Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 21 listopada 2017

BEZ JAKIEGOKOLWIEK ZOBOWIĄZANIA

W klasztorze św. Leonarda w Montefalco (Umbria, Włochy) znajduje się kapliczka zwana Czyśćcową. Pod antycznym „kołem klasztornym” jest tam grób przeoryszy Marii Teresy od Jezusa, siostry, która od 2 września do 9 listopada 1918 roku była bohaterką nadzwyczajnego wydarzenia. Miała bezpośredni kontakt z duszą czyśćcową. Kościół przeprowadził drobiazgowe dochodzenie w tej sprawie, a jego wyniki zawarte są w opasłym zbiorze akt. Proces kanoniczny, w ramach którego przesłuchano licznych świadków, zakończył się potwierdzeniem prawdziwości tego, czego przeorysza była świadkiem i bohaterką.

Siostra Maria Teresa od Jezusa, mianowana przełożoną 18 sierpnia 1918 roku, pełniła jednocześnie funkcję zakrystianki i furtianki klasztoru. Kilka dni po mianowaniu, 2 września, wczesnym rankiem usłyszała dzwonek. Natychmiast pobiegła otworzyć, mówiąc na powitanie: „Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja”. Jakiś słaby i smutny głos powiedział: „Muszę zostawić tę jałmużnę tutaj”, a jednocześnie zakręciło się koło, na którym ukazało się dziesięć lirów - suma dość znaczna w tamtych czasach. Zapytała, na jaki cel ma być przeznaczona ofiara, a ten sam głos odpowiedział: „Bez jakiegokolwiek zobowiązania”. Przeorysza zapytała nieznajomego, kim jest, lecz odpowiedział jej z uprzejmym pośpiechem: „Nieważne”. Sytuacja taka powtórzyła się aż cztery razy i w małej wspólnocie zakonnej zaczął szerzyć się niepokój, że to może jakiś skruszony złodziej przynosi do kościoła zrabowane pieniądze. Jednego razu na pytanie, czy siostry mają się modlić, głos odpowiedział: „Modlitwa jest zawsze dobra”.

Najbardziej niepokojące było to, że nikt nigdy nie zdołał zobaczyć mężczyzny, który zostawiał pieniądze, a przecież wszystkie siostry po każdym dźwięku dzwonka przybiegały do kraty, skąd można było widzieć bramę kościoła i rozmównicy, gdzie znajdowało się koło i dzwonek. Nie było widać nikogo, ani też nie można było zauważyć żadnego poruszenia, otwierania lub zamykania bramy.

Któregoś razu wieczorem, kiedy kościół był już pusty i dokładnie zamknięty, znów usłyszano dzwonek. Nikogo jednak nie było. Polecono świeckiej służącej, która miała na imię Katarzyna, przeprowadzenie szczegółowej kontroli, ale nikogo nie znaleziono. A jednak dziesięć lirów leżało na tym samym miejscu co zwykle. Dwadzieścia osiem razy powtórzyły się te tajemnicze wizyty i ta sama suma pieniędzy leżała na kole.

11 kwietnia głos poprosił po raz pierwszy o modlitwę za zmarłego. Wtedy przeorysza była razem z dwiema starszymi współsiostrami, które nie słyszały głosu mówiącego: „Zostawiam tę jałmużnę z prośbą o modlitwę za zmarłego”. Ten głos słyszała wyłącznie przeorysza, choć inne siostry były blisko.

Jednego razu na próbę przeorysza nie poszła odpowiedzieć na dzwonek, lecz zastąpiła ją inna siostra. Na słowa: „Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja” nikt nie odpowiedział, a następnego dnia znaleziono na kole dziesięć lirów. Siostry zaczęły zanosić stale modlitwy za tę duszę, ponieważ teraz już wszystkie były przekonane, że chodzi o duszę czyśćcową, która prosi o modlitwę. Przeorysza jednak, bardzo przejęta i przestraszona, chciała się upewnić, czy to nie zwodniczy diabeł przystąpił do działania. I tak wieczorem 16 września 1919 roku na dźwięk dzwonka zeszła razem z drugą siostrą, ale nie było nikogo, choć dziesięć lirów leżało na swoim miejscu. Kiedy następnie usłyszała dzwonek po raz drugi, zeszła ponownie, a głos jej powiedział: „Proszę je wziąć, to dla przebłagania Boskiej sprawiedliwości”. Siostra Maria Teresa od Jezusa chciała wówczas upewnić się, czy nie jest to zły duch, i wypowiedziała akt strzelisty ku czci Maryi Panny, największej przeciwniczki diabła. Głos powtórzył go dokładnie tymi samymi słowami: „Niech będzie błogosławione święte, najczystsze i niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny”. Podejrzenie, że te pieniądze pochodzą od złego ducha, znikło, potwierdziło się natomiast przekonanie, iż chodzi o duszę czyśćcową.

Pewnej nocy siostrę Marię Teresę obudziło lekkie pukanie i głos mówiący, że ktoś zadzwonił dzwonkiem. Również tym razem nikogo nie zastano. W całą tę sprawę włączono spowiednika, księdza Chimatiego, kapelana, księdza Tabaniniego oraz gwardiana, ojca Angela. Pomimo kontroli, badań, eksperymentów, kiedy słyszano dzwonek i pojawiało się dziesięć lirów, nikogo nigdy nie widziano. Mała wspólnota modliła się jeszcze bardziej za „tajemniczą duszę”.

3 października 1919 roku przeorysza odmówiła przyjęcia dziesięciu lirów i powiedziała tajemniczej osobie, że spowiednik zakazał jej tego z obawy, że mogą pochodzić od diabła. Głos stanowczo odpowiedział: „Nie, jestem duszą czyśćcową, od czterdziestu lat przebywam w czyśćcu za to, że zmarnotrawiłem dobra kościelne”. Zachęcona przez spowiednika siostra zadała duszy inne pytania, ale nie udało jej się dowiedzieć, jak ma na imię. Dowiedziała się natomiast, że z wielu mszy odprawianych za zmarłych jej przypadała zaledwie „malutka cząstka”. Tym razem dusza zostawiła na kole dziesięć lirów ułożonych w formie krzyża.

30 października 1919 roku odbyła się przytoczona niżej rozmowa między dwiema osobami żyjącymi w różnych wymiarach, ale związanych delikatną nicią pokrewieństwa, gdyż obie były w stanie zakonnym:

Przeorysza: 
— Z nakazu spowiednika nie mogę przyjąć żadnej jałmużny. W imię Boga i z rozkazu spowiednika proszę mi powiedzieć, kim ty jesteś. Czy jesteś kapłanem?
— Tak — padła odpowiedź.
— Czy do tego klasztoru należały dobra, które roztrwoniłeś?
— Nie, ale mam pozwolenie dostarczyć je tutaj.
— A skąd je bierzesz?
— Sąd Boży jest sprawiedliwy.
— Lecz ja nie bardzo wierzę, że to dusza. Ciągle mam wrażenie, że ktoś robi sobie żarty.
— Chcesz znaku?
— Nie, bo się boję. Może kogoś zawołam, to będzie bardzo szybko...
— Nie, gdyż nie mam pozwolenia.

Matka lękała się jakiegoś odcisku wypalonego ogniem. Również tym razem wzięła dziesięć lirów. Usłyszała wówczas głos: „Dzięki, teraz przystępuję do modlitwy”.

Oddalając się, zaczął śpiewać znany psalm, który przeorysza dokończyła: „Benedictus Deus qui... Błogosławiony niech będzie Bóg, który nie odrzucił moich modlitw ani nie oddalił ode mnie swego miłosierdzia”.

Ostatni raz, 9 listopada 1919 roku, rozmowa wyglądała następująco:

Dusza: „Niech będzie pochwalony na wieki Pan, dziękuję siostrze i wspólnocie zakonnej, zostałem uwolniony od kary ”.

Przeorysza poprosiła o błogosławieństwo i wyraziła wolę pójścia do czyśćca: „Tam, gdzie ksiądz się znajdował, w ten sposób byłabym pewna!”. „Niech siostra wypełnia wolę Najwyższego. Benedictus semper Deus”. 

Były to ostatnie słowa duszy, która więcej nie dała o sobie znać (…) Przeorysza z posłuszeństwa spowiednikowi ujawniła później, że w czasie ostatniej rozmowy widziała duszę wstępującą do nieba, obleczoną w światło.


Źródło: Pasquale Colucci, Gdy duchy przychodzą... Kontakty ze światem pozagrobowym, 
Wyd. Księży Sercanów, Kraków 2006, ss. 80-85.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz