Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 maja 2017

NAZYWAŁ SIĘ TONDERA

Pamiętaj o najdobrotliwsza Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano, aby kto uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając, Ciebie o przyczynę prosząc, miał być od Ciebie opuszczony. Tą nadzieją ożywiony uciekam się do Ciebie, o Maryjo Panno nad Pannami i Matko Jezusa Chrystusa!, przystępuję do Ciebie, staję przed Tobą, jako grzeszny człowiek drżąc i wzdychając. O Pani świata! racz nie gardzić moimi prośbami, o Matko Słowa Przedwiecznego! racz wysłuchać mnie nędznego, który do Ciebie z tego padołu płaczu o pomoc wołam. Bądź mi pomocą we wszystkich moich potrzebach teraz i zawsze, a szczególnie w godzinę śmierci, o Łaskawa! o Litościwa! o Słodka Panno Maryjo! Amen.
Modlitwa św. Bernarda (przekład dawniejszy)

W Rzeszowie w czasie ostatniej wojny gestapowcy wpadli na trop tajnej organizacji i aresztowali licznych jej członków, a wśród nich 22-letniego przywódcę. - Ze szczególną pieczołowitością zajęli się nim jako hersztem tych "polskich band". Życie przeszło 200 ludzi wisiało na włosku i było w ręku jednego człowieka. Z niepokojem patrzyli koledzy, jak z celi więziennej brano rano ich przywódcę na badania. Gestapo przez dwa ty godnie znęcało się nad nim, łamiąc mu kości, czaszkę, szczęki, kopiąc go i poniewierając w okropny sposób. Do celi wrzucono go zielonego i bladego jak ściana i podobny był raczej do trupa niż do człowieka. Wspartego o ścianę studenta obstąpili koledzy, pytając czy nie wydał ich organizacji. On z trudem wielkim wyszeptał przez zęby: 

— Nie, nic nie powiedziałem.

Po dwóch tygodniach kaci wzięli go znów na męki - tym razem na trzy tygodnie. Ta sama scena się powtórzyła. Ostatnim razem męczono go aż cztery tygodnie i prawie bez życia odesłano go do celi z powrotem. Oczy miał wybite, szczęki i nos połamane. - Teraz koledzy zwątpili i nic nie pytali. W takich katuszach każdy mógłby się załamać. Ale jeden najśmielszy i najlepszy kolega męczennika, zbliżył się do niego i zapytał: 

— A więc wszystkich wydałeś?

Nic nie odpowiedział tylko zaczął coś szukać w kieszeni, ale nic nie mógł z niej wydobyć. Zaciekawieni koledzy pomogli mu i wydobyli z kieszeni różaniec. Zmasakrowany podniósł różaniec do góry, jak ksiądz monstrancję, i błogosławiąc zebranych współtowarzyszy krzyżem kreślonym w powietrzu wypowiedział z naciskiem: 

— Nie, nie, nic i nikogo nie wydałem. Matka Najświętsza była mi pomocą.

Młodzieniec ten nazywał się Tondera.

Zbiór (151) przykładów, Ex Libris S.V.D. Misyjny, s. 66-67, nr 136.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz