Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 4 sierpnia 2016

UFNOŚĆ W NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNIE NIE ZAWODZI NIGDY

Nawet gdybyście stali nad brzegiem przepaści; nawet gdybyście byli jedną nogą w piekle; nawet gdybyście, jak czarnoksiężnik, zaprzedali duszę diabłu; nawet gdybyście byli zatwardziałymi heretykami, upartymi jak szatan, wcześniej czy później nawrócicie się i zostaniecie zbawieni, pod warunkiem, powtarzam - a baczcie na wszystkie słowa i terminy, których używam - że będziecie odmawiać pobożnie święty Różaniec aż do śmierci, aby poznać prawdę, uzyskać dar skruchy i przebaczenie grzechów.
św. Ludwik Maria Grignion de Montfort

Matka Boska Szkaplerzna, 
rzeźba barokowa z Dupar, 
Beniaján (Hiszpania)
Było to w jesieni 1865 roku - pisze jeden kapłan z Franklinu w Ameryce - "gdy, jak zwykle odmówiłem różaniec święty, aby za pośrednictwem Maryi pozyskiwać i ratować dusze. W tym dniu miałem udać się do odległej stacji w celu odprawienia nabożeństwa. Odprawiłem tam Mszę świętą, lecz zapomniałem spożyć pozostałe święte komunikanty i chciałem zabrać takowe do domu, aby je w kościele złożyć do puszki. Już przygotowano mi wóz, na którym miałem udać się do Franklinu, gdy wiedziony jakimś wewnętrznym natchnieniem, postanowiłem raczej pieszo i samotnie odbyć tę niezbyt odległą, bo tylko trzygodzinną drogę. 

I pokazało się niebawem jak Boska Opatrzność i miłosierdzie Maryi zwykły ratować oddane im dusze! Skoro bowiem, wybrawszy najkrótszą drogę, może z godzinę uszedłem, wychodzi do mnie z nędznej chaty, około której prowadziła droga - pewien Holenderczyk z małym dziecięciem na ręku, i ze łzami w oczach błaga, abym raczył zaopatrzyć świętymi Sakramentami jego umierającą żonę. «Nie mogłem - dodał - udać się po księdza dla tego maleństwa i chorej żony, których opuścić mi się nie godziło».

Gdy wszedłem do chaty, chora trzymała w ręku różaniec święty i z ostatnim uśmiechem wesela na trupio bladej twarzy, z widocznym wytężeniem wszystkich sił swoich, tonem radości, którego nigdy nie zapomnę, odezwała się do mnie:

«A więc przecież nie na darmo spodziewałam się, ani na próżno ufność mą położyłam w Maryi; Ona - mówiłam sobie - nie opuści mnie, co więcej, Ona nie może pozwolić na to, żebym bez Sakramentów świętych umarła! Jakiś głos wewnętrzny mówił mi: Tak jest, z pewnością nie opuści cię Maryja przy śmierci, skoroś Jej tak często wzywała w życiu. Gdy koniec mój nadchodził, pełna otuchy modliłam się na różańcu, i oto! cudownie przywołany kapłan przechodzi koło naszej chatki, bo tak chciała Maryja, Matka miłosierdzia!».

Potem przyjęła umierająca z wielkim nabożeństwem święte Sakramenta, a w kilka chwil, jeszcze podczas mej obecności i wśród słów pociechy religijnej, jakie do niej mówiłem, z sercem przejętym najgłębszą wdzięcznością ku Maryi - słodkie Imię Jej wymawiając - skonała szczęśliwie".

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 64-65.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz