Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 8 września 2016

MODLITWA MATKI

Matka Boża nie tylko wspomaga kaznodziejów sławiących Różaniec, ale nagradza hojnie również tych, którzy, pociągają innych do tego nabożeństwa swoim przykładem.
św. Ludwik Grignion de Montfort

W ukrytym domku, z dala od gwaru wielkiego miasta, na łóżku boleści spoczywa młodzian dwudziestoletni. Leży cicho, bez ruchu, złożony chorobą, która wnet przetnie pasmo dni jego boleści, oczy tylko jego wielkie błyszczą szczególnym złowrogim blaskiem. Zdaje się, że całe jego życie zebrało się w źrenicach błyszczących posępnie.

Izba zdradza ubóstwo, nędzę. W kącie, coś w rodzaju szafki, dwa krzesła słomiane, ściany bielone, a na jednej z nich wprost skromnego posłania chorego obraz kolorowy Najświętszej Panny Maryi trzymającej na ręce Dziecię Jezus.

Wzrok młodzieńca pada od czasu do czasu na ten obraz, lecz w nim tylko nienawiść się przebija, jakby niecne bluźnierstwa. Uboga matka stoi przy łożu, patrzy na chorego przez łzy, które wolno płyną po twarzy zoranej pracą, nędzą i cierpieniem. W ręku trzyma różaniec święty, modli się do Najświętszej Panny Maryi, aby przyszła jej z pomocą, aby u Syna łaskę miłosierdzia wyjednała. Najświętsza Panna Maryja słucha tej modlitwy, bo zawsze słucha tych, co do Niej się uciekają; zły syn milczy zawzięcie, a to milczenie jego aż nadto wymowne, starczy za słowa urągania.

— Synu mój, miej litość nade mną, jeżeli jej nie masz nad sobą samym. Wszystko ci darowałam. Opuszczenie mię. Rozpustę. Świętokradztwa. Bluźnierstwa. Pogróżki... Powiedz mi w tej ostatniej chwili, że przyjmujesz moje przebaczenie.

Nie ma odpowiedzi.

— Łaski, proś Boga o przebaczenie.

Cisza.

— Daj mi choć jedno słowo, nazwij mię słodkim imieniem matki, którą już tak dawno mię nie nazwałeś.

Tym razem spojrzał na nią, poruszył z wysiłkiem wargami i rzekł krótko z nienawiścią:

— Nie!

Nieszczęśliwa matka podniosła oczy na obraz Najświętszej Panny Maryi z rozpaczą i jakby z wyrzutem, następnie porywa nagle swą chustkę i wybiega... Dąży spiesznie do najbliższego kościoła i upada na kolana przed ołtarzem Matki Boskiej Różańcowej. Modli się żarliwie. Walczy w niej rozpacz i ufność. Poddanie się...

Trwa na modlitwie czas dłuższy, powstaje wreszcie i powraca szybko do domu, otwiera trwożliwie drzwi, blada, trzęsąca się, zatrzymuje się - nie śmie spojrzeć, czy syn już umarł, czy jeszcze kona. Jeżeli żyje, to może znowu przeszyje jej serce wzrokiem nienawiści, wstrząśnie nią strasznym bluźnierstwem... Słucha...

— Mamo!

Mój Boże, czy syn mój to mówi... nie może zdać sobie z tego sprawy. 

— Mamo.

Po raz drugi powtarza umierający, oczy jego pełne łez.

Zbolała matka upada na kolana u łoża syna, przejęta już radością i zdziwieniem, miłością najczulszą macierzyńską. To nie sen, ułuda, która rozejdzie się. Nie, to syn ją woła, patrzy na nią jak niegdyś, dawno temu już, zalany łzami i głosem przerywanym, ciężkim oddechem mówi, wskazując na obraz Najświętszej Panny Maryi.

— Ona, Ona na mnie z obrazu spoglądała... i rzekła... słyszałem Ją dobrze: “Pomnij, że Syn mój umarł za ciebie na krzyżu! Ja jestem twą Matką!”.

Nieprzebrane miłosierdzie Boże! Najświętsza Panna Maryja, Królowa Różańca świętego wysłuchała błagania biednej matki! 

Kapłan dopełnił dzieła miłosierdzia Najświętszej Panny. Z jakim żalem doskonałym chory spowiadał się, z jakąż miłością przyjął ostatnie Sakramenta święte!

W najczulszych objęciach matki marnotrawny syn oddał ducha Bogu. Błogosławiona to była śmierć, przemiany dokonał żal, uczucie wdzięczności i miłości!

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 135-137.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz