Łączna liczba wyświetleń

sobota, 10 września 2016

Z POWROTEM DO MARYI

Ileż to rzeczy wielkich i ukrytych zdziałał Bóg wszechmocny w tym cudownym Stworzeniu! Jakże prawdziwie mówi Maryja sama o sobie mimo swojej głębokiej pokory: Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię (Łk 1,49). Świat tych wielkich rzeczy nie zna, bo jest do tego niezdolny i tego niegodzien.
św. Ludwik Grignion de Montfort

W Rzymie, na katafalku leżały zwłoki w sile wieku mężczyzny. Nad głową wisiał obraz Matki Boskiej Różańcowej, otoczony, rzecz dziwna, znakami i orderami dostojnika wolnomularstwa, w skrzepłych jednak dłoniach zmarłego widniał różaniec. Oznaki wroga Kościoła, wizerunek Maryi i różaniec wskazywały wyraźnie, że w życiu zmarłego dokonał się jeden z onych szczytnych dramatów zwycięstwa wiary nad niewiarą...

Człowiek o którym piszemy nazywał się Hektor Natali. Rodzice dali mu religijne wychowanie, w 14 roku przystąpił do Komunii świętej, a wyrazem gorącości jego ducha było choćby to, że zaraz po Komunii świętej zapisał się do Bractwa Matki Boskiej Różańcowej, oddając się tym aktem na Jej własność.

Któż wobec tych oznak pobożności spodziewał się, że ta pierwsza Komunia będzie pierwszą - ale prawie i ostatnią Komunią w jego życiu? Hektor wyrósł na młodzieńca i od razu znalazł się w obozie masonerii - kościele szatana. I rzec można, że był gorliwym masonem-sługą samego diabła! Spod ciętego jego pióra płynęły raz po raz zjadliwe artykuły przeciw religii, a nawet wychodziły dzieła niewiarą zaprawne.

Na drodze jego życia stanęła kobieta Beatrix Monti. Była młodą, bogatą, piękną, ale ponadto wszystko była głęboko religijną. Hektor pragnął wybrać ją za towarzyszkę życia, ale wiara jej zdawała się być przepaścią dla jego zamiarów. Począł więc udawać religijność, umiał nawet pięknie mówić o Bogu i prawdach wiary i pozyskał w zupełności serce dziewczęcia. Kiedy już dzień ślubu był oznaczony, przekonał narzeczoną, że lepiej, aby osobno przystąpili w tym dniu do Komunii świętej, by serdeczna ale, bądź co bądź ziemska miłość nie mąciła podniosłego nastroju dusz. Beatrix nie przeczuwała wyrafinowanego kłamstwa i była bardziej jeszcze zachwyconą swoim narzeczonym.

Wkrótce jednak znikły obłudy. Beatrix wszakże umiała wykorzystać dla Boga niezaprzeczoną miłość swojego męża i skłoniła go, by wieczorem odmawiał: Zdrowaś Maryjo. Potem, przemyślną i rozumną miłością wyjednała, by nosił medalik Królowej Różańca świętego, i pozwolił obraz Jej zawiesić w swoim pokoju. W głębiach zaś serca, bolała nad odstępstwem męża i łzy strumieniem nieraz płynęły u stóp Maryi. 

Tymczasem Hektor dostał raz i drugi ataków serca, z których miały się rozwinąć długie i niebezpieczne cierpienia. Popłynęły więc znowu modlitwy i nowenny o wyzdrowienie - jak mówiła Beatrix, a w rzeczywistości modliła się o nawrócenie do Tej, którą nie darmo Ucieczką grzeszników nazwano.

Potęga Jej nieznacznie, co prawda, ale już zaczynała oddziaływać na wolnomularza! Czuł dziwny spokój, kiedy patrzał na modlącą się i rozklęczoną postać swej żony. Niespodzianie odwiedził go przyjaciel dni dziecinnych, a wtedy prałat papieski ks. Augustyn Guidi. Żegnając się, prosił go Hektor, by przyszedł i odwiedził go, gdy tego zażąda. Ponawiające się bolesne ataki serca były powodem, że Hektor zawezwał kapłana prędzej, niż ten się spodziewał.

— Przyjacielu — mówił — pragnę odzyskać pokój serca.

I rozpoczął spowiedź, po której prosił o przebaczenie zgorszenia, popalił wolnomularskie (masońskie) dyplomy i zażądał, by uroczyście przyniesiono mu Komunię świętą. Miała to być ekspiacja za otwarte odstępstwo od wiary. Pragnął się dźwignąć ze swej niemocy, by rzucić się do stóp Ojca Świętego i prosić o przebaczenie. Dowiedział się o tym papież Leon XIII i przysłał mu błogosławieństwo swoje. Czuł, że wielką łaskę powrotu do Boga zawdzięcza nikomu innemu tylko Maryi. Wspominał więc często, że Ona nie zapomniała o tym, że przez wpisanie się do różańca, stał się Jej własnością i dlatego nie dozwoliła mu zginąć! Różaniec już ani na moment nie wymykał się z rąk jego. Oznaki masońskie zlecił złożyć w świątyni Jej w Pompei jako wota.

Odszedł z tej ziemi w pierwszą sobotę różańca z okrzykiem dziecka, biegnącego na spotkanie matki: Idę do Ciebie, Maryjo, idę już. Idę...

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 140-141.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz