Łączna liczba wyświetleń

piątek, 7 października 2016

RÓŻANIEC MAŁEGO SABAUDCZYKA

Podczas gdy święty Dominik w Carcassonne głosił o wartości tej modlitwy [różańcowej], jeden z odszczepieńców wyśmiewał się z cudów i piętnastu tajemnic świętego Różańca, co przeszkadzało nawracaniu heretyków. Bóg, żeby ukarać tego bezbożnika, pozwolił piętnastu tysiącom diabłów wejść w jego ciało. Rodzice przyprowadzili syna do błogosławionego ojca, ażeby go od nich uwolnił. Ten zaczął się modlić i nakłonił całe zgromadzenie, żeby odmówiło z nim głośno Różaniec. Oto przy każdym Ave Maria Matka Boża sprawiała, że wychodziło z ciała tego heretyka sto demonów mających postać rozżarzonych węgli. Po uwolnieniu wyrzekł się swoich błędów, nawrócił się i wstąpił do Bractwa Różańcowego wraz z wieloma towarzyszami ze swojej sekty, poruszonych tą karą i cudami świętego Różańca.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Pewien młody człowiek szlachetnego rodu, otrzymał nader gruntowne i pobożne wychowanie od swej matki, która od lat dziecinnych wszczepiła w serce młodzieńca zaród cnót chrześcijańskich. Pobożna matka dziecię swe w niemowlęctwie złożyła u stóp ołtarza Maryi, powierzając go Jej opiece. Na imię "Maryja" dziecię uśmiechało się słodko do matki, i jego dźwiękiem kołysane, usypiało na jej łonie. 

Gdy Arnold, bo takie imię nosiło dziecię, doszedł do lat młodzieńczych, często wznosząc swe oczy ku niebu, szeptał "Zdrowaś Maryjo", uciekając się pod cień opiekuńczej Niepokalanej, tej palmy z Kadesz, i pod Jej macierzyńskim okiem rósł w najpiękniejsze przymioty ducha. Toteż smok piekielny od dawna czyhał na czystą tę duszę i wysilał się na to, aby swym jadem zatrzeć wdzięk tej lilii ziemskiej. Arnold zmuszony był rozłączyć się ze swą pobożną matką i porzucić domowe ognisko, a udać się w świat, dla objęcia urzędowania, jakie sobie obrał. W dniu odjazdu nawiedził po raz ostatni ulubioną swą kapliczkę ze statuą Maryi, a żegnając Ją serdecznym "Zdrowaś" ze łzą w oku i westchnieniem w sercu, opuścił rodzinne strony.

Świat, tak często przyrównywany do morza miotającego bałwany na łódkę życia ludzkiego, stał się istotnie morzem pełnym niebezpieczeństw dla młodego i niedoświadczonego Arnolda. Przez czas jakiś opierał się prądom światowym, lecz wreszcie dał się zwyciężyć, i wszedłszy w złe towarzystwa, uczuł się uniesionym falami niewiary i zepsucia.

Wkrótce zaprzestał uczęszczać do świętych Sakramentów, zapomniał o modlitwie, zaniedbał swe najświętsze obowiązki: zachował jeden tylko pobożny zwyczaj, to jest, odmawiał codziennie "Zdrowaś Maryjo".

Dnia jednego Arnold wyszedłszy za miasto na przechadzkę spotkał biednego Sabaudczyka, który go w prostych a gorących słowach prosił o jałmużnę i rozczulił go szczególnie tkliwym opowiadaniem o swej biednej matce, którą musiał pozostawić w Sabaudii. Na widok tego chłopczyny tak samotnego na obcej mu ziemi, z dala od rodzinnego miejsca, głodnego i drżącego od zimna, ścisnęło się serce Arnolda i łzy grube spłynęły mu z oczu, a nie mogąc powstrzymać swego wzruszenia, rozkazał biednemu malcowi iść za sobą, do swego mieszkania. Tam nakarmił ubogiego cudzoziemca przy własnym stole, dał mu nowe ubranie, oraz woreczek z kilkoma sztukami złotej monety, aby mógł dalej odbywać swą podróż. Sabaudczyk zawstydzony taką dobrocią, a nie wiedząc, jak ma okazać swą wdzięczność, zdjął z szyi mały różaniec, który otrzymał od matki i darował go Arnoldowi. Arnold przyjął mile ten objaw wdzięczności dziecięcia, a Sabaudczyk oddalił się błogosławiąc swego dobroczyńcę i dziękując przenajświętszej Dziewicy za Jej opiekę.

Lecz nazajutrz wzruszająca scena z różańcem małego Sabaudczyka rozbudziła w umyśle Arnolda żywe wspomnienie lat dziecięcych i sprawiła, iż uznał w tym niewymowne miłosierdzie swej Matki Niebieskiej, iż zesłała mu owego Sabaudczyka, jakby anioła ziemskiego, aby włożył różaniec w tę rękę, z której on już wypadł tak dawno. Łzy żalu szczerego popłynęły z ócz młodzieńca i łaska Boża tchnęła w jego serce. Wspomniał na one dni szczęśliwie, kiedy żył pod opieką Maryi i postanowił powrócić do Boga. Przyrzekł sobie, iż codziennie odmawiać będzie odtąd różaniec i obmywszy swe winy w Sakramencie pokuty, rozpocznie nowe życie. 

To też istotnie uczynił, przyświecając odtąd wszystkim przykładem wysokich cnót chrześcijańskich i prawdziwej pobożności.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: 
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 155-156.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz