Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 14 sierpnia 2016

Z RÓŻAŃCEM NA ŚMIERĆ

Heroizm nie jest w samych bitwach, ale na wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na polach życia praktykowany.
Cyprian Kamil Norwid

Lwów, Wały Hetmańskie, ok. 1900 r.
Było to w tragicznych dniach Lwowa.

Wśród zażartej walki o posiadanie Lwowa - dnia 14 listopada 1918 roku - garstka chłopców naszych po bohaterskiej obronie placówki na ulicy Piastów, musiała chwilowo cofnąć się przed nawałem dziczy ukraińskiej, która złożona z wyrzutków społeczeństwa, rzuciła się do rabunku i mordu mieszkańców, których całą winą było, że Polakami byli i nimi pozostać chcieli.

Przy ulicy Piastów stoi dom śp. Józefa Lintnera, przemysłowca lwowskiego, oddanego całą duszą sprawie ojczystej - sam jednak ze względu na wiek i liczną rodzinę nie mógł brać osobistego udziału we walce - ofiarę jednak swoją złożył, bo dwóch synów jego służyło w legionach a jeden z nich dopiero co przed kilku tygodniami wrócił z więzienia w Huszt - dziś przynoszącego sławę każdemu co je przetrwał.

A kiedy wśród walki nieraz niejeden z dzielnych chłopców, obrońców Lwowa, wpadał do domu państwa Lintnerów, zawsze znalazł jakieś pokrzepienie, bo tam nie pytano się wiele, lecz dzielono się z nimi wszystkim, co było pod ręką. O tym dobrze wiedziała banda "herojów" przez szpiegów swoich i dlatego w pierwszym rzędzie po zajęciu ulicy Piastów rzucono się na dom znany ze swej polskości. Jeden z żołnierzy wtargnął do wnętrza mieszkania i rzucając ręczne granaty, nie tylko że uszkodził dom i poniszczył urządzenie mieszkalne, lecz zmusił wystraszonych mieszkańców do szukania kryjówek.

Była to 8 godzina rano.

Śp. Józef był zajętym przy pracy w masarni i stamtąd schronił się do piwnicy. Tymczasem rodzinę spędzono na podwórze i obie córki wyprowadzono. Kazano ręce podnieść do góry i pod grozą śmierci żądano wydania schronienia ojca. Obie córki odmówiły temu żądaniu i były gotowe na śmierć. Ojciec tymczasem udał się pod opiekę Najświętszej Maryi Panny, wziął różaniec do rąk i rozpoczął gorąco modlić się o ocalenie rodziny. Ale kiedy zobaczył, że żołdak już wyprowadził starszą córkę p. Kupczyńską i zamierzył się, aby do niewinnej strzelić, już przestał myśleć o ocaleniu własnego życia - lecz z różańcem w ręku wybiegł z kryjówki i krzyknął:

„Ja jestem gospodarzem - my jesteśmy niewinni, żaden strzał z mego domu nie padł!”

Lecz nie dano mu nawet przyjść do słowa. Rabuś uderzył go straszliwie kolbą, a następnie w oczach rodziny dał dwa strzały. Pierwszy chybił, ale drugi był śmiertelny, z przebitą od kuli szyją padł śp. Lintner na miejscu. Ale padł jako sługa Maryi z różańcem w ręku na dowód, że w nim znalazł siłę spełnienia ojcowskiego obowiązku - poświęcenia życia swego za rodzinę swoją. Tak zginął śp. Józef i poszedł do Boga poskarżyć się na tragiczny los swój i rodziny swojej, co zmuszoną była patrzeć na zbrodnię popełnioną na ukochanym ojcu.

Zwłoki śp. Józefa Lintnera dnia 20 października bieżącego roku przeniesiono z tymczasowego miejsca spoczynku na Cmentarzu Janowskim do grobowca familijnego na Łyczakowie. Szczegóły bliższe o jego śmierci otrzymaliśmy częścią z protokółów urzędowych, częścią od rodziny.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 82-83.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz