Łączna liczba wyświetleń

środa, 5 kwietnia 2017

MADONNA MNIE UZDROWIŁA

Codziennie z jednego krańca ziemi na drugi, na wysokościach niebios i w najgłębszych otchłaniach wszystko sławi, wszystko wychwala Maryję przedziwną. Zarówno dziewięć chórów anielskich, jak i ludzie wszelkiego wieku i stanu, dobrzy i źli, nawet szatani siłą prawdy zniewoleni są zmuszeni zwać Ją błogosławioną.
św. Ludwik Grignion de Montfort

25 kwietnia 1959 roku Ojciec Pio, ciężko chory, położył się do łóżka. Kolejne konsultacje najwybitniejszych profesorów medycyny dawały jedną, zatrważającą diagnozę: złośliwy nowotwór płuc. Wydawało się, że życie Ojca Pio można liczyć najwyżej na miesiące. Stan chorego pogarszał się z tygodnia na tydzień. I oto w sierpniu wydarzyło się coś, co można nazwać cudem.

«W tym czasie - wspomina o. Mario Masone, jezuita, założyciel Maryjnego Ruchu Eucharystycznego - podróżowałem po całych Włoszech, wioząc od miasta do miasta posąg Matki Bożej Fatimskiej, który odwiedził już cały świat. Przybyliśmy do Włoch właśnie 25 kwietnia, w dniu kiedy Ojciec Pio nagle zachorował. Do Foggii przybyliśmy 5 sierpnia, a wieczorem byliśmy w miasteczku Ojca Pio. Zbliżał się 10 sierpnia, rocznica święceń kapłańskich Ojca Pio, i do San Giovanni Rotondo zjeżdżały się tłumy pielgrzymów. Wraz z pilotem helikoptera, którym podróżował posąg i kilkoma misjonarzami udaliśmy się do celi Ojca Pio. Leżał w łóżku, zmieniony od cierpienia, pokryty potem. 

„Ojcze - rzekłem - pobłogosław nas i powiedz choć kilka słów, bym powtórzył je pielgrzymom, którzy modlą się do Madonny.” 

Cichym, schrypniętym głosem odpowiedział: 

„Niechaj was Bóg błogosławi za dobro, jakie czynicie Kościołowi we Włoszech. Powiedzcie ludziom, by stosowali w praktyce dobre rady Maryi.”

Około południa przyniesiono go na noszach przed oblicze Matki Bożej Fatimskiej, by mógł Ją zobaczyć i pomodlić się.

14 sierpnia odjechaliśmy z San Giovanni Rotondo. Ledwo helikopter uniósł się w powietrze, poprosiłem pilota, by zatoczył dwa koła nad klasztorem kapucynów i szpitalem, zbudowanym z inicjatywy Ojca Pio, a potem skierowaliśmy się na Foggię. Kiedy byliśmy już daleko, poczułem jak coś ciągnie mnie dosłownie z powrotem do Ojca Pio, i to tak nieodparcie, że powiedziałem do pilota: „Zawróć i zatrzymaj się przez chwilę nad klasztorem”. Kapitan posłuchał, zawróciliśmy i przez kilka sekund wisieliśmy nieruchomo w powietrzu nad tą częścią klasztoru, w której znajdowała się cela Ojca Pio. Potem opowiadano, że kiedy Ojciec Pio usłyszał warkot helikoptera, usiadł w łóżku i tak zaczął się modlić: „Matko Najświętsza, kiedy przybyłaś do Włoch, zwaliła mnie choroba; teraz odjeżdżasz, a mnie tak zostawiasz?”.

Zaledwie wyrzekł te słowa, całym jego ciałem wstrząsnęły gwałtowne dreszcze. Stojący obok łóżka zakonnicy, przerażeni, sądzili, że nadeszła śmierć. Ale dziwne to zjawisko trwało kilka sekund, a potem Ojciec Pio poczuł się dużo lepiej. Twarz mu się zaróżowiła, oddech stał się spokojny, regularny. Oświadczył, że nic go nie boli, że wróciły mu siły i że chce wstać z łóżka. Zwołano natychmiast lekarzy. Przeprowadzono ponownie wszystkie badania. Ze straszliwej choroby nie pozostał żaden ślad.

Po dwóch dniach O. Pio zszedł do kościoła, by odprawić Mszę św., spowiadać i spotykać się z wiernymi.»

W liście, pisanym 13 sierpnia tegoż roku do jednego ze swych synów duchowych, Ojciec Pio potwierdza swoje cudowne wyzdrowienie, uzyskane za pośrednictwem Matki Bożej Fatimskiej. „Podziękuj w moim imieniu Najświętszej Dziewicy - pisze - akurat w dzień Jej wyjazdu od nas poczułem się dobrze”.


Irena Burchacka, Ojciec Pio. Stygmatyk – mistyk – cudotwórca, Wyd. ADAM, Warszawa 21996, s. 103-104.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz