Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 9 maja 2017

CUDOWNE UZDROWIENIE SIOSTRY JULIANNY - LOURDES

Choć Maryja ma obowiązek nieograniczonej względem Syna Bożego wdzięczności za to, że Ją sobie za Matkę przeznaczył, wszelako zaprzeczyć nie można, że i On sam jako Matce zawdzięcza wiele, co do człowieczeństwa Jej istnienie swoje winien będąc. I dlatego to pragnąc odpłacić się Maryi za wszystko co się Jej od Niego jako syna należy, Pan Jezus raduje się Jej chwałą, i miło Mu uczcić Ją przez to szczególnie, że wszystkie Jej proźby wysłuchuje. Jakąż tedy ufność mieć powinniśmy w tej przenajświętszej Królowej, gdy widzimy jak dalece potężnym jest Jej pośrednictwo do Boga, a z drugiej strony wiemy, że miłosierdzie Jej tak jest nieograniczonym, że nie masz nikogo na świecie, który by jego skutków nie doznał i nie był uczestnikiem owoców Jej łaskawości.
św. Alfons Liguori

Siostra Julianna była furtianką w klasztorze Urszulanek w Brive we Francji. Po trzech latach pobytu w klasztorze zaczęła poważnie chorować pa płuca, aż zaniemogła na dobre w roku 1887, kiedy to poczęła pluć krwią. Staranna opieka lekarska spowodowała wprawdzie czasową ulgę w cierpieniu, lecz ostatecznie w roku 1889 siostra Julianna musiała się położyć na stałe, gdyż sześciu lekarzy wzywanych kolejno do niej stwierdziło gruźlicę w trzecim stopniu rozwoju. Długie miesiące przepędziła chora na łożu boleści, nie mając nawet siły, by mówić dłużej i posilając się jedynie odrobiną mleka lub rosołu. Znikła więc ostatecznie wszelka nadzieja wyzdrowienia na drodze naturalnej.

Wówczas wspomniano siostrze Juliannie o Lourdes i o tych licznych cudach, jakie tam Matka Najświętsza Niepokalana wyprasza swoim czcicielom. 

Początkowo chora niechętną była tej myśli, by w Lourdes szukać wyzdrowienia, a to z tej pobudki, iż wolała rychlej umierać dla połączenia się z Bogiem. Dopiero gdy przełożeni wyrazili jasno swoje życzenie, Julianna chętnie zgodziła się na wyjazd do cudownego miejsca i miała z góry prawie przekonanie, że tam istotnie zdrowie odzyska.

Dnia 1 września wyjechała siostra Julianna do Lourdes w towarzystwie drugiej siostry zakonnej i pewnej pani. Świadkowie jej wyjazdu i jej podróży wielce byli zdziwieni, że osobę, która każdej chwili może skonać, zabiera się w tak daleką drogę. Bo też siostra Julianna często do konającej była podobną i w czasie podróży pozostawała w stanie największego wyczerpania i omdlenia.

Gdy Julianna znalazła się w cudownej grocie, była tak wyczerpana, że nawet myśli zebrać nie mogła. O modlitwie formalnej nie było mowy. Spoglądała tylko błagalnie na statuę Matki Najświętszej. Wsadzono siostrę Juliannę do ręcznego wózka i zawieziono do cudownej sadzawki. Chora była prawie bez mowy, bez przytomności i tak osłabiona, że panie posługujące przy sadzawce nie chciały się w ogóle zgodzić na zanurzenie chorej w wodzie. Zgodziły się dopiero na to, gdy im dano zapewnienie, że lekarz mający siostrę Juliannę pod swoją opieką zgodził się z góry na tę kąpiel. W chwili gdy się chora dotknęła wody, usta jej otworzyły się i pozostały otwarte, oddech zamarł jej na wargach, a twarz okryła się trupią bladością. Wszystkim zdawało się, że już nie żyje. To też natychmiast wyniesiono ją z wody, choć jej się ledwie dotknęła, i złożono ją na stopniu przy sadzawce. Przez chwilę chora nie dawała znaków życia, tak iż niepokój wielki ogarnął obecnych. 

Lecz oto nagle występuje lekki rumieniec na obliczu siostry, oczy się otwierają i pierś poczyna oddychać. Chora po chwili podniosła się i stanęła na równych nogach. Ubrała się wśród zdumienia obecnych sama i pieszo udała się do cudownej groty, aby tam przez pół godziny trwać na dziękczynieniu za otrzymane zdrowie. Niebawem tłum pobożny otoczył uzdrowioną siostrę i wedle zwyczaju począł z zapałem śpiewać hymn Magnificat. W końcu dla wyrwania uzdrowionej z tłumu kazano jej wsiąść do powozu i odwieziono ją do klasztoru SS. Karmelitanek, gdzie stała gospoda.

Nazajutrz uzdrowiona siostra Julianna udała się do lekarza Dr. de Saint-Maclou, który wraz z lekarzem z Beziers po dokładnym zbadaniu pacjentki orzekł, że nie pozostało w niej ani śladu tej gruźlicy, która jeszcze poprzedniego dnia zapowiadała jej śmierć w najbliższej przyszłości.

Gdy siostra Julianna wracała do swego klasztoru w Brive, liczny tłum ludzi zebrał się na dworcu i sąsiednich ulicach, witając z radością uzdrowioną zakonnicę. Skoro nareszcie dotarła ona do swego klasztoru, urządzono natychmiast dziękczynne nabożeństwo z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Julianna na klęczniku swoim zalewała się łzami wdzięczności...

Dodajmy jeszcze, że siostra Julianna nie jest jedyną, która uleczoną została w jednej chwili z gruźlicy w najwyższym stopniu rozwiniętej. Cuda takie, których nadprzyrodzony charakter nie ulega najmniejszej wątpliwości, są w Lourdes niemal na porządku dziennym.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 26-28.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz