Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 2 października 2016

NAWRÓCENIE HERMENEGILDA CELLI

W końcu [święci] wołali głośno, że nie jest możliwe poznać wysokości Jej zasług, które się wznoszą aż do tronu Bożego, ani zmierzyć ogromu Jej miłości, szerszej od całej ziemi, ani pojąć wielkości Jej władzy, którą posiada nawet nad Bogiem samym. Nie sposób wreszcie zbadać bezdennej głębokości Jej pokory, Jej cnót i wszelkich łask.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Antolínez, José -
Niepokalane Poczęcie, Prado
Znajdujemy się przy łożu ciężko chorego Hermenegilda Celli, liczącego 58 lat życia, którego chroniczna choroba, wynikła z nadużycia alkoholu, już od dwóch lat przywiązała do łoża boleści. W duszy jego panują ciemności, bo zaślepiony zamienił chwalebne imię "katolika" na iście szatańskie "masona". Niewolnik swych błędów i namiętności, od czterdziestu lat żyje w zupełnym zapomnieniu o Bogu, mając na to tylko rozum i życie, by gorzej żyć od samego zwierzęcia. Chociaż chory szanował pobożność innych, nie znosił jednak, by mu mówiono o religii, kościele i świętych Sakramentach, a gdyby mu kto był ofiarował jakiś medalik, różaniec lub krzyżyk, rzuciłby je z gniewem na ziemię; proszony zaś, by się wyspowiadał, odpowiadał zawsze: 

— Nie mogę, bo jestem masonem; wyznawcą w kościele diabła.

Po nadaremnych prośbach i próbach, chory nadal zostawał głuchy na wszelki głos łaski tak, że pomału bladła wszelka nadzieja uratowania duszy tego nieszczęśliwego.

Tymczasem nastała wiosna, spłynął na ziemię ubrany wieńcami barwnych kwiatów miesiąc Maryi, maj... rozśpiewały się w krzakach ukryte chóry ptactwa, wyciągając w triolkach "Magnificat" na cześć Królowej nieba; roztopiły się resztki śniegów i zazieleniały kobierce pól świeżą trawą; wionął wietrzyk wiosenny, niosąc ze sobą surowy zapach ziół i wilgoci; rozszemrały się strumyki, uwolnione z pęt niewoli lodowej; rozweseliła się i uśmiechnęła cała natura uśmiechem wiosny i świeżości, tworząc ze swoich barw, tonów, głosów i szmerów jedną potężną pieśń pochwalną na cześć Niepokalanej.

W szpitalu u stóp figury Matki Najświętszej nagromadzono bukiety świeżego kwiecia, a z zapachem tych kwiatów wznosiła się woń modlitwy szczerej różańca za duszę umierającego grzesznika; nawet udało się w sposób podstępny wsunąć pod poduszkę chorego różaniec, z przekonaniem, że Maryja nie zawiedzie.

I płynęły słoneczne dnie majowe, stan chorego pogarszał się, a tymczasem żaden promień światła duchowego nie przedarł się do ciemnych toni tego serca zatwardziałego.

Do łoża chorego zbliżył się zakonnik, syn św. Franciszka, i gorąco zachęcał gasnącego do spowiedzi.

— Nie mogę — brzmiała odpowiedź — bo jestem masonem.

Zakonnik nie dawał za wygraną, lecz poruszał wszystkie struny serca, byle tylko wydobyć dźwięk żalu za grzechy, lecz na próżno! Serce nieszczęśliwego skamieniało w swej zawziętości.

— Pozwól przynajmniej, że się pomodlę u łoża twego — zawołał zakonnik, wierząc, że tylko nadzwyczajne działanie Boże zdoła duszę ową obudzić z letargu grzechowego.

Chory dał znak zezwolenia.

Tymczasem mijał miesiąc; twarz chorego przybrała kolor kredy, silne sińce głęboko wżarły się pod jego oczyma, pierś coraz ciężej pracowała - cicha, nieubłagana śmierć zbliżała się do łoża chorego. W takiej chwili przybył do chorego miejscowy proboszcz, chcąc przypuścić ostatni szturm łaski do serca upartego masona.

— Czyż nie chcesz iść do raju? — zapytał dobrotliwie leżącego.
— Chcę — ale tam można dojść także i bez spowiedzi.
— A kiedy ostatni raz się spowiadałeś? — podchwycił proboszcz.
— W osiemnastym roku życia — odpowiedział cicho i tu Hermenegild zamilkł.

Przed jego oczyma rozsunęła się zasłona przeszłości i widział wiosnę swej młodości, pełną tęczowych barw, szlachetnych porywów i gorącego entuzjazmu; rozum wtedy szedł śladami żywej wiary; serce paliło się szlachetną miłością; i widział późniejsze burze, które go zmogły i złamały, serce jego wyssały z wszelkich soków żywotnych, i widział te jestestwa, które złamał i spodlił i życie swoje całe podobne do rozbitka, płynącego na desce, rzucanej ustawicznie falami wzburzonego morza, płynącego bez celu, bez przystani, bez gwiazdy ideału, a z całej tej smutkiem i rozpaczą otulonej przeszłości pozostał mu jeno robak, co go gryzie, a gryzie ustawicznie i niemiłosiernie, i przed oczyma jego przesunął się czarny katalog ciężkich, brzemiennych grzechów... pot wystąpił mu na czoło... jak echo powtórzył: 

— By... pójść... do... raju... trzeba... się wyspowiadać...
— Naturalnie — dodał żywo proboszcz.
— Więc niech jutro przyjdzie do mnie o. Angelik — z cicha powiedział chory.
— Dobrze, wola twoja będzie spełnioną — rzekł proboszcz.

* * *

I zasnął na wieki oczyszczony, uspokojony, usta rozchyliły się uśmiechem radości, w oczach jeszcze błyszczały łzy szczęścia. Maryja Niepokalana, ta ucieczka grzeszników, zerwała ten szorstki kwiat, oczyściła z błota i przeniosła go do swego rajskiego ogrodu w niebiesiech.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 152-154.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz