, s. 75-76.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz