Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 kwietnia 2017

ABORCJA - GRZECH PRZECIW ŻYCIU

Zauważyłem, że wszyscy którzy popierają aborcję zdążyli się już urodzić.
Ronald Reagan 

Pewnego dnia O. Pellegrino powiedział do naszego Świętego [Ojca Pio]: 

„Ojcze, dziś rano odmówiłeś rozgrzeszenia kobiecie, która dokonała aborcji. Czemu byłeś tak surowy wobec tej biedaczki?”. 

On odpowiedział: 

„Dzień, w którym ludzie - wystraszeni przez, jak to się mówi, boom ekonomiczny, przez szkody fizyczne lub poświęcenia ekonomiczne - przestaną być przerażeni aborcją, będzie straszliwy dla ludzkości. Właśnie tego dnia powinni okazać strach”.

Następnie, chwytając prawą ręką za habit rozmówcy, lewą rękę położył mu na piersi, tak jakby chciał zawładnąć jego sercem i bardzo stanowczo powiedział: 

„Aborcja to nie tylko zabójstwo, to również samobójstwo. Czy wobec tych, co stoją na krawędzi popełnienia jednym ruchem takiej lub innej zbrodni, nie musimy mieć odwagi, by zademonstrować naszą wiarę? Chcemy ich odzyskać, tak czy nie?!”.

„Dlaczego samobójstwo?” - zapytał O. Pellegrino. 

Stygmatyk odpowiedział: 

„Zrozum: to samobójstwo rodzaju ludzkiego. Nie pytałbyś, gdybyś, używając rozsądku i wyobraźni, zauważył „piękno i szczęście” ziemi wypalonej jak pustynia - pozbawionej dzieci i zamieszkałej przez starców. Gdybyś trochę pomyślał, zrozumiałbyś podwójny ciężar aborcji: ona zawsze okalecza życie rodziców. Takich ludzi chciałbym rozsypać z popiołem płodów, które zniszczyli, by przybić ich do ich odpowiedzialności i by uniemożliwić im możliwość odwołania się do własnej niewiedzy. To, co zostaje po aborcji, nie może być grzebane z fałszywą dbałością i fałszywym współczuciem. Byłaby to obrzydliwa hipokryzja. Te popioły muszą być rzucane w bezczelne twarze rodziców-morderców. Gdybym zostawił ich w spokoju, czułbym się zamieszany w ich zbrodnie. Widzisz, nie jestem święty, jednak nigdy nie czuję się tak blisko świętości, jak wtedy, gdy mówię słowa, być może troszkę za mocne, lecz sprawiedliwe i konieczne, do tych, którzy popełnili taką zbrodnię. Jestem pewien, że otrzymałem pełną aprobatę od Boga dla mojej surowości. Właśnie dlatego, po tych bolesnych walkach przeciw złu, otrzymuję od Niego kilka kwadransów cudownego spokoju, a nawet czuję jak mi go narzuca”.

Ojciec Pellegrino sądził, że „daremne jest rygorystyczne traktowanie przez Kościół tych, którzy w maniakalnym zaślepieniu nie dostrzegają w aborcji zła i godzą się na nią”. Stygmatyk jednak miał inne zdanie: 

„Moja surowość chroni wiele dzieci przed przedwczesną śmiercią. Ma swoje źródło w naszych spotkaniach z Bogiem na tej ziemi oraz w wierze i nadziei, które pochodzą z tych spotkań. Niestety z biegiem czasu widzimy, że bitwa przekracza nasze siły. A przecież mimo wszystko musi być toczona. Nie powinna nas zniechęcać oczywista porażka na papierze. Przeciwnie: właśnie ją powinniśmy traktować jako gwarancję ostatecznego zwycięstwa w nowej ziemi i nowych niebiosach”. 

Jakież argumenty czy usprawiedliwienia takiego grzechu można wysunąć wobec podobnych spostrzeżeń?

Dla Kościoła również „formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi poważne wykroczenie”. W zakrystii, naprzeciw konfesjonału gdzie niezwykły kapucyn spowiadał penitentów, siedząc na ławce, czekał na swoją kolej Mario Tentori. Gdy chciał rozpocząć swój rachunek sumienia, usłyszał jak kapłan krzyczy: 

„Precz, głupcze, precz...!”. 

Słowa były adresowane do człowieka, który dopiero co ukląkł u jego stóp, aby się wyspowiadać, i wyszedł z konfesjonału upokorzony, zmieszany i speszony.

Następnego dnia Mario wsiadł w Foggi do pociągu, by wrócić do Mediolanu. Wszedł do przedziału, w którym był tylko jeden pasażer. Przez chwilę patrzył on z uwagą na Mario, wykazując żywy zamiar podjęcia rozmowy. Wreszcie przerwał milczenie i zapytał: 

- „Czy nie byłeś wczoraj w San Giovanni Rotondo w zakrystii, by wyspowiadać się u Ojca Pio?”.

- „Tak” - odpowiedział Tentori.

- „Siedzieliśmy na tej samej ławce, byłem w kolejce przed tobą. Ja jestem tym, którego Ojciec wyrzucił, nazywając mnie głupcem. Pamiętasz?”.

- „Tak”.

- „Wy, którzy byliście zgromadzeni wokół konfesjonału, być może nie słyszeliście słów, którymi umotywował wyrzucenie mnie z konfesjonału. Powiedział dosłownie: «Precz, głupcze, precz, bo za zgodą twojej żony trzy razy dokonałeś aborcji». Rozumiesz? Powiedział: «dokonałeś aborcji!». Obciążył mnie, ponieważ inicjatywa dokonania aborcji zawsze wychodziła ode mnie”.

Wybuchnął niepohamowanym płaczem, który wyrażał - jak sam to wyznał - ból, chęć poprawy i determinację w postanowieniu powrotu do San Giovanni Rotondo, by otrzymać rozgrzeszenie i zmienić życie. Surowość spowiednika uratowała życie ojca, który po przerwaniu życia trzech istot, stał na granicy niebezpieczeństwa utraty duszy na wieczność.


Marcelino Iasenzaniro, Ojciec. Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz. Świadectwa. Część pierwsza, San Giovanni Rotondo 2006, s. 124-126

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz