Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 6 września 2016

NIEDOWIAREK A RÓŻANIEC

Ateista – osoba, która wierzy w nieistnienie Boga, który ją stworzył. Ateista ma zawsze przegrane, bo jeżeli Boga nie ma, to po śmierci nigdy nie dowie się, że miał rację; a jeżeli Bóg istnieje, to znaczy, że przez całe życie się mylił. Czasami można spotkać na cmentarzach groby ateistów z napisem: „Tu leży ateista, ładnie ubrany, ale nigdzie się nie wybiera”. 
Anonim
Volney, filozof niedowiarek, będąc razu jednego w barce na morzu z kilkoma towarzyszami również jak i on wolnomyślnymi, spostrzegł pomiędzy pasażerami w końcu barki siedzącą kobietę, która trzymała koronkę w ręku i pobożnie odmawiała pacierze. Ponieważ duch czasu wymagał, by to wszystko, co tylko do religii należało i miało charakter świętości, pod pręgierz szyderstw podprowadzono, więc i nasi filozofowie nie mogli się powstrzymać, by nie pozwolić sobie żartów z modlącej się kobiety. 

Naprzód prześladowali ją przedrzeźniając jej sposób modlenia się i bawiąc się śmiechem z jej miny pobożnej i kornej postawy, a gdy ona nie ustawała się modlić, wtedy zaczęli bluźnierstwa miotać na Boga i Jego religię świętą. 

Upłynęło zaledwie pół godziny od tej antyreligijnej demonstracji. Nikt nie przypuszczał, że z tak małych na pozór chmur pokrywających podówczas niebo spadnie deszcz ulewny. Co gorsza powstała burza, zerwał się straszny huragan miotający barką na wszystkie strony. Pobledli ze strachu wszyscy wędrowcy, a z nimi i nasi wolnomyślni filozofowie; trzęśli się jak liście na drzewie, bo istotnie lada chwila mogli zatonąć w głębokościach morskich. 

Na widok takiego niebezpieczeństwa niemal wszyscy wpadli na myśl, aby przez modlitwę udać się do Boga i błagać Go o pomoc, której żadna potęga ludzka udzielić im już nie była zdolna. Volney, z przestrachu prawie nieprzytomny, bieży do owej kobiety, którą pół godziny temu wyśmiewał, rzuca się na kolana i błaga ją, aby z nim razem odmawiała koronkę dla uproszenie od Boga oddalenia strasznej burzy. Upadłszy na kolana, trzymając koronkę w ręku odmawiał pobożnie „Zdrowaś Maryjo”. Wkrótce niebo się rozjaśniło, wiatr ustał, burza ucichła, morze się uspokoiło. 

— Mój panie — przemówiła do Volneya kobieta, która nawet podczas burzy nie straciła pokoju — do kogo zanosiłeś modlitwy widząc niebezpieczeństwo grożące, skoro takie przed chwilą miotałeś bluźnierstwa na Boga i Jego świętych?

Filozof tak niespodziewanie zagadnięty odpowiedział szczerze, acz naiwnie: 

— Moja droga, wtenczas nie wierzymy, kiedy pogoda i słońce jasno świeci, gdy zaś burza zaskoczy, stajemy się bigotami.

Taka jest istotnie stałość zasad niedowiarków szydzących z religii i z pobożności: gdy w szczęściu są, śmieją się ze wszystkiego, a więc i z praktyk religijnych; gdy bieda zaskoczy, grom kary Bożej pogrozi, wtedy ze strachu truchleją wzywając na pomoc Boga i Jego świętych, którym przed chwilą bluźnili. Trafnie poeta scharakteryzował takiego pokroju filozofów mówiąc: 

„Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych,
Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych. 
Przyszła słabość, aż mędrzec, co firmament mierzył, 
Nie tylko w Pana Boga, i w upiory wierzył.”

Ks. Jan Michniewicz, Pokój serca i środki do znalezienia go i utrwalenia, 
Warszawa 1893, s. 386-387.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz