Łączna liczba wyświetleń

sobota, 6 maja 2017

UZDROWIENIE GARGAMA

Wszyscy aniołowie niebiescy - mówi św. Bonawentura - wysławiają Ją bezustannie: Święta, Święta, Święta Maryja, Boża Rodzicielka, Dziewica! i zasyłają Jej codziennie miliony milionów razy Pozdrowienie Anielskie: Zdrowaś Maryjo! A oddając Jej pokłon najgłębszy, proszą Ją pokornie jak o łaskę, by ich zaszczycić raczyła choćby jednym ze swych rozkazów. Nawet św. Michał, książę całego dworu niebieskiego, oddaje Jej - według słów św. Augustyna - z największą gorliwością wszelką cześć, innych do tego skłania i czeka skwapliwie, by go zaszczyciła jakąś misją i by z Jej rozkazu wolno mu było oddać jednemu z Jej sług jakąś przysługę.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Dnia 17 grudnia 1899 roku urzędnik pocztowy Gargam znajdował się w ostatnim wagonie pociągu pospiesznego na linii Bordeaux-Angoulême we Francji. W odległości kilku kilometrów od Angoulême pociąg musiał się zatrzymać z powodu zepsucia się lokomotywy. „Ledwie stanęliśmy — opowiada sam Gargam — usłyszeliśmy głuchy łoskot drugiego pociągu zbliżającego się ku nam z szybkością błyskawicy. W kilka sekund później najechał on rzeczywiście na nasz wagon i zamienił go w kupę gruzów. Jak źdźbła słomy zostaliśmy wyrzuceni na obie strony toru kolejowego. Ja leżałem o dziesięć metrów od toru głęboko zakopany w śniegu. Znaleziono mnie dopiero po kilku godzinach rano, bez jakichkolwiek znaków życia. Przewieziono mnie do szpitala w Angoulême, gdzie ku wieczorowi odzyskałem przytomność. Miałem na sobie tak silne potłuczenia i rany, że nie mogłem zupełnie się ruszać. Od bioder aż do stóp byłem sparaliżowany.

W osiem miesięcy po katastrofie Gargam był tak schorzały i osłabiony, że musiano go karmić za pomocą rurki, i to tylko raz na dzień, gdyż połączone to było z wielkimi boleściami. Co do natury choroby Gargama zdania lekarzy były podzielone. Wszyscy atoli zgadzali się na to, że jest chory nieuleczalnie i że mu grozi rychła śmierć. Każdy uznawał, że wobec jego cierpienia sztuka lekarska jest bezsilna.

Nieszczęśliwiec zdawał sobie dokładnie sprawę ze swego stanu. Miał zaledwie lat 31, a już musiał się wyrzec wszelkich nadziei na przyszłość. Łatwo się domyśleć ciężkiego stanu duszy, w jakim pozostawał Gargam, który kształcąc się w szkołach państwowych stracił zupełnie wiarę i od piętnastu lat nie bywał w kościele. Często przełożona szpitala klękała przy łożu chorego i modliła się za niego, lecz on przyjmował to obojętnie, a nawet okazywał swą niechęć. Jeśli czasem wspomniano wobec Gargama o cudach dziejących się za przyczyną Matki Najświętszej - Niepokalanej w Lourdes, nazywał to zabobonem i przesądem.

Tymczasem choroba Gargama rozwijała się szybko w sposób coraz bardziej niepokojący. Rany na nogach przybrały charakter niebezpieczny. Wówczas chory uległ namowom osób życzliwych, by odbyć wraz z wielu innymi pielgrzymkę do Lourdes. Przez trzy dni modlono się za niego nieustannie i on sam po wielu latach przypomniał sobie pacierz młodości swojej. Nawet w końcu wyspowiadał się i przyjął Komunię świętą.

Podróż do Lourdes była połączona z niemałymi trudnościami. Na noszach wsunięto chorego do wagonu, w którym leżał nieruchomo w towarzystwie trzech bliskich sobie osób. Karmienie odbywało się za pomocą rurki. W takim stanie przybył Gargam do Lourdes dnia 20 sierpnia o godz. 7 rano.

Po przyjęciu Komunii św. w cudownej grocie przedziwna zmiana dokonała się w duszy chorego. Znikła nagle dawna jego obojętność religijna. Ze wzruszającą ufnością i miłością spoglądał na statuę Matki Najświętszej. Chciał się modlić, lecz nie mógł słowa wymówić skutkiem wezbranego uczucia. Tak więc niebieska Lekarka uleczyła nieszczęśliwego nasamprzód z jego niedowiarstwa, aby niebawem wrócić zdrowie również jego ciału.

Tymczasem musiano odnieść Gargama do szpitala, by wzmocnić siły jego karmiąc go, jak zwykle, rurką, O godz. 2 po południu zaniesiono chorego do cudownej sadzawki i zanurzono go w wodzie. Modlił się głośno i czuł w duszy niebiański pokój. Lecz jeszcze nie wybiła godzina jego uleczenia.

W końcu około godziny czwartej Gargam znalazł się na drodze, którą przechodziła procesja z Najświętszym Sakramentem. Na skutek poniesionych w podróży trudów i wzruszeń doznanych w ciągu dnia osłabł do tego stopnia, że w końcu stracił przytomność. Sądzono, że nadeszła ostatnia jego chwila... Po niedługim czasie wszakże Gargam ocknął się i usiłował powstać na swoich noszach. Po jednej i drugiej nieudałej próbie stanął na równych nogach i poszedł kilka kroków za Najświętszym Sakramentem. Musiał jednak czym prędzej wrócić na nosze, gdyż nie miał na sobie ani ubrania ani obuwia.

Paraliż jednak znikł bez śladu, — Gargam był uzdrowiony...

„Ukazanie się Gargama w biurze sprawozdań — pisze Dr Boisserie — było jednym z najbardziej rozrzewniających wypadków, jakie nam się widzieć zdarzyło. Prócz nas świadkami tej chwili było sześćdziesięciu przeszło lekarzy, profesorów uniwersytetów francuskich i zagranicznych, dziennikarzy, wierzących i niedowiarków. Gargama wniesiono na noszach ubranego w długi szlafrok. Był okropnie wychudły. Cała jego postać nosiła jeszcze na sobie ślady przebytych cierpień. Dokoła nas wszczęła się taka wrzawa, że niepodobna było rozpocząć systematycznego badania. Nazajutrz biuro nasze nie mogło pomieścić lekarzy, którzy się do niego cisnęli, wstępując nawet na ławki i stołki... Gargam ukazał się tym razem w nowym ubraniu. Szedł bez trudności, opowiadał jasno i dokładnie szczegóły swej choroby”.

Na podstawie spisanego obszernie protokołu stwierdzono, że Gargam w przeciągu kilku sekund przeszedł jakby ze śmierci do życia, — że nagłe to uzdrowienie przewyższa siły natury i sprzeciwia się wszelkim naukowym teoriom, a sposób, w jaki się ono odbyło, jest zdumiewający.

Powyższe uzdrowienie odbiło się głośnym echem w całym świecie i sława cudownego Lourdes poczęła się jeszcze szybciej szerzyć po wszystkich krajach, pozyskując Matce Bożej Niepokalanej i Boskiemu Jej Synowi coraz większą liczbę czcicieli i miłośników.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 16-19.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz