Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 maja 2017

JOACHIMA DEHANT CUDOWNIE UZDROWIONA - LOURDES

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka. Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed Tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.
Modlitwa św. Bernarda (przekład nowszy)

Matka Boża Szkaplerzna,
k-ół Bożego Ciała,
Poznań
Joachima Dehant, licząca lat 29 i zamieszkała w Gesves w Belgii, ma na prawej nodze wrzód, który pokrywa dwie trzecie części tejże nogi. Cierpi na ten wrzód od lat dwunastu. Rana jest w stanie tak okropnym, że mimo licznych bandaży ropa przecieka na zewnątrz. Przy zmianie bandaży odpadają kawałki ciała. Fetor przy tym jest tak nieznośny, że obecni przy niej ludzie dostają mdłości...

Dnia 10 września chora wyjeżdża do Lourdes wraz z pielgrzymką z Liége, aby w położeniu po ludzku beznadziejnym szukać pomocy u Najświętszej Matki Jezusowej.

Przybywszy po długiej i nużącej podróży do cudownego miejsca, udaje się Joachima o kulach, z największym wysiłkiem do świętej groty, — około godziny trzeciej z rana, dnia 13 września 1878.

Przy pomocy życzliwych osób zanurza się po szyję w cudownej sadzawce prosząc Dziewicę Niepokalaną o cud... Tymczasem rana na nodze sprawia chorej takie boleści, że trzeba z jej strony największego wysiłku, by wytrzymać tę mękę. Joachima wychodzi z kąpieli po upływie pół godziny, lecz na razie nie czuje ulgi.

Pełna świętej ufności prosi chora około godziny dziewiątej o drugą kąpiel i pozostaje w niej przez dwadzieścia siedem minut...

Początkowo znowu ból straszny... Lecz gdy po skończonej kąpieli przyjaciółka chorej Leonia poczyna wyciskać wodę z bandaży, pokazuje się, że rana już nie boli. Leonia przyciska coraz mocniej... ani śladu boleści. Wówczas opiekunka zdejmuje bandaż i w zdumieniu najwyższym woła:

— Joachimo, rany nie ma ani śladu. Jesteś uzdrowiona...

Znikła w jednej chwili rana gnijąca już od 12 lat, długa na 30 centymetrów, szeroka na 15.

Telegram donoszący o cudownym uzdrowieniu doszedł do rodziny Joachimy w Gesves następnego dnia. Łatwo się domyśleć, jakie wywarł tam wrażenie...

Ojciec Joachimy dowiedziawszy się o cudzie dostał takich nerwowych drgawek, że musiano go od prowadzić do domu. Gdy Joachima ukazała się na dworcu kolejowym w pełni zdrowia, ojciec stracił prawie przytomność i nie mógł poznać swej córki. Matka rzuca się jej w objęcia, płacząc z radości...

Joachima odtąd po dwa razy każdego roku udawała się do Lourdes w pielgrzymce dziękczynnej, ciesząc się stale najlepszym zdrowiem.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 58-59.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz