Łączna liczba wyświetleń

sobota, 3 września 2016

UZDROWIENIE ZAKONNICY (Z KLASZTORU ŚW. BERNARDA, 10 MAJA 1889)

Przez ośm lat cierpiałam strasznie, poddawałam się nawet operacji ciężkiej, leczyłam się w szpitalu we Lwowie, w Krakowie, a na ostatku w Drohobyczu. Rany goić mi się nie chciały, a nadto wrzód wewnętrzny zrobił mi się na boku. Kazano mi szpital opuścić, bo parę dni życia mi liczono. Wtedy to za poradą mojej babci udałam się do Matki Boskiej Królowej Różańca świętego i do Najświętszego Serca Pana Jezusa o ratunek i miłosierdzie. Wnet doznałam ulgi, rany się zagoiły i dziś zdrową się czuję pomimo mojego kalectwa.
p. Janina Jadwiga Jarosz, pochodziła z Uszni obok Drohobycza

Gregorio di Cecco,
Madonna na tronie
z aniołami, 15 w.,
muzeum w Liechtenstein
W mieście St. Angelo, prowincji pesarskiej (we Włoszech) została cudownie uzdrowioną przez Najświętszą Maryję Pannę, Królowę Różańca świętego, franciszkanka Crociana Jacopuccio. Fakt ten poruszył niemal cały kraj; pośród licznych świadków tego cudownego zdarzenia znajdował się także ks. biskup Majoli, jak to widać z opisu przechowanego w archiwum klasztoru. Uzdrowienie swe z polecenia przełożonych spisała sama siostra Crociana, a dr Bartłomiej Longo, znany czciciel Najświętszej Panny pompejańskiej, ogłosił w swoim pisemku pt. "Różaniec w Pompei".

Oto jej słowa:

«Moja śmiertelna choroba pojawiła się dnia 24 kwietnia 1881 roku, pierwszą jej oznaką była febra połączona z gwałtownym i bolesnym kłuciem tak, że aż mną rzucało. Bezskuteczną była wszelka pomoc i opieka lekarska. Do tych boleści przyłączyła się silna gorączka, wymioty, wskutek czego uczułam wstręt do jedzenia. Sen mię opuścił, pośród okropnych kurczów straciłam przytomność. Często byłam nieprzytomną, co mię bojaźnią napełniało, że utracę używanie rozumu, myśl o tym w chwilach spokojniejszych, napełniała mię niewymowną trwogą.

Nastał rok 1888.

Dowiedziałam się, że w tym roku udzieliła Królowa Różańca świętego z Pompei hojnych łask czcicielom swoim; zaczęłam i ja odprawiać do Niej nowenny jedną za drugą i nie ustawałam, choć już 32-gą nowennę odprawiałam. 

W połowie marca 1889 roku dostałam tak strasznych kurczów, że sądziłam się już bliską śmierci. Przez pięć dni nie mogłam nic jeść ani pić. Zawołano tedy spowiednika księdza kanonika Ludwika Patevercchia, który spostrzegłszy niebezpieczeństwo, rozporządził, aby mi dano ostatnie św. Sakramenty. Ks. kanonik polecił mi, żebym się ofiarowała Matce Boskiej pompejańskiej. Przełożona zaś, czcigodna Maria Monacelli modliła się ciągle za mną ze wszystkimi siostrami.

Tak stały rzeczy aż do dnia 12 kwietnia.

Siostra Dominika Capelacci, która mię obsługiwała, spostrzegłszy, żem bardzo osłabiona, zawołała:

— O Królowo Różańca świętego pompejańska! Dzisiaj kończymy już 32-gą nowennę ku czci Twojej, a biednej chorej coraz to gorzej i gorzej.

Wtem odezwał się dzwonek klasztorny, zwołujący zgromadzenie na Mszę świętą. Przypomniałam sobie, że dziś w piątek przypada uroczystość Matki Boskiej Bolesnej, którą prosiłam o pomoc przez jedną nowennę. Dlatego powiedziałam do usługującej siostry:

— Dominiko, proszę cię, idź za mnie do chóru na Mszę świętą i przyjmij Komunię świętą na moją intencję.

Siostra uczyniła zadość memu życzeniu. Zostałam sama jakby martwa. Podczas podniesienia uczułam się wolną od dotychczasowej martwoty, ospałości i przyszła mi myśl obrócić się na lewy bok ku ścianie, na której wisiał obraz Najświętszej Panny Maryi. Zupełnie z sił wyczerpana, nie mogłam się bez obcej pomocy w łóżku obrócić.

Gdy jednak myślałam o tym, nagle spostrzegam, żem do ściany obrócona, chociaż nie wiem w jaki sposób, lub przez kogo się to stało. Silne wstrząśnienie przebiegło po całym ciele, czuję jak moje nerwy prostują się i wolną jestem od choroby w 50tym roku życia mego, z których ośm lat spędziłam na łożu boleści.

Z początku nie wierzyłam temu i pozostałam w łóżku, jakby zmysłów pozbawiona. Lecz znowu jakaś siła niewidzialna po trzykroć mnie w łóżku podnosi. To mię już przekonywa, że zbawcza dłoń Najświętszej Panny Maryi mnie się dotknęła. Przepełniona radością, wyskoczyłam z łóżka i ubrałam się sama - sama, któram przez tyle lat ani poruszyć się nie mogła.

Pierwsza moja myśl była złożyć dzięki Niebios Królowej. Wybiegłam więc z celi i podążyłam do kaplicy. Uniesiona radością, chciałam się jeszcze przekonać, czy rzeczywiście już zdrową jestem i w tym celu przebiegłam kilka razy schody klasztorne do góry i na dół. Z początku zamierzałam pójść do chóru ku siostrom, lecz zatrzymałam się, by ich tak nagle nie zaskoczyć moim cudownym uzdrowieniem; poszłam więc do małego chórku, gdzie właśnie zastałam moją służebniczkę siostrę Dominikę Capellacci.

Okrzyk: Siostro Dominiko! wydarł mi się z piersi. Dobra ta dusza, która przed pół godziną widziała mnie w łóżku umierającą, przypatrzywszy się, zbladła i przez dłuższy czas była jakby nieprzytomna. Prawdopodobnie myślała, że chora umarła i ducha jej widzi. Wreszcie oprzytomniała, krew prawie wszystka oblała jej twarz i zawołała:

— Siostro Crociano, co się to stało? Ty tutaj?
— Tak jest — odpowiedziałam — Matka Boska mię posłała, bom już zdrowa, zupełnie zdrowa.

Zaledwie skończyła się służba Boża w kościele, zawołałam głośno, nie mogąc już dłużej wytrzymać:

— Matko przełożona, drogie Siostry, chodźcie tutaj, chodźcie tutaj wszystkie! Oto jestem zdrowa, Matka Boska Różańcowa pompejańska mię uzdrowiła!

Wszystkie pospieszyły do mnie. Któż zdoła opisać, co się teraz działo? Jedne mnie całowały, drugie brały mnie w objęcia swoje, niektóre stały zdziwione. Poszłyśmy potem do kościoła i zaśpiewały na podziękowanie radosny hymn: Te Deum laudamus - Ciebie Boże chwalimy.

Prędko rozniosło się to cudowne zdarzenie po mieście, wszyscy przychodzili zobaczyć i przekonać się o tym cudzie. Przyszedł nasz spowiednik ks. kanonik Pateverchi, Don Ludwik Bastianelli, ks. kanonik Józef Rinaldi, ks. kanonik Jakub Secchi, wielu obywateli, nasz ks. kapelan, służba i wielu innych.

Ks. biskup Jan Majoli nakazał mi pod świętym posłuszeństwem własnoręcznie i wiernie opisać wszystko i przechować opis tego cudownego uzdrowienia w archiwum zakonnym.

O Maryjo! pamięć tego wielkiego zdarzenia pozostanie na zawsze w sercu moim. O gdybym tylko mogła, poszłabym na cały świat opowiadać ludziom cudowną moc nabożeństwa ku Tobie. Lecz, że tego nie mogę, polecam się tylko łasce i macierzyńskiej opiece Twojej.»

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 125-127.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz