Łączna liczba wyświetleń

środa, 7 września 2016

KAMIENIARZ NAZWISKIEM EULOGIJUSZ

Naturą ubóstwa jest nie być przywiązanym do rzeczy. Nie przywiązuj się zanadto nawet do rzeczy koniecznie potrzebnych.
św. Maksymilian Maria Kolbe

Paweł z Egiptu, pustelnik
Za cesarza Justyna mieszkał w Egipcie pewien kamieniarz nazwiskiem Eulogiusz, który chociaż biedny pod względem materialnym, bogaty był w wiarę i cnoty chrześcijańskie. Utrzymywał się z pracy rąk. Jakkolwiek byt jego materialny wcale się nie poprawiał na tej ziemi, jednakże modlitwą i dobrymi uczynkami powiększał on skarby w Niebie. Przy wysiłkach i ciężkiej pracy pościł regularnie aż do zachodu słońca, a skąpym zarobkiem żywił biednych, pomagał nieszczęśliwym i wspierał podróżnych. 

Miał on przyjaciela, bardzo świątobliwego zakonnika, imieniem Daniela, który go często, osobliwie w dni świąteczne, odwiedzał i przyjemnie z nim czas przepędzał. Zakonnik zbudowany tak pięknymi cnotami człowieka niskiego stanu i pochodzenia, widząc przy tym na jaki cel obracał mienie ciężką pracą nabyte, prosił Boga, aby mu udzielił bogactw, którymi by obficiej mógł szafować na rzecz ubogich i nieszczęśliwych. 

Bóg wysłuchał modlitwy pobożnego zakonnika. Eulogiusz kopiąc razu jednego ziemię znalazł bardzo wielki skarb w niej ukryty. Ale chwila znalezienia i objęcia w posiadanie owego skarbu była chwilą śmierci i pogrzebu wszystkich jego cnót i zasług, jakie miał u Boga; cnotliwe bowiem i pobożne życie zamienił odtąd na występne i hulaszcze. Poprzednio myśli jego obracały się wyłącznie około rzeczy świętych, zajmował się modlitwą i rozmyślaniem pobożnym, teraz zaś o niczym więcej nie myślał, tylko o bogactwach i godnościach światowych. Stał się wskutek tego posępny, gniewny, drażliwy i podejrzliwy; opanowała go melancholia, przestał się modlić, rozmyślać, przystępować do sakramentów świętych; w sercu jego wystygła zupełnie miłość względem Pana Boga; stał się obojętnym i nieczułym na cierpienia bliźnich. Znienawidziwszy pracę i odosobnienie, obmyślał nowe sposoby przyjemniejszego przepędzenia życia i upojenia się rozkoszą światową. Bogactwa, których teraz był posiadaczem, ułatwiły mu wstęp do ludzi zajmujących wyższe stanowiska, a że nie był pozbawiony zdolności i wykształcenia, wkrótce więc zwrócił ich uwagę na siebie. Znalazł przyjaciół, zawiązał stosunki z ludźmi znakomitszymi, zapoznał się z wyższymi urzędnikami i wojskowymi, a przy grzeczności i gościnności pozyskał sobie przychylność i serca wielu. Słowem, tak umiał ująć starszych i wpływowych ludzi, że w ciągu kilku lat, awansując ze stopni niższych na wyższe, zajął na koniec stanowisko dowódcy gwardii cesarskiej. Na nieszczęście jednak począł się pysznić, nadymać, wieść życie zbytkowne i hulaszcze; gry, widowiska, uczty, przepych, próżność i zbytki zastąpiły miejsce pokory, prostoty, pobożności i wszystkich innych cnót, których dawniej był szczęśliwym posiadaczem.

Tymczasem zakonnik Daniel zawiadomiony o wszystkim, co się stało z jego przyjacielem poczciwym niegdyś kamieniarzem, bardzo się zmartwił i niezwłocznie udał się do Konstantynopola, by odszukać i przyprowadzić do owczarni tę owcę zbłąkaną. Udało mu się wejść do wspaniałego pałacu, w którym mieszkał Eulogiusz, z wielką jednak trudnością zdołał się dostać do samego pana. Stanąwszy przed Eulogiuszem poczciwy zakonnik przypomniał mu jego stan pierwotny, w którym się przed kilku laty znajdował, a nadto dawniejszą pobożność i cnoty; otwarcie ganił obecne jego życie światowe, opieszałość w służbie bożej, zbytki i lekceważenie tych ćwiczeń duchownych, którym się przed kilku laty tak pilnie oddawał. Atoli Eulogiusz napomnień zakonnika nie słuchał: przyjął go opryskliwie i wygnał z pogardą nazywając go głupim i zuchwałym; za przykładem pana i służba nie szczędziła obelżywych słów, a nawet i pięści ubogiemu mnichowi. Daniel zalany łzami i krwią oddalił się bardziej ubolewając nad losem dawniejszego przyjaciela, aniżeli nad zniewagą, jaka go w jego domu spotkała. Błagał więc Boga, aby mu odjął teraz owe skarby, które go do zguby i takiego zaślepienia doprowadziły.

Pan Bóg i teraz wysłuchał modlitwy dobrego zakonnika; wkrótce też zaszła zmiana w sercu i usposobieniu dawniejszego przyjaciela. Powstał bunt w wojsku przeciwko cesarzowi Justynowi; Eulogiusz dał się uwikłać w tym ruchu, który w krótkim czasie odkryto i przytłumiono: wszyscy sprzysiężeni skazani byli na śmierć. Aczkolwiek Eulogiusz w ucieczce znalazł ocalenie, utracił jednakże urząd, dobra, pałac i znowu powrócił do największej nędzy. Nie pozostawało mu nic innego, jak wrócić do rzemiosła i z dala od ludzi oddać się znowu ciężkiej i mozolnej pracy. 

Nie masz jednak złego, które by przy dobrych chęciach na dobre nie wyszło człowiekowi. Nieszczęście otworzyło mu teraz oczy, które pomyślność była wprzódy zaćmiła. Oderwany od ponęt tego świata ciągnących do grzechu, pozbawiony przepychu i skarbów, które był posiadał, począł tym głębiej zastanawiać się nad sobą, a przy świetle łaski bożej poznawać własne sumienie zabłocone chwilowymi rozkoszami i wszystek pogrążył się w myślach o Bogu i wieczności. W takim stanie ducha począł coraz dokładniej poznawać nicość rzeczy doczesnych, niebezpieczeństwa wynikające z bogactw i godności światowych. Gorzko więc opłakiwał swoje błędy, zaprzysiągł oddać się całkowicie wielkiej sprawie zbawienia duszy i wrócił do pracy i pobożności, która poprzednio była jedynym jego zajęciem.

Zacny Daniel odwiedzał Eulogiusza, a widząc tak chwalebne zajęcia utwierdzał go w pobożności i razem z nim składał dzięki Panu. Tak więc ubóstwo i niepowodzenie naprowadziło Eulogiusza na drogę zbawienia, z której go bogactwa i zaszczyty były wykoleiły; teraz spokój serca odzyskał.

Ks. Jan Michniewicz, Pokój serca i środki do znalezienia go i utrwalenia, Warszawa 1893, s. 23-25.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz